Boże Ciało 1988 r. w katedrze lwowskiej

Boże Ciało tego roku wypadało 2 czerwca. Pogoda była deszczowa, dzień w ZSRR roboczy, wiernych jednak niesprzyjające warunki nie powstrzymały od uczestnictwa w tym podniosłym święcie. Ci, co już byli na emeryturze lub pracowali na nocną zmianę, zdążali tłumnie na poranne nabożeństwa. Każda z Mszy św. trwała tego dnia po dwie godziny. Uczestniczyłem we Mszach zaczynających się o godz. 13 oraz 19. Wierni wchodzili do świątyni trzema wejściami, w tym głównym, którym za czasów Polski wkraczali monarchowie i metropolici. Świątynia była bogato przyozdobiona zielenią, kwiatami, rzęsiście oświetlona. Dzięki temu, że władze zgodziły się na użycie dzwonów, o godzinie 13-tej rozdzwoniły się one radośnie. Jednocześnie dziesięć chorągwi kościelnych pochyliło się po trzykroć w hołdzie spoczywającemu w tabernakulum Chrystusowi. Po koncercie dzwonów odezwały się organy oraz chór.

Przy wielkim ołtarzu, nad którym wisi słynący cudami obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem, zwanej Łaskawą (przed tym obrazem król Jan Kazimierz w latach potopu szwedzkiego oddał Polskę pod opiekę macierzyńską NMP), Mszę św. sprawował ks. Ludwik Kamilewski. Razem z wiernymi modlił się o pomyślność dla Kościoła na Ukrainie i o zdrowie dla ks. proboszcza Władysława Kiernickiego, przebywającego właśnie w szpitalu.

Rozglądałem się po świątyni. Widziało się wielu ludzi przyjezdnych z tzw. prowincji, można było ich poznać po staromodnym ubiorze. W większości byli to ludzie już niemłodzi, chociaż i tych ostatnich, najmłodszych, nie brakowało. Na ich twarzach było widać zmęczenie po nieprzespanej nocy; wielu jechało kilkadziesiąt kilometrów, niektórzy kilkaset, by uczestniczyć w uroczystościach. W oczy rzucał się brak książeczek do nabożeństwa; widziało się, jak wierni modlili się z notesików i zeszycików, czytali atramentem wypisane modlitwy. Zdarzały się różańce bardzo prymitywne własnej roboty. Ludzie modlili się bardzo gorliwie klęcząc lub nawet leżąc na posadzce. Takiej gorliwości u nas prawie już się nie widuje.

W czasie gdy ks. Kamilewski sprawował Najświętszą Ofiarę, spowiedzi słuchał nowo wyświęcony ks. Gerard Liryk, przybyły z Rygi. Ponieważ władze nie wyraziły zgody na odbycie procesji wokół katedry, odbyła się ona w jej wnętrzu, w ogromnym ścisku. Modlono się kolejno przy czterech ołtarzach. Przed idącym z Najświętszym Sakramentem ks. Kamilewskim dzieci sypały kwiatki. Msza św. i procesja skończyły się po godzinie 15. O godzinie 19 we Mszy uczestniczyli w większości mieszkańcy miasta Lwowa, pośród nich pracownicy kontraktowi z Polski. W zatłoczonej bardzo katedrze trudno było się poruszyć, a cóż tu dopiero mówić o odbyciu procesji. Wieczorem zaczęło też świecić słońce. Widać było, że część modlących się to unici nie mający własnego kościoła, ci żegnali się po trzykroć trzema palcami, dla uczczenia Świętej Trójcy.

Grafika okładkowa

[Fot. okł. s. 4: Kościół pw. św. Maksymiliana na Misji franciszkańskiej w Luanshya (Zambia).]