Czym jest Całun turyński? Jest to dużych rozmiarów płótno, mające 4,36 m długości i 1,12 m szerokości, wykonane z jednego kawałka, do którego w późniejszym czasie doszyto wąski, dziewięciocentymetrowy pas, biegnący przez całą długość z jednej strony. Zasadniczym jednak elementem, który przyciąga wzrok każdego widza, jest odcisk niezwykłego wizerunku. Niby cień rzucony na tkaninę widnieje na niej przednia i grzbietowa powierzchnia całego ciała silnie zbudowanego, wyciągniętego mężczyzny. Musiano je położyć na połowie owego prześcieradła, a następnie przykryto je drugą połową - od głowy aż do stóp. Odbity wizerunek, oglądany bezpośrednio, wydaje się bledszy i subtelniejszy niż jego fotografia. Na Całun należy patrzeć z pewnego oddalenia, wtedy łatwiej jest objąć wzrokiem cały wizerunek.
Jego wygląd jest zadziwiający. Twarz wydaje się być oddzielona od reszty ciała, ponieważ na płótnie nie ma odcisku ramion powyżej łokci. Natomiast wyrażnie jest zaznaczone skrzyżowanie rąk spoczywającyh na miednicy. Ślady nóg zanikają poniżej kolan, w miejscu stopy widoczne są rdzawe plamy. Grzbietowa część ciała wydaje się nieco wyraźniejsza. Ślady na płótnie mają kolor, jaki powstaje na materiale służącym przez dłuższy czas za podkład do prasowania.
Po tym bardzo ogólnikowym opisie rodzi się pytanie, czy jest rzeczą możliwą, by płócienne prześcieradło, w które zawinięto umęczone ciało Chrystusa i złożono w grobie, przechowało się do naszych czasów i czy to, co na nim widnieje, można uważać za jakby podobiznę fotograficzną Jezusa po śmierci? Odpowiedź na te pytania jest niezwykle trudna i wielu ludzi głowi się nad nią od kilku dziesiątków lat. Całunem turyńskim bowiem zajmują się specjaliści od tkanin, eksperci medycyny sądowej, fizycy, fotografowie, kryminolodzy, historycy, hematolodzy, teologowie i egzegeci. Wszyscy oni wnoszą rewelacyjne niekiedy informacje ze swoich dziedzin w sprawę wyświetlenia tajemniczego płótna.
W listopadzie 1973 r. odbył się pierwszy telewizyjny pokaz Całunu. Dotychczas można go było studiować w oparciu o biało-czarne zdjęcia z lat 1898, 1931 i 1969, wówczas zaś nadarzyła się wyjątkowa okazja, by zobaczyć tkaninę w barwach naturalnych. Płótno, choć nieco pożółkłe ze starości, było wyjątkowo czyste i połyskujące jak adamaszek. Z bliska można było obejrzeć jodełkowy splot delikatnej tkaniny, jak też zadziwiająco dobry jej stan. Wyjęte z Całunu nitki wątku i osnowy poddano dokładnym badaniom, które pozwoliły stwierdzić, że płótno pochodzi z Bliskiego Wschodu, a czas jego powstania mógł sięgać ziemskiego życia Chrystusa.
Szczegółowe badania samego wizerunku znajdującego się na tkaninie pozwalają przypuszczać, że człowiek z Całunu był najprawdopodobniej. Żydem ukrzyżowanym przez Rzymian. Tu nasuwa się znów pytanie, czy ofiarą tą mógł być Chrystus?
W dużym stopniu ślady widoczne na płótnie są zgodne z opisem męki zawartym w Ewangeliach. I tak Całun świadczy o tym, że ciało pokryte było ranami po dotkliwym biczowaniu. Na prawym policzku zauważyć można ślad obrzmienia oraz inne obrażenia, co wskazywałoby na bicie po twarzy. Krew płynąca z głowy jest potwierdzeniem faktu, że włożono na nią coś w rodzaju czapki z kolczastych cierni. Rany na barkach są rozmazane i świadczyłyby o dźwiganiu jakiegoś ciężaru przez skazańca. Na kolanach widnieją ślady obrażeń po powtarzających się upadkach. Na stopach i nadgarstkach dłoni znajdują się wyraźne wycieki krwi z miejsc przebitych ostrym narzędziem. Nogi nie zostały połamane, a w prawym boku jest znaczna rana.
