Zdrowy instynkt samozachowawczy młodzieży

Młody Rycerz Niepokalanej (6)

W numerze 6 "Słowa Powszechnego" (7-8-9 stycznia) 1989 r. Krzysztof Sotowski w artykule "Być sportowcem?" ubolewa nad faktem, że młodzi Polacy nie chcą uprawiać zawodowstwa sportowego. "Zupełnie nie mogę zrozumieć - pisze - dlaczego akurat prawie nikt spośród polskiej współczesnej młodzieży nawet nie próbuje wybić się ponad przeciętność. Nie uwierzę, aby akurat w sporcie nie było ku temu warunków... Czyżby raptem miało zabraknąć w Polsce młodzieży chętnej do uprawiania sportu?".

[178]

Dobrze, że red. K. Sotowski takie pytania stawia, gdyż inni dziennikarze sportowi zdają się podobnych kwestii unikać. Ale zarazem smutne to, że sprawozdawcy sportowi nie potrafią zrozumieć rzeczy zdawałoby się tak prostej i oczywistej, jak niechęć młodych ludzi do profesjonalnego uprawiania sportu.

A sprawa jest naprawdę prosta i oczywista. Zastanówcie się, panowie redaktorzy, przez chwilkę i pomyślcie, czy chcielibyście aby wasze dzieci wybrały sobie kariery sportowców zawodowych? Czy chcielibyście oglądać swe potomstwo o zdeformowanym w wyniku nadmiernego obciążenia treningowego układzie kostnym i mięśniowym? Czy bylibyście zachwyceni przedwczesną starością i przedwczesnymi zgonami waszych zawodowych mistrzów i rekordzistów? A przecież takie są fakty. Konsekwencją nadmiernej eksploatacji organizmu zawodowego sportowca jest przedwczesna starość, przeróżne schorzenia i dolegliwości, a nierzadko i inwalidztwo w młodym wieku. Czy tego pragnęlibyście dla waszych dzieci? Sądzę, że raczej nie! Więc dlaczego namawiacie innych do obierania drogi życiowej w zawodzie sportowca-profesjonalisty?

Każdy normalny człowiek posiada zdrowy instynkt samozachowawczy, który nakazuje mu dbać o własne zdrowie i unikać zagrożeń. Dlatego ja cieszę się z faktu, że polska młodzież nie chce uprawiać sportu zawodowo. Jest to bowiem przejaw jej zdrowia psychicznego, a może i czegoś więcej: dostrzegania niemoralnych aspektów zawodowstwa sportowego. Wszystko to bardzo dobrze świadczy o polskiej młodzieży.

Nie jest prawdą stwierdzenie p. K. Sotowskiego, że nikt spośród polskiej współczesnej młodzieży nie próbuje wybić się w sporcie ponad przeciętność. Tak się składa, że mam bezpośredni kontakt z młodzieżą uprawiającą sport w klubach - obserwuję więc, z jaką pasją młodzi ludzie rywalizują ze sobą, walczą z czasem, z wysokością. Ale nie chcą - i to dobrze - stawać się współczesnymi gladiatorami, do czego poniektórzy działacze sportowi usilnie ich namawiają. Wykazują więc młodzi Polacy o wiele więcej zdrowego rozsądku niż znaczna część działaczy i dziennikarzy sportowych! Młodzież wybiera instynktownie to, co zdrowe i dobre: sport amatorski, sport uprawiany dla zdrowia i relaksu w dawkach nie powodujących deformacji ciała, a przeciwnie - utrzymujących jego harmonię i sprawność. I trzeba jej stwarzać warunki do uprawiania takiego właśnie amatorskiego sportu, bo w sporcie chodzi o utrzymywanie sprawności fizycznej i zdrowia psychicznego, a nie o rekordy i medale. Takie winno być zadanie sportu!

Ubolewać trzeba zatem z powodu braku zrozumienia tych podstawowych prawd wśród decydentów, działaczy i dziennikarzy sportowych, a nawet wśród części trenerów, a nie z powodu braku chętnych do robienia zawodowej kariery w sporcie. Ci pierwsi chcą wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi młodzieży budować sport zawodowy tylko dlatego, aby móc się wykazać medalami i zapisami na listach światowych rekordów. A wszystko to ze szkodą dla zdrowia szerokich rzesz polskiej młodzieży pragnącej uprawiać sport w sposób amatorski.

Absurdalna, niezdrowa i niechrześcijańska mania bicia rekordów i zdobywania medali za wszelką cenę (między innymi kosztem rujnowania zdrowia młodych sportowców) opanowała światek sportowy także i w Polsce. A szkoda - bo o wiele bardziej jest nam dzisiaj w Polsce potrzebna masowa kultura fizyczna i powszechne uprawianie sportu amatorskiego niźli owe rekordy i medale.

Sądzę jednak, że prędzej czy później (lepiej żeby wcześniej!) zrozumieją to także decydenci oraz działacze i sprawozdawcy sportowi. Życie - także sportowe - nie może bowiem zbyt długo toczyć się po manowcach i fałszywych ścieżkach.