Bóg wart jest najwyższych trudów

Bogato wpisuje się rok 1982 w historię naszego narodu - w historię, którą trzeba mierzyć bólem, łzami, cierpieniem, niepewnością jako konsekwencjami grudniowej niedzieli roku minionego. I choć najbardziej przykrym i tragicznym jest to, że zadawane są one w swoim własnym domu, to jednak potrafimy przyjąć je z godnością, pomni, że nad przemocą i złem góruje Prawda i Miłość, której nikt nas nie zdoła pozbawić. Z tym większą więc ufnością spoglądamy na dzień 10 października, w którym postać o. Maksymiliana Marii Kolbego przypomina światu, że wszyscy ludzie są braćmi. Dla naszego narodu dzień ten stanowi gwiazdę nadziei rozjaśniającą ciemności i stan przygnębienia.

Postać św. Maksymiliana kojarzy się nam przede wszystkim z jego głębokim nabożeństwem do Niepokalanej Matki Boga i wypływającą z tego nabożeństwa miłością do drugiego człowieka. Doskonałym wypełnieniem miłości był heroiczny akt z oświęcimskiego obozu, przez który praktycznie spełniły się słowa z Janowej Ewangelii: "Nie ma większej miłości nad tę, gdy ktoś życie swoje oddaje za braci" (J 15,13).

Jego bezgraniczne zawierzenie Maryi nie przesłoniło ani nie przeszkadzało mu we wskazywaniu innym na ostateczny cel człowieka, jakim jest Bóg. Przeciwnie, z Nią każdy wysiłek, każda trudność, każda ofiara stawały się łatwiejszymi. W ten sposób sam realizując zawołanie św. Pawła: "Bądźcie naśladowcami moimi, tak jak ja jestem naśladowcą Chrystusa" - pozostawił dla nas wszystkich wspaniały wzór i przykład. "Zadaniem naszym jest prze[230]obrażenie świata - mawiał często do swoich współbraci - a na spełnienie tego z pewnością nie starczy naszego życia". Dlatego celowi temu wszystko podporządkowywał i starał się wykorzystać wszelkie możliwe środki, jakie tylko mogły być mu dostępne. Gdy chodziło o zbawienie dusz, nie było dla niego rzeczy niemożliwych. Twierdził, że jest tylko narzędziem, którym posługuje się Niepokalana. Tak jak dłuto czy pędzel w ręku artysty tworzą piękne dzieło, tak samo ten, kto ufa Niepokalanej, powierza się Jej bez reszty, również stanowi rodzaj narzędzia w Jej ręku. Trzeba tylko poddać się pod "rękę mistrza, to jest Niepokalanej, a wtedy praca nasza będzie miała wartość zasługującą w oczach Bożych" i tworzyć będziemy wspaniałe dzieło.

Przekonany był, że właściwą pracę wykonywać będzie można dopiero po śmierci. "Wtedy dopiero można będzie pracować obiema rękami". Stąd też mocno akcentował, by pracę nad szerzeniem królestwa Bożego rozpoczynać najpierw od siebie, od swojego codziennego nawracania. Nic bardziej nie pociąga innych - głosił - jak osobisty przykład dawany swoim życiem i postawą. "Cała wartość naszego życia i naszej działalności polega na życiu wewnętrznym. Ma to być życie miłości ku Panu Bogu w Niepokalanej. Nie tylko w teorii i w uczuciu, lecz w praktycznej miłości, która polega na zjednoczeniu naszej woli z wolą Niepokalanej".

Indywidualna modlitwa, pokuta i praca, dzięki którym rozwija się życie wewnętrzne, duchowe, stanowi w myśl św. Maksymiliana bazę, na której powinna opierać się i z niej czerpać siłę całość apostolskiego oddziaływania. W modlitwie, czyli postawieniu siebie do dyspozycji Boga, poznajemy nasz właściwy stosunek do Niego, poznajemy, kim jest Bóg, kim my, "wyzbywamy się miłości własnej, która ucieka przed krzyżem". Celem zachęcenia do gorliwej i wytrwałej modlitwy przytaczał przykład z życia Napoleona, który zapytany, czego najbardziej potrzeba do wygrania wojny, odpowiadał: "Pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy". Tak samo i on odpowiadał, że do świętości przede wszystkim potrzeba jest modlitwy, modlitwy i jeszcze raz modlitwy.

