Chamstwo

Zagrożenia duchowe

Wiele słyszymy dziś plugawego języka. Już nie tylko pijacy, ale przeciętni ludzie, w codziennej rozmowie, używają wulgarnych słów, wulgarnych określeń lub po prostu wulgarnych przerywników wtrąconych w zupełnie prawidłowo budowane zdania. Jakieś dwadzieścia lat temu dosyć energicznie milicja zwalczała plugawą mowę. Za publiczne nieprzyzwoite wyrażanie się rozdawano mandaty. Nawet pijacy wzajemnie się uciszali, by uniknąć kar. Gdzieś te paragrafy poszły w zapomnienie. Plugawy język słychać wszędzie, również z ekranów kinowych i telewizyjnych, również w mieszanym towarzystwie. Chłopcy i dziewczęta prześcigają się w wulgarności. Awanturom domowym i burdom ulicznym towarzyszą nie tylko podniesione głosy, ale i plugawe treści. Nawet "literaci" w imię naturalności wprowadzają tę rynsztokową mowę do literatury "pięknej".

Posiadamy dar mowy, by głosić prawdę, by porozumiewać się. Tymczasem czynimy z ust rynsztok, pozwalając, by wychodził z nich wszelki brud.

Może mniej chamskie, ale także irytujące, jest bardzo częste nadmierne głośne zachowanie. Szczególnie młodzi ludzie, rozchichotani i beztroscy, potrafią głośną rozmową w miejscach publicznych dokuczyć wszystkim dookoła. W pociągach, autobusach, na przystankach, w różnych kolejkach, zachowują się jakby ich nie obchodziło otoczenie. Nie bacząc na to, że jedni śpią, inni próbują coś czytać czy po cichu rozmawiać, swoim wrzaskiem wszystkim przeszkadzają. Zakłócają spokój. Normalnie podniesiony głos czemuś służy. Oznacza wołanie, krzyk rozpaczy czy gniewu, ma za cel skuteczniej dotrzeć do adresata. Hałaśliwe rozmowy, na które się tu skarżę, niczemu [110]nie służą prócz zakłócania spokoju. Są wyrazem pogardy dla otoczenia.

Głośnym rozmowom, często wulgarnym, nieraz towarzyszy rozpychanie się. Przy wsiadaniu do tramwaju, przy wchodzeniu do sklepu czy kina, na chodniku. Niech inni czekają, niech ustępują drogi! Świat do nas należy! Śmierć frajerom! Kto silniejszy, ten lepszy.

Dziś ustąpienie miejsca w tramwaju czy pociągu obserwuje się jedynie między ludźmi starszymi. Młodzież rzadko to robi. Na ogół nie widzi starszych, słabszych, ciężarnych. Kto wsiadł pierwszy, ten lepszy.

Stojąc kiedyś na przystanku autobusowym obserwowałem, jak dwóch młodych ludzi rozmawia ze sobą i co chwila spluwa. Widok codzienny. Zastanawiałem się, do czego im służy to spluwanie. Co ono oznacza dla tych spluwających ludzi? Nie byli spici, nie dusił ich kaszel. Ot tak, pluli sobie, obojętni na wrażenie, jakie to ich zachowanie robi na innych.

Z punktu widzenia estetycznego bardzo to brzydki widok. Wątpię, czy komukolwiek się podoba lub imponuje. Nie chodzi tu jednak tylko o estetykę. W nawyku tym kryje się pogarda dla otoczenia. Jest to jakiś nihilizm, jakaś pycha. "Pluję na wszystko! Na to, co mam pod nogami, co depczę. Gardzę otoczeniem. Nie obchodzi mnie, co inni myślą. Tylko ja się liczę, a świat jest tyle wart, by splunąć na niego!". Podświadomie, taka właśnie postawa towarzyszy temu obyczajowi.

Rzucanie biletów czy papierków od cukierków gdziekolwiek należy do tej samej kategorii zachowań. Pogarda dla otoczenia. Jeżeli komuś przeszkadza, to niech sprząta.

W sylwestra przed północą widziałem na Rynku Krakowskim tłum młodzieży z butelkami. Po godzinie, wracając ze Mszy św. noworocznej, widziałem morze rozbitego szkła na całym Rynku. Nie dało się stąpać inaczej jak po stłuczkach. Rano Rynek zamiatali starsi ludzie. (Czemuż to milicja nie zaaresztowała trochę tej tłuczącej szkło młodzieży i nie zagnała ich do zamiatania?). Bawiącą się młodzież nie interesowało, kto po nich będzie sprzątał. Śmierć frajerom!

Jakże często palacze nie zauważają, że w otoczeniu są ludzie, którzy nie palą, którzy nie odczuwają przyjemności wdychania dymu wydmuchiwanego przez innych. Brak im kultury, by ze swoim przykrym nałogiem wynieść się tam, gdzie innym nie będą przeszkadzać. Są i tacy, którzy rozmawiając z kimś, dmuchają dymem prosto w twarz. Bezmyślność, ale i chamstwo.

Refleksja etyczna

Przykłady pospolitego chamstwa można by mnożyć. Wszyscy je znamy. Prawie wszyscy nad nimi ubolewamy. Zwykle uważa się, że są to dowody braku twardej ręki w wychowaniu, braku czasu ze strony wychowawców, by zwrócić uwagę, by wymusić prawidłowe zachowanie. Jest to więc sprawa z zakresu niedostatku kultury osobistej.

Dlaczego jednak piszę o tym w serii o zagrożeniach duchowych? Wydaje mi się, że sprawa ma też wymiar etyczny, którego bagatelizować nie wolno.

Bóg obdarzył nas mową, językiem, śliną, rękami i nogami, wszystko jednak w określonym celu. Używając tych darów Bożych niezgodnie z ich przeznaczeniem, buntujemy się przeciw Bogu i Jego prawom. Nadużywamy wolnej woli. Okazujemy pogardę nie tylko dla otoczenia, ale i dla Stwórcy. Ubóstwiamy siebie. Już św. Jakub Apostoł ostrzegał: "Język jest wśród wszystkich naszych członków tym, co bezcześci całe ciało i sam trawiony ogniem piekielnym rozpala krąg życia... Przy jego pomocy wielbimy Boga i Ojca i nim przeklinamy ludzi, stworzonych na podobieństwo Boże. Z tych samych ust wychodzi błogosławieństwo i przekleństwo" (Jk 3,6.9-10).

Zamiast pluć na polską ziemię, kochajmy ją. Zamiast kalać polską mowę, kochajmy ją. Zamiast zatruwać, zanieczyszczać nasze środowisko, kochajmy je. Zauważajmy innych i ich potrzeby. Nie zagłuszajmy sumienia hałasem. Szanujmy ciszę i piękno. Kochajmy dzieło Boże, przyrodę, i dzieła rąk ludzkich. Pomnażajmy wspólne dobra i dbajmy o nie, o ich wygląd. Nie pozwalajmy, by w naszym otoczeniu były plugawione.