Istotnym i wyjątkowym elementem jest ślad ukoronowania cierniem, gdyż pozostałe szczegóły mogły się zdarzyć przy ukrzyżowaniu jakiejkolwiek ofiary.
Uczeni, którzy zajmowali się badaniami Całunu w 1978 r., a byli wśród nich nawet specjaliści związani z amerykańskim programem kosmicznym, odkryli istnienie na nim składników krwi.
W jaki sposób mógł powstać wizerunek człowieka na Całunie? Czy przeprowadzone dotąd badania przybliżają nas do zrozumienia całej tajemnicy, czy też oddalają nas od niej?
Całun od dawna wzniecał niemałe spory. Kiedy w XIV w. pojawił się na Zachodzie, biskup Troyes we Francji uznał płótno za falsyfikat. Na początku obecnego wieku dwóch historyków (duchowni katoliccy) zanegowało również jego autentyczność. Jednak wyniki ostatnich badań amerykańskich odrzucają możliwość namalowania przez kogokolwiek wizerunku na Całunie. Zapoznano się bliżej z naturą żółtawego zabarwienia powierzchni włókien lnu, które tworzą obraz, i stwierdzono, że, są one niezmywalne i nierozpuszczalne przy zastosowaniu najsilniejszych odczynników. Natomiast badania chemiczne [101]wykluczyły możliwość posłużenia się jakąś substancją dla stworzenia wizerunku.
Wszystko, czym dysponuje współczesna wiedza o Całunie, zdaje się świadczyć, że utrwalony na nim obraz powstał dzięki jakiemuś świetlnemu i cieplnemu promieniowaniu. Źródło tego promieniowania znajdować się musiało wewnątrz ciała zawiniętego w płótno. Uczeni pozostający na gruncie nauki w dalszym ciągu poszukują odpowiedzi na pytanie, jak to się stało, bowiem dotąd nie było przypadku, by martwe ciało ludzkie mogło emitować z siebie promienie cieplne. Tak więc Całun jest czymś zupełnie unikalnym.
Na tej podstawie niektórzy uczeni skłonni są przyznać, że Całun turyński może być nie tylko świadectwem męki i śmierci krzyżowej Chrystusa, ale także Jego zmartwychwstania, co zgodne jest z opisem ewangelistów. Przecież uczniowie, którzy w poranek wielkanocny przybiegli do grobu, zastali w nim tylko leżące płótna.
Losy Całunu też nie są do końca wyjaśnione. Wiadomą jest rzeczą, że od 1453 r. stał się on własnością władców sabaudzkich i dopiero w ostatnim roku były król włoski, Umberto II, przekazał go testamentem Watykanowi. W 1578 roku relikwię przeniesiono do Turynu, gdzie do dziś się znajduje. Przedtem przechowywano ją w Chambbery we Francji i tam uległa nieznacznym uszkodzeniom, gdy w 1532 r. wybuchł pożar w Sainte Chapelle. Na Zachodzie Całun pojawił się prawdopodobnie w 1357 r. Do tego czasu mógł się znajdować, jako pilnie strzeżona tajemnica, w prywatnych rękach. Badacze jego dziejów przypuszczają, że płótno znajdowało się najpierw na Bliskim Wschodzie: w Palestynie (Jerozolima) i na terenach dzisiejszej Turcji (Edessa, Konstantynopol), skąd około 1204 r. zostało w nie znanych bliżej okolicznościach i przez nieznane osoby przewiezione do Europy. Za pobytem Całunu na Bliskim Wschodzie przemawia fakt istnienia na powierzchni płótna ziarenek pyłku roślinnego, które po dokładnym zbadaniu okazały się pyłkiem kilku gatunków roślin występujących tylko w Palestynie i w Turcji.
Całun turyński, będąc wysoce prawdopodobnym świadectwem śmierci i zmartwychwstania Jezusa z Nazaretu, nie jest jednak przedmiotem wiary, gdyż chrześcijanin całkowitym zaufaniem darzy Chrystusa, którego przekazują nam Ewangelie. Niemniej Całun mógłby się stać "materialnym" dowodem na to, co się wydarzyło w Jerozolimie za czasów Poncjusza Piłata, po całkowitym uzasadnieniu jego autentyczności. Może taki znak będzie dany człowiekowi końca XX wieku?


