O. Mieczysław M. Mirochna
25 lutego [1989] r. zmarł o. Mieczysław Antoni M. Mirochna, franciszkanin polski z Prowincji Św. Antoniego, który 58 lat i 6 miesięcy pracował na misjach w Japonii, całkowicie oddany sprawie Niepokalanej, w jaką go wdrożył i jaką mu zlecił św. Maksymilian M. Kolbe.
O. Mirochna urodził się 21 listopada 1908 r. w Wojniczu k. Tarnowa w rodzinie bardzo religijnej i patriotycznej. Starszy jego brat, również franciszkanin (o. Julian), jak też młodszy, akademik, związany ze Stronnictwem Narodowym, zginęli w czasie wojny, zamordowani przez Niemców za działalność na rzecz Ojczyzny.
Szkołę średnią ukończył o. Mieczysław w małym seminarium franciszkańskim we Lwowie, a nowicjat odbył w Łagiewnikach, gdzie złożył śluby zakonne w 1928 r. Był nieprzeciętnej inteligencji. "Wśród kolegów - jak pisze ówczesny jego nauczyciel i późniejszy przełożony o. Samuel Rosenbaiger - dał się poznać cechami wodzostwa. Temperament do przodowania, ambicja i nieustępliwa determinacja w kruszeniu przeszkód to znamię, zdaje się, rodzinne".
Jako kleryk udał się w sierpniu 1930 r. do Japonii razem ze św. Maksymilianem, gdy ten wracał przez Syberię z kapituły prowincjalnej. Studia filozoficzne i teologiczne odbywał naj[181]pierw w seminarium diecezjalnym w Nagasaki, a potem w seminarium własnego Zakonu, mając zawsze jako jednego z wykładowców o. Kolbego. Wychowywał się też przez sześć lat w jego szkole duchowej, będąc tu uczniem celującym. Przesiąkł cały ideałem MI, a nawet złożył czwarty ślub gotowości dla Niepokalanej na wszystko. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1935 r. w Tokio.
Przestając od początku z Japończykami, m.in. w seminarium i w szpitalu, gdzie wkrótce po przyjeździe musiał się dłuższy czas leczyć, opanował dobrze ich język, jak też poznał ducha ich kraju. Ukochał Japonię jak swą ojczyznę. O. Maksymilian powierzył mu redakcję "Seibo no Kishi", a w 1936 r. prowadzenie małego seminarium. O. Mieczysław starał się ile sił, by "Rycerz" swym błękitnym płaszczem okrył całą Japonię, a przyszli franciszkanie japońscy przyswoili sobie ducha MI. Zasłynął też jako płomienny i ceniony kaznodzieja. Po jego rekolekcjach stwierdzano odrodzenie parafii.
Wkrótce o. Mirochna stał się pierwszoplanową osobą w historii naszej Misji japońskiej. "Rzec trzeba, że Niepokalana powierzyła swe dzieło na krytyczne czasy w ręce tego niezwykłego człowieka", a "jego zasługi dla misji są nieocenione". Tak pisze o. Samuel Rosenbaiger, od roku 1936 gwardian Niepokalanowa japońskiego, a od 1940 r., kiedy Misja została uniezależniona od Prowincji polskiej, do 1956 r. komisarz generalny. On był przełożonym, ale by zapewnić Misji utrzymanie, musiał wyjechać do Ameryki: w 1937 r. na przeszło rok, a w 1940 r. - aż na 12 lat. Zastępował go jako delegat o. Mieczysław.
Byt Misji w czasie wojny był poważnie zagrożony, tak że misjonarze nie byli pewni następnego dnia. Brakowało pomocy z Polski, a po wybuchu wojny japońsko-amerykańskiej również ze Stanów Zjednoczonych. Władze japońskie, nieufne wobec obcokrajowców, zakazały wydawanie "Rycerza" (1942) i prowadzenia seminarium (1943), a nawet nałożyły na klasztor areszt domowy. Wciąż wisiała groźba wywiezienia do obozu. Młodzież z seminarium brano do wojska lub na roboty.
