Brat wilk

Święty Franciszek z Asyżu - dziś

Nie ma najmniejszych wątpliwości: najsłynniejszym przyjacielem, jakiego miał św. Franciszek z Asyżu, był wilk - wilk z Gubbio, rozwścieczony głodem i ziąbem, bez litości zabijający baranki i - jak się zdaje - także ludzi. Jego nawrócenie jest najwspanialszym nawróceniem, w rezultacie wywiązała się przecież osobliwa przyjaźń między nim a Franciszkiem i mieszkańcami miasteczka. Przejmuje nas i wzrusza swym pięknem ta historia, rzeczywistość i symbol, zarejestrowana przez Kwiatki św. Franciszka z Asyżu i sztukę ośmiu stuleci. Obraz brata i wilka, którzy podają sobie rękę i łapę, jest jednym z najbardziej ulubionych scen odtwarzanych przez literaturę chrześcijańską każdego okresu. Jest on alegorią, proroctwem, tęsknotą za pojednaniem nie tylko ludzkości, ale i świata ze zwierzętarni, ze wszelkim stworzeniem.

"Nawrócenie" wilka z Gubbio jest również swego rodzaju wizualnym przedstawieniem ducha Pieśni słonecznej, a zwłaszcza jej jednego wiersza: "Panie, bądź pochwalony przez tych, którzy przebaczają wrogom dla miłości Twojej". Z ducha i litery słynnego epizodu wynika, że nie tylko Franciszek i mieszkańcy Gubbio puszczają w niepamięć przestępstwo wilka, uznają go za brata i przyjaciela. W pewnym sensie także i ów "wilkołak" - mit i rzeczywistość - "przebacza" miastu, miastu ludzi, które usunęło go na margines, pozbawiło pożywienia i przyjaźni. Skąd jednak bierze się pewność, że to był rzeczywiście wilk, drapieżny ssak z rodziny psów? Jak potrafi drapieżnik, kierując się choćby instynktem przetrwania, przyjąć i podpisać przymierze pokoju, więcej: przymierze współżycia z człowiekiem, z Franciszkiem i mieszczanami, którzy przedtem widzieli w nim tylko nieprzyjaciela, napastnika, łupieżcę, rabusia, zwiastuna niebezpieczeństwa i śmierci? Zarówno dla obywateli Gubbio, jak i dla nas, ludzi wieku XX, zobowiązanie wilka jest wiarygodne tylko wówczas, gdy miejsce logiki zajmuje wiara, miejsce rozumowania - wyobraźnia i pobożność.

Być może, że bohaterem tego Kwiatka jest człowiek, człowiek-wilk, wilkołak, grabieżca, istota okrutna i mściwa. Może chodzi tu o jakiegoś samotnego i desperackiego bandytę, który doświadczywszy w życiu wielu przykrości i niepowodzeń nie cofnął się przed rozlewem krwi, był przeciw wszystkiemu i wszystkim? Może był uzbrojony w pałkę i nie dawał pardonu nawet ludziom dobrym, sprawiedliwym? Społeczność, która znajdowała się w nieustannym strachu, definitywnie wydaliła go ze swojego grona. Mówię to, ponieważ wyobrażam sobie, że byłoby prostszą sprawą, nawet dla Franciszka, oswoić, ułagodzić wilka niż nawrócić człowieka-wilka.

Oczywiście, jest to tylko hipoteza, która wyłania się z bogactwa tego, co mówi i z równym czarem i intensywnością poetycką przemilcza Kwiatek o wilku z Gubbio. Przyjmijmy zatem wilka jako drapieżnego ssaka, którego spotkał Franciszek. Cała treść tego spotkania, jego humanistycznej i ewangelicznej mocy, tak samo powraca, lepiej: powraca z większą jeszcze siłą poezji, która przy swej przejrzystości przechowuje jednak szczyptę dwuznaczności, pozwalającej na wszelkie możliwe osobiste interpretacje.

Dla Franciszka wilk z Gubbio jest żywą, nieprzyjemną wprawdzie, ale konieczną "materią" podstawowego i niezbędnego we współżyciu ludzkim "sakramentu": pojednania w nawróceniu, w nawróceniu dosłownie przyjętym i przeżywanym. Epizod posiada tę samą moc pedagogiczną, jaką przynosi Kwiatek o trzech nawróconych, skruszonych łotrach z Montecasale, w pierwszej fazie zelżonych i wygnanych przez zbyt gorliwego gwardiana, a następnie pozyskanych przez niego z rozkazu Franciszka. Zarówno pozyskanie, przeciągnięcie na właściwą drogę trzech rabusiów, jak i zjednanie dla przymierza wilka z Gubbio, dokonuje się w wymianie pożywienia, tj. w eucharystycznym znaku jedności. Rabusie i wilk - jak wyraźnie wynika z opowiadania Kwiatków i z innych źródeł - stali się bowiem wilkołakami z głodu. Głód jest oczywistym zarzewiem okrucieństwa, głód chleba, władzy, przyjaźni, miłości. Niezaspokojony głód przeradza się w nienawiść, często w śmierć. Gdy [269]się czyta XXI rozdział Kwiatków, uderza charakterystyka środowiska; przejmuje nas dreszczem społeczność, którą terror aktywny sprowadził do terroru pasywnego; społeczność, która w swej obronie zdolna jest odpowiadać na gwałt - gwałtem, na śmierć - śmiercią. Przerażający obraz! "Wszyscy mieszkańcy w wielkim żyli strachu, jako że często [wilk] podchodził pod miasto. Wychodząc z miasta, wszyscy brali broń z sobą, jak gdyby szli do bitwy. Mimo to, kto z nim sam na sam się spotkał, nie mógł mu się obronić. Ze strachu przed tym wilkiem doszło do tego, że nikt nie ważył się za miasto wychodzić".

