60-lecie Misji MI w Japonii
Ważnym czynnikiem w pracy misyjnej MI w Japonii, podobnie jak w Niepokalanowie polskim, byli bracia zakonni. W 1930 r. ruszyło z o. Maksymilianem Kolbem aa Daleki Wschód czterech braci, potem napływali z Polski nowi, tak że w 1939 r. było ich razem w Mugenzai no Sono 26, gdy kapłanów tylko 5.
"My w Niepokalanowie Japońskim - pisał w roku 1934 o. Kornel Czupryk, przełożony mamy nieoceniony skarb w Braciach; są to perły drogocenne. Inni misjonarze tego nie mają i nam zazdroszczą. Jak nasi Bracia pięknie na misjach pracują, jak wybitną pomoc ma w nich kapłan - misjonarz. Przykład ich świątobliwego, pokornego życia, woń cnót, zaparcia się, poświęcenia i gorliwości o chwalę Bożą i zbawienie dusz pociąga wszystkich. A przy tym ile w nich inicjatywy, świętego sprytu, energii... - świetny materiał na katechistów, organizatorów młodzieży, imprez itp... Z takimi Braćmi, jakich mamy w Niepokalanowie, można nie tylko Japonię, ale cały świat zdobyć dla Chrystusa".
Św. Maksymilian, "heroiczny sługa Niepokalanej, przelał w nich żar swego serca, a oni na ogół okazywali się godni swego mistrza", jak stwierdził jego następca o. Samuel Rosenbaiger. W 1932 r. za natchnieniem i przykładem o. Kolbego związali się specjalnym ślubem pójścia gdziekolwiek i w jakiekolwiek warunki dla Niepokalanej. On sam wydał im takie świadectwo: "Bracia to szczere złoto... Niepokalana coraz bardziej przenika ich dusze i coraz bardziej opanowuje ich serca. Nie tylko nie trzeba ich nigdy poganiać, ale muszę tęgo kierować się roztropnością, by powstrzymywać ich zapał, ażeby ofiary starczyło na dłużej".
Piękną pamięć pozostawił po sobie br. Celestyn Moszyński, pochodzący z Warszawy. Na misje wyjechał w roku 1931. Pracował w administracji i w redakcji "Seibo no Kishi", a raz w tygodniu odwiedzał szpitale, katechizował chorych, rozdawał "Rycerza" i inne pisma. Wielu się nawróciło dzięki jego gorliwości, m.in. pewien profesor z Tokio, protestant. Nie służył mu klimat w Nagasaki, więc przełożony wysłał go do Harbinu. Przez rok czasu był wychowawcą polskiej dziatwy w Bursie Św. Kazimierza, a od 1943 r. poświęcił się niemal wyłącznie dla pogan. Gdy w 1945 r. Japończycy przegrali wojnę i musieli opuścić Mandżurię, br. Moszyński zajął się ich obozem zbiorczym w Harbinie, w którym znajdowali się w opłakanych warunkach, zwłaszcza gdy wielu zapadło na tyfus plamisty. Zbierał odzież i żywność wśród Polaków i Chińczyków, a potem dźwigał toboły do obozu. Pielęgnował też chorych. Japończycy widząc jego poświęcenie, poznali prawdę w wierze, która daje taką moc, i już nie pojedynczo, ale dosłownie setkami prosili o chrzest. Bohaterski Polak padł ofiarą swego poświęcenia. Zmarł na tyfus 5 grudnia 1945 r.
Jeszcze większą sławę zdobył br. Zeno Żebrowski, syn ziemi kurpiowskiej, który w 1930 r. razem z o. Maksymilianem ruszył na misje.
Był budowniczym Mugenzai no Sono, tak jak przedtem Niepokalanowa polskiego. Kiedy przez Japonię przeszedł huragan wojny, a Nagasaki zostało zniszczone przez bombę atomową, br. Zeno poświęcił się pracy charytatywnej. W styczniu 1946 r. razem z przełożonym o. Mirochną otwarł sierociniec, do którego przyjęto setkę bezdomnych chłopców. Potem pomagał przy budowie zakładu dla dzieci niepełnosprawnych w Konagai. Mianowany generalnym opiekunem franciszkańskich dzieł miłosierdzia w Japonii, zaczął wędrówki po całym kraju, pukał do różnych zakładów i szkół, a potem z darami szedł tam, gdzie widział największą nędzę i ratował. W szczególny sposób zaopiekował się tzw. Miastem Mrówek, osiedlem szmaciarzy w Tokio. wciągając do współ[okł. s. 3]pracy Marię Kitaharę. W wielu miejscach z jego inicjatywy powstały różne dzieła charytatywno-społeczne. Br. Zeno zyskał sobie powszechną sympatię, stał się wprost legendarny, zwłaszcza odkąd zainteresowały się nim prasa i telewizja. W 1969 r otrzymał medal Świętego Skarbu, przyznawany najbardziej zasłużonym dla Japonii. Poganie patrząc na działalność br. Zenona mówili: "Teraz widzimy religię miłości w czynie". Swego czasu włoski miesięcznik "Mondo e Missione" stwierdził: "Polski braciszek Zenon, franciszkanin konwentualny, jest największym apostołem Japonii w naszych czasach". Zmarł w Tokio 24 kwietnia 1982 r., równo w 52 rocznicę swego przybycia do Kraju Kwitnącej Wiśni.
