"Boże, okaż, że jesteś"

I

Była wiosna 1952 roku. Od kilku lat posucha. Zboże wzeszło i zatrzymało się we wzroście. Ponadto zostało znacznie przysypane nawianym czarnoziemem stepowym. Zagrażał głód. Kolonia przesiedleńców liczyła około 400 rodzin polskich - ponad dwa tysiące osób dorosłych i dzieci. Zostali przesiedleni do Kazachstanu w 1936 r. z Podola, z terenów przygranicznych. We wsi były cztery ulice i cztery studnie.

W odległości trzech kilometrów, nad jeziorem wyschniętym, była osada (auł), zamieszkana przez Kazachów. Rozpoczęli oni u siebie post mahometański i modły o deszcz.

Polacy postanowili pójść uroczyście na cmentarz grzebalny, aby za wstawiennictwem dusz czyśćcowych błagać Boga o deszcz. Kobiety, starcy i dzieci wyszli z domów. Niesiono święte obrazy, zapalone świece, a dzieci, z kwiatami w rękach, szły obok obrazów. Kilkuletni wówczas Antoś - pamięta - trzymał również bukiet kwiatów i szedł obok świętego obrazu w rozmodlonym tłumie. Jest jednym z dziesięciorga dzieci w rodzinie; obecnie jest księdzem. Troje rodzeństwa zmarło w dzieciństwie.

Na drodze przed cmentarzem spotkały się i połączyły dwie, z dwóch stron zmierzające procesje wioskowe. Po modlitwach na cmentarzu, pochód skierował się kolejno do czterech studni. Przy każdej zatrzymywano się, modlono, podnoszono obrazy święte i błogosławiono nimi studnię. Przy trzeciej studni pochód modlitewny został zatrzymany. Miejscowy przedstawiciel władzy państwowej nadjechał konno, nakazał ludziom rozejść się do domów, postraszył. Ludzie przelęknieni rozeszli się. Dwie starsze kobiety jednak zdołały dojść do czwartej studni modląc się i błogosławiąc studnię. Tu zostały zatrzymane i odprowadzone...do aresztu. Jedna z nich zawołała: "Już się nie boimy ani głodu, ani więzienia, ale, Boże, okaż im, że jesteś". Usłyszały wyrok, że tak długo pozostaną w areszcie, aż deszcz spadnie.

Niebo było bezchmurne. Żar słoneczny.

W krótkim czasie, tego samego dnia, zerwał się wiatr niosąc chmury czarnoziemu wysuszonego. Burza piaskowa, jak mówiono. Zaczęły spadać rzadko duże krople deszczu. Kobiety w areszcie upomniały się, żeby je wypuszczono, bo deszcz już pada. Bezskutecznie.

Stado gąsiąt należące do komendanta popodnosiło głowy i otwartymi szeroko dziobami łapało spadające krople deszczu. Wiatr ustał. Nastała cisza. Nagle ulewa. Zdroje wody spływały z wysokości na ziemię. Gąsięta zostały "przybite" ulewą do ziemi i tak poginęły w błocie. Mieszkańcy wioski jednak zdołali swoje stada gąsiąt schronić pod [235]dachem. Zdenerwowany komendant zadzwonił do rejonu składając raport, że Polacy w wiosce podnoszą bunt. "Czego oni chcą?", zapytano. "Deszczu. Przeklęte baby namodliły deszczu i moje gąsięta potopiło". Usłyszał odpowiedź: "Dawajcie je do nas, bo i u nas deszczu nie ma".

Deszcz sprawił, że zboże zachowało krótkie źdźbło słomy, a wyrosło mocno w kłosie. Obrodziło. Była obfitość ziarna. Wystarczyło na podatki i zaległości i dla każdej rodziny. Widmo głodu było zażegnane.

Podobny urodzaj wymodlono w następnym roku. W trzecim roku zaniechano modlitwy uroczystej. Może nie trzeba, mówiono. Nie padało. Z opóźnieniem podjęto modły. Popadało trochę. Urodzaj był znacznie mniejszy.

