W pierwszych latach wojny, kiedy Niemcy odnosili zwycięstwa na wszystkich frontach, nie mogliśmy w obozie obchodzić uroczyście świąt katolickich. Dopiero pod naciskiem niepowodzeń, jakie od 1943 r. poczęły spadać na ciemięzcę i za usilnym staraniem kapelana obozowego ks. Piarda (Francuza), komenda stalagu zezwoliła na urządzenie procesji Bożego Ciała w obozie (4 VII 1943 r.).
Była to piękna manifestacja uczuć katolickich za drutami kolczastymi. Wzięli w niej udział Polacy, Francuzi i Belgowie. "Lauda Sion Salwatorem" - zabrzmiała pieśń, a Pan i Władca świata wyszedł z ubogiej kaplicy-baraku, by oglądać jak się Jego współwięźniom powodzi, by widzieć nie zagrody, ale ich liche baraki, ich nędzę i niedolę, by krzepić słabnące ich siły, oraz błogosławić i pocieszać chorych w przyległym rewirze. Pieśni polskie i francuskie, na przemian śpiewane, prowadziły Pana z ołtarza polskiego do francuskiego, zbudowanego na wielkim placu na tle baraku, by stąd z powrotem drogą między barakami wprowadzić Boskiego współwięźnia na ołtarz polski. Tu przyjęliśmy Jego ostatnie błogosławieństwo na dolę i niedolę.