Aż wreszcie przychodzi, człowiek pokoju, przyjmuje na siebie cały terror: "Przeto św. Franciszek, litując się ludziom tego miasta, postanowił wyjść do wilka, acz mieszkańcy zgoła nie doradzali mu tego". Dobry samarytanin, Franciszek, obciąża się wszelkim ich strachem. To wystarcza, by wzbudziła się w ludziach litość nad nim, litość jako pierwsza odpowiedź ich serca: "Nie doradzali mu tego". Strach padł również na towarzyszy Franciszka: "I uczyniwszy znak krzyża świętego, wyszedł za miasto z towarzyszami swymi, pokładając ufność całą w Bogu. Kiedy inni wahali się iść dalej, ruszył św. Franciszek w drogę ku miejscu, gdzie wilk miał leże". Z jego ust wyrwały się nagle słowa pokoju, będące wyrazem jego wiary w braterstwo: "Pójdź tu, bracie wilku...". Zwraca się do niego słowem brat, podobnie jak braćmi są mu: słońce i ogień, wiatr i gwiazdy. Nie poprzestaje jednak na tym zwrocie, choć widzi, jak "brat wilk" na jego rozkaz ("rozkazuję ci w imię Chrystusa...") zbliża się, przybrawszy nagle postawę pokornego baranka. Franciszek pragnie zawrzeć z nim przymierze, żąda od niego - przestępcy, zabójcy, terrorysty - gwarancji: "Zasłużyłeś na stryczek, jako złodziej i zabójca najgorszy, i lud cały krzyczy i szemrze przeciw tobie, i cała okolica jest tobie wroga. Lecz zawrę, bracie wilku, pokój między tobą a nami, byś ich nie krzywdził więcej, a oni przebaczą ci wszelką urazę dawną i ani ludzie, ni psy nie będą cię już prześladować. (...) wyświadczając ci tę łaskę, pragnę, bracie wilku, byś mi obiecał, że nie będziesz szkodził nigdy nikomu z ludzi ni zwierząt. Obiecujesz mi to?" Wilk pochylił głowę na znak zgody. Franciszek domaga się jeszcze więcej: "Bracie wilku, pragnę, byś dał mi porękę swej obietnicy, iżbym mógł jej zaufać". Wówczas wilk podniósł w górę swoją łapę i poufale położył ją na dłoni Franciszka, dając mu znak wierności, jak umiał.

Ludzie zrazu oniemieli ze zdumienia, potem wybuchnęli radością. Franciszek zapewnił, że zobowiązanie wilka wobec ludzi zostanie wypełnione. Jakaż lekcja realizmu i nadziei! "Ja zaręczam za niego, że przestrzegać będzie ściśle umówionego pokoju". W ten sposób wilk stał się zwolennikiem pokoju, zamiast terroru i spustoszenia. Ludzie zaczęli go żywić i bronić. Ta osobliwa i nadzwyczajna przyjaźń, wykraczając poza ramy zwykłego "oswojenia", wciąż się wzbogacała-i pozostała w Gubbio jako dowód zmiany stylu życia, przejścia, nawrócenia zarówno wilka, jak i mieszczan. "Nigdy pies żaden za nim nie szczeknął". To nadzwyczajne zdarzenie stało się początkiem wszechogarniającej przyjaźni. Ta przyjaźń, to zgodne współżycie społeczne, jest w tym Kwiatku największym cudem. Kiedy stary, oswojony ssak po dwóch latach umiera - umiera "ze starości". "Nad czym-precyzują Kwiatki - mieszczanie ubolewali wielce".

To rzadki przypadek, nawet w literaturze hagiograficznej tego okresu, aby lekcja przyjaźni, solidarności, braterstwa - mniejsza o to, czy jest ona historią, czy legendą, czy jej bohaterem jest wilk, czy człowiek-osiągnęła tak ogromną, moralną i poetycką, siłę oddziaływania.

Grafika do art. Brat wilk

[Rys. s. 269.]