Będziesz miłował Pana Boga swego...

RYCERZ NIEPOKALANEJ (5)

Codziennie szukałam Twej twarzy w pięknych obrazach Leonarda i widziałam tylko genialny profil, pytającą głębię boskich oczu, różnobarwną paletę barw... i nic więcej... nic!

A Ty przecież byłeś w zwykłej twarzy szarego przechodnia, przechodziłeś tak cicho obok mnie, dziękowałeś mi oczami ślepca, któremu pomogłam przejść przez ulicę... byłeś pieniążkiem miedzianym leżącym na dnie dziurawej kieszeni żebraka... patrzyłeś oczami dziecka na spóźnionego pijaka idącego do baru naprzeciwko... i byłeś też małym, obdartym gazeciarzem, liczącym zgrabiałymi palcami zarobione złotówki...

Byłeś... a ja przechodziłam obok i nie widziałam nic oprócz nie skończonego zadania, siatki z zakupami, nowej zagranicznej sukienki...

Pewnie stałeś w wigilijny wieczór na cichym placu zapomnienia i ze smutną dziewczynką z zapałkami nuciłeś starą polską kolędę. Pewnie stałeś i łaknącymi oczami bliźniego prosiłeś o żar mojego serca, bo już wypaliła się ta ostatnia, wspólna zapałka, zgasła... Udręczona dusza małej strażniczki ognia uleciała hen... do nieba i zostałeś sam... Czekałeś... A ja nie przyszłam, nie zaprosiłam Ciebie do swego serca i odszedłeś. Wiem, że bardzo płakałaś... Czułam te gorzkie krople pod powieką swej duszy, one mówiły: "Idź i obmyj się w sadzawce Siloe".

Biedny, kochany Jezu... Kochałeś, ale nikt Cię nie chciał. Spieszyłeś się - nikt na Ciebie nie czekał, kołatałeś, a drzwi nie otworzono...

Nauczono mnie mnóstwa cyfr, regułek, ale nikt nie nauczył mnie prostego prawa miłości. Przy doskonałości naszej techniki i wielkich osiągnięciach naukowych - dotarliśmy do gwiazd, dotknęliśmy nogą księżyca, spojrzeliśmy z bliska na wszechświat, a... oślepliśmy na widok żebraka...

Podsunięto nam tysiące wierszy i często nudną szkolną lekturę, a przecież w oczach głodnego dziecka można wyczytać o wiele więcej niż w szumie górskiego potoku czy zapachu siana...

Wiem, czym jest widmo absorbcyjne i jaki symbol ma beryl czy sód, lecz nie wiem, nie mogę nigdzie wyczytać, jakie jest... "imię tej miłości, która wiodła Cię na krzyż".

[146]

Znam bardzo dobrze smak pszennej bułki, lecz czemu nikt dotąd nie powiedział mi, ile kropel ludzkiego potu, ile godzin trudu ponoszą ludzkie ręce, aby wyjęły wreszcie gorący bochen z chlebowego pieca... Myślałam, że niewiele, bo idąc przez miasto widziałam "resztki" w koszu na śmieci... Jakżeś pomylił się, Norwidzie, pisząc: "Do kraju tego, gdzie kruszynę chleba podnoszą z ziemi przez uszanowanie dla darów nieba..." Jakżeś pomylił się, Poeto!... A tam gdzieś daleko, w czarnym kraju, ktoś umierał marząc cicho o kawałku chleba.

"...Ponownie wziął chleb w swoje ręce i dzięki czyniąc łamał i rozdawał swoim uczniom, mówiąc: jedzcie z tego wszyscy, to jest ciało moje, które za was będzie wydane...".

Dlaczego na świecie tyle zła?!!!

Odpowiadasz, Norwidzie, znów wierszem: "Wszakże ta ciemność i zmącenie tłem są, na którym palec Chrystusowy z obłoku wstawa i kreśli widzenie". Lecz Ty, piewco polskich bocianów, dawno złożyłeś strój zabłąkanego przechodnia w smutnym przytułku dla nędzarzy, a nam zostało tutaj żyć i tu umierać, a przecież tylu jeszcze ludzi nic nie wie, tak jak ja nie wiedziałam, o prawie miłości...

A tak by się chciało biec przed siebie, nie widzieć bladych, smutnych twarzy, odetchnąć wolnym raz powietrzem bez spalin, usłyszeć wolny śpiew skowronka i zerwać pęta z rąk niewolnych, usłyszeć wolny głos natury bez kłamstwa... Tak by się chciało...

Komu cierpienie przypisane, kto jest Kordianem, a kto Chamem i komu popiół, komu diament, dla kogo łzy, dla kogo bat, dla kogo śmiech, dla kogo krzyk, dla kogo gaz, więzienny wikt, dla kogo?...

Będziesz miłował Pana Boga swego, a bliźniego swego jak siebie samego. Będziesz miłował Pana Boga swego, a bliźniego..., a bliźniego?...

Grafika do art. Będziesz miłował...

[Fot. s. 146: Młoda dziewczyna.]