Krucjata modlitwy w obronie poczętych dzieci
Czasami uda mi się zdobyć czasopismo "Rycerz Niepokalanej" i wtedy staram się z ogromu obowiązków domowych, wypełniających cały mój czas, wykroić jakąś chwilkę, aby choć "na raty" poczytać to wspaniale pismo. Jest to dla mnie wtedy ogromne odprężenie, bo od szeregu miesięcy czuję się w olbrzymim napięciu, myśląc o przyszłości mojego chorego dziecięcia. Ciąża i ciężki poród sprawiły, że byłam o krok od śmierci i dotąd nie wróciłam jeszcze do sił. Nie wiem, czy są gorsze chwile dla matki, gdy nie ma sił, aby opiekować się najsłodszą i najdroższą malutką istotą, której nie pozwoliła "wrzucić w kanał", zanim się urodziła. Dziś ta dziecina, o którą drżę dzień i noc (bo żaden lekarz nie może dać mi pewności, czy będzie zdrowa), sprawia mi tyle radości, a swym nieustannym szczebiotaniem dziękuje za życie Bogu i mnie.
Czytając artykuł Zawierzcie swoje rodzicielstwo Bogu stwierdzam na podstawie własnego doświadczenia, że duża wina za zabijanie nienarodzonych spoczywa na otoczeniu, a zwłaszcza na rodzinie, bliskich, krewnych, którzy odpowiednim podejściem, zaofiarowaniem pomocy, wyciągnęliby nieraz zbrodniczy nóż z ręki okropnej matki. Sama przeżywałam ciężkie chwile, kiedy musiałam podjąć decyzję, że wbrew zaleceniom lekarzy i rodziny urodzę to dziecko. I urodziłam z pomocą Boga. Bezskutecznie czekałam choć na jedno słowo od bliskich, że pomogą, gdy zajdzie potrzeba, bo wiedzieli, że przy moim wątłym zdrowiu ciężko mi będzie donosić, a tym więcej urodzić.
A kiedy już maleństwo było na świecie, a ja walczyłam ze śmiercią, nawet własna zdrowa matka odmówiła mojemu mężowi pomocy, gdy zwrócił się o to do niej. Wszędzie nawet teraz słyszę słowa: "Po co ci było to dziecko?", a teściowa dotąd go jeszcze nie widziała, choć ma ono już dwa i pół roku. Wiadomo, że rodzice są odpowiedzialni za swoje rodzicielstwo, ale także społeczeństwo jest odpowiedzialne. Niestety, często nie robi ono nic, aby przeciwstawić się zabijaniu.
Zresztą nie wystarczy powiedzieć: "Ja nie popieram przerywania ciąży", bo nieraz potrzeba bezpośredniej pomocy.
Tak bardzo bym pragnęła, aby nasza rodzina zrozumiała, że oprócz pieniędzy, bogacenia się, wygody, jest coś ważniejszego: człowiek i jego życie, nawet zanim się urodzi.
Proszę o umieszczenie tych, być może, mało udolnych słów w "Rycerzu", bo chciałabym, aby przeczytała je moja teściowa i wszystkie inne teściowe, które były lub są "trzonkiem zbrodniczego noża" przeciw nienarodzonemu wnukowi. A może się zmienią.
Nie ustaję w modlitwie w intencji "Krucjaty", bo tylko tyle mogę.
