"Chciałabym być telewizorem"

Droga Tereniu, prosiłaś mnie kiedyś, abym Ci napisała, w jaki sposób korzystamy z telewizora w naszej rodzinie.

Zanim Ci odpowiem, chcę się podzielić z Tobą przykrymi myślami, które wywołało we mnie oświadczenie pewnej, może cztero-pięcioletniej dziewczynki. Na pytanie: "kim chciałaby być" - odparła: "chciałabym być telewizorem". Swoją wypowiedź uzasadniała w ten sposób: "mamusia będzie na mnie patrzyła i słuchała, kiedy będę mówiła do mamusi".

Tereniu, słysząc to poczułam ucisk wokół serca. Jakżeż to dziecko pragnęło bezpośredniej więzi z matką, jak czuło się zagrożone przez telewizor!

Przyznasz, że wielką krzywdę wyrządzała mu własna matka, która nie doceniała ogromnej wartości czasu poświęconego małej córeczce. Wszak w tym wieku dziecko szczególnie potrzebuje serdecznego, osobistego kontaktu uczuciowego z mamą. Czuje się ono wtedy kochane, bezpieczne, dobrze rozwija emocjonalnie. Czyżby ta młoda matka nie wiedziała o tym i oglądanie programów telewizyjnych stawiała wyżej niż troskę o prawidłowy rozwój rodzonego dziecka?

W naszym domu telewizor nie ma takich przywilejów. Nie jest centralnym punktem mieszkania, jak to nadmieniasz w liście do mnie. Nabyliśmy aparat telewizyjny, kiedy Ela skończyła roczek. Po jej urodzeniu byliśmy tak szczęśliwi, że wcale nie odczuwaliśmy braku telewizora. Przed kupnem telewizora czytaliśmy wiele wypowiedzi różnych lekarzy, psychologów, pedagogów, którzy mówili o wpływie telewizji na rozwój uczuciowy i fizyczny małych dzieci.

Pozwól, że przekażę Ci krótko to, czego dowiedzieliśmy się na ten temat.

Okazuje się, że łóżeczko niemowlęcia nie powinno stać w pokoju, w którym jest telewizor, ani przy ścianie, za którą on się znajduje. Telewizor wysyła promieniowanie jonizujące powietrze dodatnio, co nie jest obojętne dla młodego organizmu. Promieniowanie to wpływa bowiem na system nerwowy rozstrajająco, wywołuje depresje. Często rodzice nie zdają sobie sprawy, że nerwowy sen dziecka jest następstwem patrzenia w telewizor. Zdaniem lekarzy i psychologów dzieci do dziesięciu lat mogą oglądać programy dla nich przygotowane nie dłużej niż półtorej godziny w ciągu tygodnia. Starsze tylko godzinę dziennie.

Podobno połowa wad układu kostnego, nieprawidłowości zgryzu zależą w jakimś stopniu od nawyku siedzenia przed telewizorem. Tak ustalono na podstawie badań angielskich. Francuscy pediatrzy często zakazują swym pacjentom oglądania telewizji. Uważają, że patrzenie przez dzieci w telewizor do trzech godzin tygodniowo jest [142]przyczyną licznych zaburzeń trwania snu, bólów głowy, przemęczenia psychicznego. Na alarm biją okuliści. Podkreślają ogromną szkodliwość dla wzroku drgających obrazów telewizyjnych.

Z najnowszych badań UNESCO wynika, że wspólne oglądanie telewizji nie zacieśnia więzi rodzinnych, a wprost przeciwnie - oddala nawet najbardziej zgodnych domowników.

Naukowcy mówią, że z powodu nadmiernego patrzenia w szkolny ekran dzieci tracą umiejętność wypowiadania się, nie posiadają wyobraźni, nie nabywają nawyku czytania książek.

W czasie lektury różnych opracowań na temat telewizji dowiedzieliśmy się z Markiem, że przez programy telewizyjne dziecko zapoznaje się z problemami dorosłych jeszcze przed osiągnięciem dojrzałości i wytwarza sobie zafałszowany obraz świata, co może kiedyś być przyczyną wielu błędów życiowych.

Tereniu, wybacz, że tyle miejsca poświęciłam uzyskanym wiadomościom o wpływie telewizora na rozwój dziecka. Ciebie przede wszystkim interesuje, jak my odbieramy programy telewizyjne. Otóż chcę powiedzieć, że nasze pociechy-pięcioletnia Ela i dwuletni Maciuś - nie są zagrożone przez telewizor, choć my nie rezygnujemy z korzystania z niego.