Podobnie jak Apostołowie, którzy trwali w wieczerniku na modlitwie wraz z Maryją, tak samo i my, kiedy będziemy praktykować życie modlitewne i nawet najdrobniejszą naszą czynność polecać i wykonywać w łączności z Matką Najświętszą, wtedy na każdy dzień będziemy przygotowani do ponoszenia największych trudów dla Boga i bliźnich. Będziemy zdolni do dobrego i wiernego wypełniania swoich codziennych, zwykłych zajęć, co z kolei stanowi najlepszą formę pokuty i umartwienia. Przez pokutę okazujemy Bogu swoją miłość, a ta konieczna jest do ofiary, do wyrzeczeń. "Na ołtarzu miłości mamy złożyć ofiarę z siebie, tylko żeby paliła się ona na wolnym ogniu". Ma się palić na wolnym ogniu po to, by jak najdłużej można było pracować. "Na odpoczynek będzie czas w niebie".

Apostolstwo oparte na takich podstawach, na modlitwie, pokucie i pracy, musiało być więc skuteczne i owocne. A w nim o. Maksymilian był nieprześcigniony, choć życzył sobie i pragnął bardzo, by inni go w tym wyprzedzali. Wystarczy wspomnieć ważniejsze tylko dzieła, których był twórcą, by przekonać się, że jego poświęcenie dla sprawy Bożej, dla zdobywania świata przez Niepokalaną nie znało ograniczeń. I tak w r. 1917 zakłada w Rzymie Rycerstwo Niepokalanej - stowarzyszenie, które otrzymawszy papieską aprobatę miało rozszerzać w świecie kult Niepokalanej. W r. 1927 zakłada polski Niepokalanów. W r. 1930 wyjeżdża na misje do Japonii, gdzie w Nagasaki zakłada podobne dzieło, a w planie ma następne w innych krajach Dalekiego Wschodu. W r. 1938, w święto Niepokalanej, 8 grudnia uruchamia w Niepokalanowie własną radiostację nadawczą dla potrzeb duszpasterstwa (Stacja Polska 3 Radio Niepokalanów). W tymże samym roku wydaje "Miles Immaculatae" - kwartalnik przeznaczony dla duchowieństwa całego świata. Rozpoczyna też przygotowania pod uruchomienie własnego lotniska, wysyłając w tym celu współbraci na kurs pilotażu.

[231]

Patrząc na życie o. Maksymiliana potwierdza się znane ogólnie stwierdzenie, że wielkości świętych nie da się zamknąć w ciasne ramy ludzkich możliwości. Źródło takiej gorliwości i dynamizmu, jakich przykład dał nam o. Kolbe, mogło być tylko jedno: bezgraniczna miłość Boga i Jego Matki. Jego życiowa dewiza: "Nie opuszczę żadnego dobra, które mógłbym zrobić, powiększyć lub w jakikolwiek sposób się do niego przyczynić" - miała potwierdzenie w każdym dniu, w każdej życiowej sytuacji, w której przychodziło mu się znaleźć. Dewiza, która będąc całkowicie spójną z jego pragnieniem, by "krwią, przypieczętować swą pracę i umrzeć w boju, bo to dopiero jest normalny stan", została bez reszty dopełniona w wigilię Wniebowzięcia r. 1941.

Postać o. Kolbego, kapłana, zakonnika, przypomina dzisiaj ludziom i narodom, gdzie mają szukać pokoju, sprawiedliwości i miłości; gdzie mają znaleźć tę miłość, która nie umiera, ale trwa i wszystko zwycięża. Jego kanonizacja, dokonująca się w miesiącu poświęconym Maryi, w jubileuszowym roku maryjnym, była wielkim dniem radości i optymizmu, których - tak jak zresztą wszystkiego - również zaczyna coraz bardziej brakować. Można też żywić nadzieję, że przez udział w uroczystościach kanonizacyjnych chociaż w części zrekompensowane zostały niespełnione - nadzieje Polaków na spotkanie z Ojcem Świętym w jego rodzinnym kraju.