Biologiczno-medyczne aspekty świętości

Jako lekarz chciałabym zagadnienie świętości naświetlić od strony spraw biologicznych i procesów cielesnych. Wyłaniają się tu dwa główne zagadnienia:

1. problem człowieczeństwa, cechy i uwarunkowania tego stanu i 2. problem ludzkiej świętości.

Z biologicznego punktu widzenia człowiek różni się od zwierząt przede wszystkim rozbudową najwyższej i ewolucyjnie najmłodszej warstwy kory mózgu, warstwy, która staje się narządem - efektorem władz duchowych, a więc ludzkiej świadomości, rozumu, woli, uczuć wyższych i poczucia moralnego. Przy niedorozwoju czy chorobowym zniszczeniu tych części mózgu ów czynnik duchowy - czyli nasze "świadome ja" - traci swój "aparat" nadawczo-odbiorczy i ujawniać się nie może.

Niższe - ewolucyjnie starsze - części kory oraz ośrodki podkorowe mózgu są "siedzibą" czy "narządem" zwierzęcej warstwy naszej psychiki, a więc popędów i uczuć niższych, prymitywnych, jak strach, złość, głód, przyjemność i przykrość, czy różne pożądania, które mamy wspólne ze zwierzętami.

Zarówno u wyższych zwierząt, jak u człowieka, kora mózgu jest naczelnym analizatorem i regulatorem czynności ośrodków podkorowych. Jeśli tę korową regulację wyłączyć, czynność tych ośrodków bardzo się wzmaga i to w sposób dla ustroju szkodliwy. U zwierząt ta korowa władza sprawowana jest automatycznie, głównie na zasadzie mechanizmów odruchowych, które decydują o zachowaniu się osobnika. U człowieka kora mózgu zostaje w znacznej mierze zdominowana przez sferę duchową, której wpływ na postępowanie może być większy lub mniejszy zależnie od różnych czynników, przede wszystkim od wyćwiczenia woli.

Człowiek jest więc istotą cielesno-duchową. Nie możemy w nim oddzielić ciała od ducha, możemy jednak w jego psychice i postępowaniu odróżnić warstwę "zwierzęcą" - popędów i uczuć prymitywnych - którą można umownie nazwać "podkorową" warstwę "ludzką", duchową, której symbolem jest kora mózgu. Siły i dążenia podkorowe są cenne i ważne dla naszego życia, aby jednak to życie było szczęśliwe, a postępowanie prawidłowe, siły te muszą być poddane pod zarząd i kontrolę sfery korowej, a więc pod rozumną władzę ducha i wykorzystywane w zgodzie z porządkiem moralnym. W tym też kierunku idzie postęp rodzaju ludzkiego, cechuje się on bowiem rozwojem kory mózgu i coraz lepszym poznaniem i opanowaniem sfery cielesnej przez duchową.

Według nauki chrześcijańskiej to opanowanie i właściwa hierarchia elementów ludzkiej natury były pierwotnym zamysłem Bożym w stosunku do człowieka, a grzech pierworodny zniszczył ten porządek wprowadzając nieład i znaczne utrudnienie w realizacji władzy ducha nad ciałem. Nieporządek ten dotyczy zarówno sfery korowej jak podkorowej oraz ich wzajemnego stosunku. Rozum nader często bywa zaćmiony, wola bezsilna, zmysł moralny bardzo osłabiony, poczucie piękna i wartości zwyrodniałe. W takiej sytuacji sfera duchowa nie kontroluje podkorowych namiętności i nie może nimi rozumnie zarządzać. Toteż często rozrastają się one patologicznie przybierając różne formy jako niepohamowane pożądanie przyjemności i użycia, lubieżność, łakomstwo, chciwość, wybujała ambicja i żądza władzy, itp. Namiętność taka łatwo może opanować całą istotę człowieka zaprzęgając rozum i wolę w swą służbę, co często prowadzi do życiowych katastrof i tragedii. Często też towarzyszą temu szkodliwe nałogi oraz bardzo nieprawidłowy tryb życia i odżywiania, co uszkadza zdrowie i zatruwa mózg, a więc bardziej osłabia sferę duchową.

Realizacja panowania ducha nad ciałem jest sprawą trudną, wymaga wysiłku często [40]długotrwałego, połączonego z wyrzeczeniami, a więc i z pewnym cierpieniem. Ten wysiłek nazywamy ascezą. Niestety, człowiek współczesny ma na ogół bardzo błędny pogląd na ascezę, uważa ją za jakieś "religijne wypaczenie", bezsensowne cierpiętnictwo, negację szczęścia i radości życia. Jest jednak wręcz odwrotnie. Asceza jest niejako "instrumentem" ducha służącym do osiągnięcia zamierzonego udoskonalenia, do przywrócenia ładu w życiu i w psychice ludzkiej, a także do realizacji prawdziwego ludzkiego szczęścia. Każde pożyteczne ludzkie dzieło czy osiągnięcie budowane jest przez wytrwałe ascetyczne wysiłki, wymaga umartwień, wyrzeczeń, stałego zaangażowania rozumu i woli, słowem siły ducha. Przez ascezę podnosimy się na wyższy poziom moralny, na wyższy stopień człowieczeństwa. Dlatego budzi ona szacunek, zapewnia autorytet. Przez zaniedbanie ascezy opadamy w dół - w kierunku zwierzęcej sfery naszej istoty.