W tym trudnym okresie o. Mirochna przypomniał sobie słowa, jakie mu napisał o. Kolbe: "Im więcej oddamy się Opatrzności Bożej przez Niepokalaną, tym lepiej. Oczywiście, że trzeba i starać się, i zabiegać, ale wykonanie zostawmy Jej samej. Ona potrafi nawet cuda działać, gdyby to było potrzebne". O. Mieczysław uciekał się więc do mocy nadprzyrodzonych przez spotęgowanie modlitwy i pokuty, a swoim taktem i roztropnością rozbrajał policję, wciąż nagabującą misjonarzy, aby wypowiedzieli się, po czyjej są stronie i co do boskości cesarza. "Niepokalana - pisał potem o. Mirochna - dała mi tyle mądrości i świętego sprytu, że nie zaparłem się zasad katolickich, a Japończyków przekonałem, że postawa chrześcijańska nie jest krzywdząca dla państwa, lecz przeciwnie - korzystna".
Misjonarze wciąż byli świadkami nadzwyczajnej opieki Niepokalanej. Gdy zabrakło pomocy materialnej z zewnątrz, otrzymywali ją od katolików japońskich, którzy liczniej nawiedzali teraz Seibo no Kishi, jak nazywali Niepokalanów. Sprawa utrzymania zeszła więc na dalszy plan, choć klasztor liczył około 70 osób. Apostolat przez "Rycerza" zastąpiło wypożyczanie książek. W 1941r. otwarto nowicjat kleryków, a w rok potem studia wyższe, gdy zaś władze nie pozwoliły na prowadzenie seminariów: niższego i wyższego, chłopcy uczęszczali z klasztoru do szkół państwowych, a klerycy do seminarium diecezjalnego. W ostatnim miesiącu wojny policja wywiozła misjonarzy do obozu, ale o. Mieczysław uprosił, by mógł opóźnić swój wyjazd. Wkrótce nastąpiła katastrofa atomowa (9 sierpnia). W tym czasie nikt z klasztoru nie był na mieście, tak że wszyscy ocaleli. Misjonarze pisali do Polski: "Wszyscy tu w Japonii powtarzają: Seibo no Kishi cudem jest kierowane i cuda działa".
Po wojnie o. Mieczysław wprowadził Misję na drogę rozwoju i rozkwitu, wykazując ogromny rozmach, dyktowany ideałem MI. "Musimy - mawiał - starać się o wielkie rzeczy, o wielkie dzieła, aby dać okazję pokazania światu, co może Niepokalana". Wobec wielkiej nędzy w Japonii główną uwagę zwróconą najpierw na akcję charytatywną, rozpoczętą już w czasie wojny. 6 stycznia 1946 r. misjonarze zakładają sierociniec, potem dom dla starców. 8 grudnia 1949 r. o. Mirochna powołuje do życia nowe zgromadzenie zakonne, tzw. S[iostry] Franciszkanki Rycerstwa Niepokalanej, któ[182]rym zleca też opiekę nad niepełnosprawnymi. Widząc zapał br. Zenona Żebrowskiego do pracy charytatywnej, daje mu wolną rękę w spieszeniu z pomocą biednym na terenie całej Japonii. Działalność ta, jak pisał do Rzymu bp Paweł Yamaguchi, ordynariusz nagasacki, jest "wspaniałym źródłem krzewienia ducha chrześcijańskiego w świecie pogańskim zbudowanym ich poświęceniem". Władze doceniły tę działalność, bo o. Mieczysław i br. Zeno otrzymali wysokie odznaczenie "Świętego Skarbu", a cesarz dwukrotnie odwiedził dzieła charytatywne MI. Za długoletnią pracę charytatywną o. Mirochna otrzymał też polskie odznaczenie: Komandorię Orderu Zasługi PRL, którą wręczono mu w ambasadzie polskiej w Tokio w 1986 r. w obecności m.in. abpa W. Carew, pronuncjusza apostolskiego, i abpa P. Shirayanagi, ordynariusza tokijskiego.
O. Mirochna zakorzenił Zakon franciszkański na ziemi japońskiej, który obecnie ma tam prowincję z 13 klasztorami. Starał się, by z seminarium Misji Niepokalanej wyszli jak najprędzej kapłani. 4 października 1947 r. zostało wyświęconych trzech, a po pół roku dwóch dalszych. Zaraz po ich wyświęceniu przystąpił do zakładania nowych placówek franciszkańskich, korzystając z pomocy finansowej o. Samuela, a czynił to, jak się ten wyraził, "z odrzutową szybkością". Powstają kolejno klasztory: w Tokio-Akabane (1948), w Tokio-Oji (1949), w Nishinomiya k. Osaki (1949) i w Konagai (1949). Wszystko inicjował, nad wszystkim czuwał o. Mieczysław. Dwoił się i troił, gdyż skupił w swych rękach obowiązki faktycznego przełożonego w Nagasaki, magistra kleryków i braci, profesora, redaktora "Rycerza", który wznowił zaraz po wojnie, kierownika duchowego sióstr MI. Wizytator generalny w roku 1950 stwierdził: "Nasi mają najlepszą opinię jako prawdziwi misjonarze, dobrzy zakonnicy, ubodzy bracia Franciszkowi. Rozmach pracy duży, aż za duży, jak na tak nikłe siły ludzkie i fachowe".
