Zagrożenia duchowe
Zarówno w krajach cywilizacji bizantyjskiej (Niemcy, Czechy), jak i turańskiej (Rosja, Turcja), dominuje centralizacja, sterowanie społeczeństwem odgórnie. Doświadczamy tego w Polsce już dwa wieki (z krótką przerwą od grudnia 1922 do maja 1926), a ciągle czujemy, że to jest metoda życia zbiorowego do nas nie pasująca. To, co u nas najpiękniejsze, najwartościowsze, to ta ciągle odradzająca się zdolność do działania oddolnego, na własny rachunek, bez oglądania się na aprobatę z góry, na pochwały czy korzyści, działanie jedynie w imię zadowolenia, że coś pożytecznego się zrobiło.
Potrzeba zająć się dziećmi z podwórka - to zająć się, zorganizować z nimi jasełka czy gry zbiorowe. Potrzeba posprzątać śmietnik - to zabrać się i zrobić to. Potrzeba jakiegoś podręcznika czy poradnika - to napisać go, powielić, rozprowadzić. Potrzeba uchronić kogoś czy czyjeś dzieło od zapomnienia - to zająć się spopularyzowaniem go, ufundować mu tablicę czy walczyć o ulicę jego imienia. Potrzeba nauczać polskiego - to stworzyć tajne nauczanie (w czasie niewoli i okupacji). Potrzeba polskich bibliotek - to fundować je (Edward Raczyński, Tytus Działyński). Potrzeba polskiego przemysłu - to budować go (Hipolit Cegielski). Trzeba podnosić kulturę rolną - to zorganizować nauczanie włościan (Dezydery Chłapowski). Potrzeba scalić wysiłki społeczne - to stworzyć sieć jawnych czy tajnych powiązań (ks. Piotr Wawrzyniak). Wielkopolska czasu rozbiorów zna wiele przykładów bardzo skutecznego działania oddolnego.
Przykłady można by mnożyć. Działać może każdy wokół siebie w ramach posiadanych umiejętności, sił i środków - byle tylko chcieć.
Otóż właśnie jakby coraz mniej nam się chciało.
Nie wiem, czy skutkiem lat nacisku rządów centralistycznych, czy też z lenistwa, dość, że coraz częściej oglądamy się na górę, by władza za nas wszystko zrobiła. Gdy coś nawala, szwankuje, brakuje, to zakładamy ręce i mówimy: sknocili, zawalili, nie dowieźli itd. - Kto? A no, ci oni, ci z góry, władza. Anonimowi sternicy życia zbiorowego. To "oni" są wszystkiemu winni. Że dach cieknie i że sznurowadeł nie ma w kiosku, że pociąg się spóźnił i że premia mała.
To oglądanie się wzwyż, na "decydentów", by wszystkiemu zaradzili, to objaw osłabienia duchowego naszej cywilizacji łacińskiej, to objaw odejścia od zdolności do pracy organicznej.
System centralistyczny jest mechaniczny, z konieczności zbiurokratyzowany. Musi być cały oparty na zarządzeniach, okólnikach, instrukcjach, na kontroli i weryfikacji funkcjonowania wszystkiego na wszystkich szczeblach. Ale my jesteśmy indywidualiści i skutecznie całą tę mechaniczną kontrolę bojkotujemy, omijamy, dezinformujemy, unieszkodliwiamy. Gdy przyjdzie nowe rozporządzenie, to w całej Polsce administratorzy i księgowi wszelkich szczebli głowią się, jak je ominąć, jak unieszkodliwić. Gdy ktoś znajdzie sposób na ominięcie rozporządzenia (zwykle przez połączenie z jakimś wcześniejszym nie uchylonym), wkrótce drogą szeptaną wie o nim cała Polska - najpóźniej anonimowi twórcy. Nie lubimy mechanicznych rozwiązań. Ale skoro tak, to trzymajmy się zdolności organicznych, oddolnych.
Tymczasem właśnie coraz częściej rezygnujemy z działalności i tylko oglądamy się na górę. Kiedy "oni" to zrobią, żeby wszystko grało?
Jest to typowa mieszanka cywilizacyjna - niespójna i nie do utrzymania. Skoro nie podoba nam się dyktando odgórne, to róbmy sami oddolnie, jak pod zaborami, jak za okupacji, ale działajmy. Albo, albo. Posłusznie wykonywać polecenia i winić górę za niedomagania albo działać na własny rachunek i winić siebie, gdy coś nie gra. Pola do działania nie brak, a każda pożyteczna rzecz dobrze zrobiona wzbogaca nas wszystkich, również duchowo.
Nie rezygnujmy z pracy organicznej.