Rozróżniamy ascezę religijną i świecką. W tej ostatniej ważną rolę odgrywa asceza zdrowotna, czyli wysiłki i wyrzeczenia zmierzające do zachowania przepisów, higieny i utrwalenia zdrowia (prawidłowe odżywianie, ćwiczenia fizyczne i in.). Bardzo ważna jest też rola ascezy w wyrabianiu nawyków czyli odruchowo-warunkowych stereotypów, zarówno w sferze cielesnej, jak psychicznej. Nawyk jest zawsze ułatwieniem, lecz może ono dotyczyć zarówno dobrej, jak złej sprawy. Przez odpowiednie ascetyczne ćwiczenia możemy wyrabiać stereotypy pożyteczne, a wygaszać szkodliwe wprowadzając w ten sposób ład moralny w przyzwyczajenia dnia powszedniego.

Jak na tym tle wygląda zagadnienie świętości? Ogólnie można powiedzieć, że człowiek święty to taki, który Boga stawia na pierwszym miejscu w swym życiu - ponad wszystkimi innymi sprawami. Może być bardzo skromnym, szarym człowiekiem. Tym się jednak wyróżnia, że na serio bierze swą wiarę, a przykazania Boga i Kościoła są dla niego ważniejsze niż wszystkie płynące ze świata nowinki i nauki. Człowiek taki jest więc naprawdę sługą Bożym.

Niestety, widzimy, jak wielu jest dziś ludzi, którzy twierdzą, że są wierzącymi katolikami, jednak w pewnych dziedzinach odmawiają Bogu posłuszeństwa i to właśnie dlatego, że najwyższą rangę przyznają takiej czy innej podkorowej namiętności. Wielu jest dziś na Zachodzie teologów, którzy przez swe teorie i postulaty niszczą całą moralność po to, aby zapalić zielone światło dla seksualnej swobody. Komu więc służą ci uczeni, angażując w tej służbie swą inteligencję i wpływy i wypowiadając posłuszeństwo papieżowi? Służą podkorowemu popędowi. A zarazem, schlebiając ludzkim namiętnościom, służą własnym ambicjom, własnej sławie i karierze.

Człowiek dzisiejszy bardzo często nie chce służyć Bogu. Sam stawia się na piedestale i sam decyduje o prawach moralnych zgodnie ze swymi pożądaniami. Uważa przy tym, że Bóg powinien się do tego dostosować, jeśli chce nadal być uznawany. W rezultacie w ludzkich odczuciach Bóg staje się coraz mniej potrzebny i ważny, bo na plan pierwszy wysuwa się człowiek i jego doczesne życiowe potrzeby. Nie brak przecież katolików upatrujących istotę chrześcijaństwa w miłości bliźniego, czyli w ustosunkowaniu się do człowieka; który zupełnie przesłonił im Boga.

Świętość nie zgadza się z taką postawą. Człowiek święty czyni dobrze bliźniemu przede wszystkim ze względu na Boga. Gdy Matkę Teresę z Kalkuty zapytano, co jest motorem jej działania, odpowiedziała: "Robię to dla Chrystusa". Człowiek święty jest sługą i żołnierzem, który wykonuje wszystkie rozkazy - również pozornie niemile i niewygodne. Wie przecież, że Bóg jest Miłością i działa dla ludzkiego dobra, a przykazania Jego to ostrzegawcze "znaki drogowe", które mają nas strzec przed życiowymi katastrofami, a zwłaszcza przed najgroźniejszą katastrofą utraty zbawienia. A miłość chrześcijańska to nie miłość uczuć i słów, lecz czynów - miłość "dobrej woli". Dla człowieka świętego życie doczesne jest okresem pracy i walki, prób i zasług, ale choćby te próby były bardzo bolesne, nie mogą go one unieszczęśliwić, gdyż przemijające cierpienia doczesne bledną dla niego i stają się nieważne wobec nadziei życia i szczęścia wiecznego. Człowiek święty [41]jest więc wobec świata jednocześnie oderwany, gdyż żyje Bogiem, i zaangażowany, gdyż musi kiedyś "zdać sprawę z włodarstwa swego".

Służba Boża wymaga realizacji człowieczeństwa na wysokim poziomie. Takie cnoty, jak zdolność poświęcania się dla drugich, cierpliwe znoszenie krzywd, odpłacanie dobrem za zło, świadczę o daleko idącym opanowaniu sfery podkorowej mózgu przez korową. A wytrwale ascetyczne praktykowanie cnót prowadzi do wytworzenia się "psychicznego stereotypu", a więc nawyku czyli ułatwienia, które nazywa się też "sprawnością w cnocie". Nie znaczy to, że człowiek taki nie może upadać i grzeszyć, że jakaś podkorowa namiętność nie może nim chwilowo zawładnąć. Ale zasadnicze nastawienie na Boga zapewni mu ratunek i wyprowadzi na właściwą drogę.

Ważną a nie docenianą sprawę jest świadomy stosunek do własnego ciała. Ludzie święci nieraz wyniszczali swe ciała i skracali sobie życie bądź przez nieprawidłową ascezę, bądź przez zaniedbanie czy brak uświadomienia w sprawach higieny i profilaktyki. Ale dziś nauka już wiele może nam powiedzieć na ten temat i nowoczesny święty powinien te sprawy znać i uwzględniać. Jest oczywiste, że chcąc dłużej i skuteczniej działać w życiu, trzeba dbać o ciało, tak jak rzemieślnik musi dbać o swe narzędzia, a żołnierz o broń. Ciało ludzkie, a więc również mózg, może sprawnie funkcjonować tylko pod rozumną władzę ducha. Im bardziej jest chore i osłabione, tym bardziej odmawia posłuszeństwa. Ta rozumna "władza" musi więc uwzględniać zasady zdrowotnej ascezy, która w programie wychowania do świętości powinna znaleźć swe niepoślednie miejsce.