Ziemia potrzebuje deszczu. Ziemia potrzebuje modlitwy.

Gleba ludzkich serc potrzebuje deszczu łaski Bożej, potrzebuje modlitwy, aby serca nasze zostały użyźnione łaską Bożą. Tymczasem posucha serc naszych zdaje się przedłużać...

II

Dziesięć lat temu rodzina polska z Kraju Rad przyjechała do krewnych do Warszawy. Pierwszego dnia zwiedzali stolicę, oglądali wystawy sklepowe. Dziewczynka po 7-ej klasie towarzyszyła rodzicom radosna, rozmowna, szczebiotała jak ptak. Na drugi dzień zamilkła. Co chwilę odzywała się do rodziców: "Cicho, cicho!". "Co ci jest?", zapytali rodzice po rosyjsku. Po rosyjsku, od 40 lat bowiem nie mieli lekcji języka polskiego. Odpowiedziała: "Cicho, oni nas nienawidzą".

Kto kogo nienawidzi? Czy to nie posucha serc? Czy nie do przemodlenia, aby deszcz łaski Bożej ożywił glebę serc naszych.

"Niech zstąpi Duch Twój | i odnowi Ziemię, tę Ziemię" - tak modli się za nas Papież Jan Paweł II.

Kilkanaście lat temu w przedziale pociągu z Brześcia do Warszawy jechało troje obywateli polskich i troje radzieckich, również Polaków. Milczeli. Pociąg minął most na Bugu, minął też pas graniczny. Jeden z obywateli polskich zagadnął: "Tu już nasza ziemia, tam wasza". Nikt się nie odezwał, ale odezwały się łzy, które cicho popłynęły z oczu Polki, obywatelki radzieckiej, osoby z wyższym wykształceniem technicznym. Po latach wspominając powiedziała: "Nie mogłam powstrzymać łez. Myślałam, że też ja nie mogę z podobnym odczuciem powiedzieć: to jest nasza ziemia, moja ojczyzna. «Jak to jest z tym poczuciem miłości ojczyzny?» - zapytała. - Jak to jest? Jak to się rozwija? Kto może pouczyć?".

Ostatnio wzrasta liczba wycieczek autobusowych, rodzinnych, własnymi samochodami. Polskie rodziny - obywatele radzieccy - jadą do swoich krewnych w Polsce. Wielu z nich przyjeżdżając do Polski przeżywa bardzo serdeczne wzruszenia. W pociągu słyszano takie westchnienie na widok Warszawy: "Warszawa - moja stolica". Wagony radzieckie, obywatele radzieccy, język rosyjski. Serca polskie i katolickie.

Młodociana Polka po powrocie do Kraju Rad, zapytana o wrażenia z podróży do Polski, odpowiedziała między innymi: "Zraziłam się do Polski. Widziałam, jak niektórzy Polacy na widok naszych autobusów ze znakami radzieckimi pluli w ich kierunku...".

Przy drodze koło Grójca podróżni kupują owoce od sadowników, prawie prosto z drzew. Co za radość i wygoda! Zatrzymują się samochody, również nasi rodacy zza wschodniej granicy. Jeden z nich usłyszał: "Dla ruskich nie sprzedaję". Nie obraził się, ale z poczuciem humoru, właściwym dla Rosjan, odpowiedział: "Co? Ty mnie nazywasz ruskim? Ja bardziej Polak niż ty. Za tę zniewagę dawaj jabłek za darmo, za karę - bez pieniędzy". Współpodróżni ze stojących samochodów zaczęli się śmiać i bić brawo. Były przeprosiny, jabłka i rozmowa radosna rodaków.

Sercom naszym jest bardzo potrzebny ożywiający deszcz łaski Bożej. Kto z nas modli się o taki deszcz?

Jest lato 1990 roku.

"Niech zstąpi Duch Twój | i odnowi Ziemię, tę Ziemię".

Boże, okaż, że jesteś!