Można by wiele pisać i o innych braciach zakonnych, których św. Maksymilian pociągnął na misje. Br. Seweryn Dagis i br. Gerard Radziewicz zasłużyli się jako drukarze. Br. Romual[d] Mroziński (†1989), "wzorowy zakonnik, chętny i zdolny do różnych prac", jak go ocenił przełożony o. Samuel, również uwijał się przy maszynie drukarskiej, nieraz mdlejąc przy pracy, a od 1936 r niemal przez 30 lat z pełnym oddaniem pomagał o. Mirochnie w wychowaniu chłopców w niższym seminarium, w ostatnich zaś latach służył w szkole franciszkańskiej w Nigawa k. Osaki. Br. Kasjan Tetich, przybyły do Nagasaki w 1932 r., przez całe swe życie zakonne pracował w kuchni, zyskując taką pochwałę o. Rosenbaigera: "Stuprocentowy zakonnik, całkowicie oddany Niepokalanej, zapobiegliwy, pracowity do upadłego". Nie wiedział co to urlop. Wolne chwile, nieliczne, poświęcał korespondencji, którą budził zapał misyjny w Polsce. W życiu br. Kasjana znajdujemy niejeden epizod godny Kwiatków św. Franciszka. Oto, co sam pisze 24 marca 1960 r. "N. O. Komisarz (przełożony) bawiąc u nas sprawił mi niespodziankę. Mówi: «Niech brat zrobi sobie tydzień wakacji, trzeba odpocząć». A więc wola Boża - pojechałem na wakacje (do innego naszego klasztoru). Po przywitaniu o. Józef (gwardian)mówi: «Jak to dobrze, że br. Kasjan przyjechał: będzie nam gotował, bo wczoraj odwieźliśmy br. Grzegorza do szpitala i nie ma komu gotować». Więc na wakacjach objąłem urząd kucharza, a również dostałem klucz zakrystiański do kościoła... Widocznie Niepokalana życzy sobie, żeby bez wypoczynku dla Niej pracować. Po śmierci na pewno będzie odpoczynek". Umarł świątobliwie 5 stycznia 1988 r.
W Japonii zostało jeszcze pięciu franciszkańskich braci zakonnych, już weteranów w podeszłym wieku. W Mugenzai no Sono przebywają br. Sergiusz Pęsiek, cieśla, który teraz oprowadza pielgrzymów, i br. Maciej Janiec, przez długie lata piekarz i hodowca, a potem niezmordowany propagator "Seibo no Kishi" przed katedrą nagasacką. W Konagai wspiera o. Zbigniewa Młynika br. Grzegorz Siry, prokurator za czasów św. Maksymiliana i ogrodnik. W Tokio żyją br. Eligiusz Zaremba, który przez wiele lat miał opiekę w Niepokalanowie japońskim nad pralnią i bieliźniarnią, oraz br. Roman Kwiecień, który wykonywał figurki Niepokalanej, a teraz służy nieraz jako tłumacz polskim turystom.
Należy dziękować Niepokalanej, że pod Jej opiekę wielu braci zakonnych zapisało złote karty w historii misji japońskiej MI.
Drogi Młodzieńcze, może i Ciebie Bóg woła, abyś poświęcił się sprawie Niepokalanej w Niepokalanowie lub na misjach jako brat zakonny. Brama Niepokalanowa jest wciąż otwarta dla dobrych powołań. Możesz napisać do nas (Niepokalanów, 96-515 Teresin), a my udzielimy odpowiednich informacji. W Niepokalanowie znajduje się Nowicjat dla franciszkańskich braci zakonnych.
[s. okł. s. 3]
Na okładce: Wizerunek NMP Królowej Afryki.
Na odwrocie: procesja maryjna w Niepokalanowie japońskim.
[okł. s. 3]