Staramy się obecnie tak organizować nasze życie domowe, aby jak najwięcej czasu mieć dla dzieci. Jak wiesz, przebywam obecnie na zasiłku wychowawczym, z czego jestem bardzo zadowolona, gdyż mogę być razem z Elą i Maciusiem w czasie, kiedy najwięcej mnie potrzebują. W świetle badań psychologii do sześciu lat życia określone są już ogólnie główne linie rozwojowe człowieka. Obowiązkiem rodziców jest o tym pamiętać. Można odłożyć inne sprawy, ale nie da się zatrzymać biegu lat dziecięcych, które mijają bezpowrotnie. Już we wczesnym dzieciństwie rodzice zdobywają zaufanie dziecka, budują w jego oczach swój autorytet, którego nie można narzucić. Dzieje się to przy każdej okazji, między innymi w czasie wspólnych zabaw, spacerów, posiłków. Pragnę dodać, że u nas nigdy nie spożywamy posiłków przed telewizorem. Obiad zjadamy po przyjściu Marka z pracy, który potem razem z Elą ogląda Tik - Tak, Okienko Pankracego bądź inne audycje dla dzieci. W tym czasie my z Maciusiem urządzamy sobie jakieś zabawy. Podczas "teleexpressu", na który patrzę z Markiem, Ela wspaniale zajmuje się Maciusiem.

Przed "dobranocką" wietrzę pokój dziecinny, dzieci jedzą posiłek, wspólnie odmawiamy modlitwę wieczorną - "paciojet", jak mówi Maciuś.

Po kąpieli i włożeniu dzieci w łóżeczkach jestem z nimi do zaśnięcia. Nie traktuję tego jako rozpieszczanie dzieci. Uważam to za swój obowiązek. Moja obecność pozwala dzieciom spokojnie zasnąć, zapewnia dobry sen. Maciuś szybciej zasypia. Wtedy Ela ma jeszcze różne "sprawy" do mnie. Wówczas wiele się od niej dowiaduję. Potem rozmawiamy o tym z Markiem, a on przekazuje mi informacje zasłyszane w dzienniku telewizyjnym.

Oboje uważamy, że dziecko trzeba nie tylko obsługiwać, to znaczy karmić, ubierać, dawać mu zabawki, ale dziecko trzeba traktować serio, jako człowieka, który ma swoje potrzeby. Niezaspokojenie ich wywołuje w psychice dziecka nieodwracalne szkody. Dziecko staje się nieśmiałe, zamyka w sobie, ma kłopoty z nawiązaniem kontaktu z nowym otoczeniem, a nieraz agresywnie reaguje na rodzicielskie polecenia.

Wspólnie z Markiem przyjęliśmy następującą zasadę korzystania z telewizji. Oglądamy teatr telewizyjny w poniedziałek i nieraz trzy filmy w tygodniu. W sobotę - po dzienniku tylko, we wtorek jeśli jest dobry serial, jak na przykład Jak zdobywano Dziki Zachód, oraz w czwartek, bądź w piątek. Marka interesują jeszcze imprezy sportowe, pegaz, panorama dnia. Chętnie oglądamy zapowiedziane wartościowe audycje. Do takich należał film dokumentalny o Matce Teresie.

W niedzielę jak najmniej patrzymy w telewizor. Rodzinnie uczestniczymy we Mszy św. Przy dobrej pogodzie wychodzimy na spacer. Odwiedzamy naszych rodziców, bądź oni do nas przychodzą. Niedzielny wieczór, kiedy dzieci śpią, poświęcamy czytaniu prasy katolickiej i innych czasopism. Układamy plany na nadchodzący tydzień.

Jak widzisz, Tereniu, nie uzależniliśmy się od telewizji, z czego jesteśmy dumni.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że dzieci nie mogą połknąć "telebakcyla". Nie stwarzamy im okazji do tego.

Przyznasz, Tereniu, że życie dziecka podlega wielu ograniczeniom, zależne jest od dorosłych. Smutne to, że ograniczenia praw dziecka często związane są z telewizją. Niektórzy rodzice rygorystycznie wymagają od dziecka, że powinno zasypiać na rozkaz, bo oni chcą oglądać program telewizyjny. Słowem dziecko coraz mniej może, a coraz więcej musi. Czy można się dziwić, że u dzieci jest tyle agresji w zachowaniu?

Tereniu, chrońmy nasze dzieci przed zgubnymi wpływami telewizji.

Nie dopuszczajmy do tego, aby chciały być telewizorami!