Po powrocie o. Rosenbaigera z Ameryki w 1952 r. o. Mirochna jeszcze przez pięć lat był magistrem nowicjatu i redaktorem "Seibo no Kishi", a potem zajął się niemal wyłącznie swym zgromadzeniem żeńskim. Zamieszkał w Konagai, gdzie mieści się dom macierzysty i główne dzieło charytatywne sióstr. Zabiegał zwłaszcza o ich rozwój duchowy według ideału MI. Z radością widział komisarz generalny, jak w tym zgromadzeniu "kwitnie szczególna cześć i oddanie się Niepokalanej, gorliwość w modlitwie i obserwa franciszkańskiego ubóstwa. Niepokalana w odpłacie czule opiekuje się zgromadzeniem, tak że znowu powtarza się historia z przypowieściowym ziarnkiem gorczycznym". O. Mirochna czuwał też osobiście przy zakładaniu nowych domów zgromadzenia, których jest już 19 w Japonii ze 160 profeskami. Cieszył się, gdy w 1988 r. przeszczepił zgromadzenie na grunt polski otwierając dom w Strachocinie w diecezji przemyskiej (38-508 Strachocina) i gdy na początku tego roku przyodział w habit zakonny trzy Koreanki.
O. Mieczysław działał i na szerszym terenie, m.in. w Polsce i we Włoszech. "Jakby przepojony światłem Bożym ten szermierz Niepokalanej stanął w obronie przeciw zawężaniu i spłycaniu ducha MI", a czynił to "z niezłomną siłą woli, bez ustępliwego kompromisu", jak pisze o. Rosenbaiger. W roku 1960 o. Samuel przedstawił jego wniosek na Kapitule Generalnej, by włączyć, sprawę MI do Konstytucji franciszkańskich, co w pewnej mierze zostało uwzględnione. O. Mirochna zachęcał czy budził sumienia przede wszystkim przykładem swego życia. Miał dar modlitwy, często i długo trwał przed Panem. Czyn był dlań przedłużeniem modlitwy. Był też surowym i umartwionym pokutnikiem, jak też wielkim miłośnikiem ubóstwa. O. Samuel pi[183]sze: "Szczera świętość O. Mieczysława moim zdaniem nie podlega dyskusji".
Wyznał swego czasu o. Mieczysław: "Tak bardzo pragnę oddać swe życie za rozwój MI w świecie". O tej sprawie myślał w czasie swej wieloletniej choroby (cukrzyca), zwłaszcza gdy pod koniec zeszłego roku nasiliły się cierpienia i musiał trzykrotnie przebywać w szpitalu w Isahaya, gdzie umarł. Konając prosił otaczające go siostry franciszkanki MI, by ich zgromadzenie było świętym zgromadzeniem.
Pogrzeb odbył się 17 lutego w Konagai. Ostatnią posługę oddali zmarłemu, oprócz franciszkanów i zakonnic MI, czterej biskupi: kard. Józef A. Satowaki, arcybiskup Nagasaki, bp Piotr S. Hirata, ordynariusz Fukuoki, bp Piotr T. Hirayama, ordynariusz Oity, bp Józef Matsunaga, sufragan nagasacki, konsul polski Janusz Dawidowicz w zastępstwie Ambasadora Polski oraz liczna rzesza wiernych. Na mogile o. Mirochny na cmentarzu zakonnic w Konagai widać wciąż świeże kwiaty, podobnie jak na pobliskiej mogile śp. o. Samuela Rosenbaigera, równie zasłużonego dla Misji Niepokalanej w Japonii.
S. Franciszka M. Nakayama, współzałożycielka i przełożona generalna Sióstr MI, wyznała nam (1 IV [1989] r.): "Pójdziemy wiernie śladem naszego Założyciela i będziemy się troszczyć o dzieło, jakie nam zostawił".
Opracował O. Jerzy Domański
w oparciu o dzieło o. S. Rosenbaigera:
"Misja Niepokalanowa w Japonii", mps.


