Coraz częściej dzwonią do naszych domów, pukają do naszych drzwi obcy ludzie, zazwyczaj po dwóch czy dwoje, z walizeczką i Biblią w ręku, a gdy im drzwi otworzymy, mówią: "Przepraszamy, chcielibyśmy porozmawiać z panem (panią) o zbawieniu" lub: "Czy ma pan (pani) czas, by poczytać z nami jedną stronę Ewangelii?"
Są to członkowie sekty Świadków Jehowy, "domokrążcy religijni - jak ich określa miesięcznik włoski «Mondo e Missione» (nr 4/88) - ...już patentowani, ku utrapieniu ludzi, «nudziarze publiczni» w każdym dniu tygodnia". Chełpią się, że niosą prawdę, że jedynie oni znają Pismo Św[ięte], te tylko ten, kto do nich przystąpi, osiągnie zbawienie. Wyjaśniają, że są od Jehowy, że pierwszym świadkiem był biblijny Abel. Tymczasem o świadkach Jehowy nie słyszały jeszcze nasze prababcie i babcie. Faktycznie sekta ta powstała dopiero pod koniec XIX wieku, a swą nazwę obecną przyjęła w roku 1931.
Założycielem sekty jest zwykły człowiek Karol Taze Russell (†1916). Urodził się w 1852 r. w Pittsburgu w rodzinie protestanckiej prezbiteriańskiej. Mając 16 lat zapisał się na członka Kongregacjonalistów, w rok potem przeszedł do YMCA, a następnie po okresie porzucenia wszelkiej praktyki religijnej stał się adwentystą. Około roku 1880 założył własny ruch pod nazwą: Strażnica Biblijna i Związkowa Społeczność, przyjmując tytuł pastora, choć miał tylko wykształcenie elementarne, a członkom dając nazwę Badaczy Pisma Św[iętego]. Z zawodu był kupcem, a teraz przewodniczył też swemu ruchowi, prowadził wydawnictwo i sam pisał książki, m.in. 6-tomowe Studia nad Pismem Św[iętym], które nie mają nic wspólnego z naukowością. Głośne stały się różne [118]skandale w życiu Russella, m.in. w 1909 r. rozwód z żoną, która oskarżyła go o niewierność, a w 1911 r. sprawa o oszustwo w handlu "złotą pszenicą". Wspomina o tym również Enciclopedia Americana (tom 26, str. 788 w wydaniu z 1976 r.).
Russell głosił bliski sąd ostateczny, tzw. Armagedon, walkę między Jehową a Szatanem, w której wszyscy mieli zginąć, a ocaleć tylko Badacze Pisma Św[iętego], aby przez tysiąc lat cieszyć się rajem - Królestwem Bożym na ziemi, a najlepsi z nich - 144 tysiące - mieli zamienić się w istoty duchowe i panować z Chrystusem w niebie. Ustalił nawet datę tego wydarzenia na rok 1914, potem 1918. Jego następca, "sędzia" Józef Franklin Rutherford (†1942), który bronił go w procesach sądowych, obiecywał, że "miliony tych, którzy żyją teraz, nigdy nie umrą", i zapowiedział Armagedon na rok 1925, a nawet wybudował w San Diego w Kalifornii pałac dla patriarchów i proroków, którzy mieli zmartwychwstać. Trzeci z kolei przywódca Świadków Jehowy, Natan H.Knorr (†1977), wyznaczył datę Sądu Ostatecznego na rok 1975. W ten sposób sekta zwodziła i zwodzi ludzi, nie zważając na słowa Pana Jezusa: "Lecz o dniu owym lub godzinie (Sądu Ostatecznego) nikt nie wie..., tylko Ojciec" (Mk 13,22).
Świadkowie Jehowy uważają się za "stowarzyszenie chrześcijan" (Knorr w Enciclopedia Americana). Trudno jednak przyznać im tę nazwę, gdyż zaprzeczają głównym dogmatom chrześcijańskim, jakie przyjmują wszystkie wyznania i główne wspólnoty chrześcijańskie. Sekta nie uznaje, że Chrystus jest prawdziwym Bogiem, który stał się człowiekiem, i że zmartwychwstał we własnym ciele (według niej był przed narodzeniem i jest po śmierci archaniołem Michałem), odrzuca dogmat Trójcy Przenajświętszej, nie uważa Chrztu za sakrament udzielający łaski, nie uznaje w człowieku duszy nieśmiertelnej, nie czci krzyża, głównego godła chrześcijańskiego. W sekcie odrzuca się zewnętrzne formy kultu i obchodzi się tylko jedno święto: Pamiątkę Ostatniej Wieczerzy - 14 Nisan, razem z Paschą żydowską. W związku z tym wszystkim kard. Karol M. Martini, arcybiskup Mediolanu, w 1986 r. przestrzegł wiernych, że "przystąpienie do ruchu jehowickiego jest apostazją od wiary chrześcijańskiej, a nie tylko katolickiej".
Świadkowie Jehowy propagują na potęgę Pismo Św[ięte] (choć jeszcze gorliwiej broszury sekty) i głoszą, że "opierają swoje wierzenia tylko na Biblii" (Knorr). Tymczasem dowolnie dobierają i odczytują teksty biblijne, nie licząc się z kontekstem, z warunkami i formą, w jakich księgi święte zostały napisane, byle tylko "udowodnić" tezy swego ruchu, regularnie formułowane i dopasowywane przez centralę. Co więcej, w ich wydaniach Biblii widzimy celowe zmiany. Oto dla przykładu niektóre z tych sfałszowań. Św. Jan na początku swej Ewangelii pisze, że "Słowo było Bogiem" (J 1,1), a jehowici drukują: "Słowo było bogiem" (tzn. według ich rozumienia aniołem). Na Ostatniej Wieczerzy Chrystus ustanawiając Eucharystię powiedział: "Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje" (Mt 26,26), a w Biblii jehowickiej czytamy: "...to oznacza ciało moje". Św. Paweł uczy, że "w Nim (w Chrystusie) zostało wszystko stworzone" i że "wszystko w Nim ma swoje istnienie" (Kol 1,16-17), a w Biblii sekty jest napisane "wszystko inne". Doprawdy, chciałoby się powiedzieć, że Świadkowie Jehowy, to nie "badacze Pisma Św[iętego]", ale "krętacze".
Członkowie sekty uważają, że dopiero oni przywrócili należyty kult Boga nazywając Go Jehową. I tutaj poprawiają Biblię, bo np. w ich tłumaczeniu New World Translation użyty w oryginale greckim Nowego Testamentu 236 razy termin "Kyrios" (Pan), którym autorzy natchnieni oznaczają Boga, został zastąpiony terminem: Jehowa z wyjątkiem tekstu Flp 2,11, gdzie św. Paweł odnosi to słowo do Chrystusa: "Jezus Chrystus jest Panem". Bóg objawił Mojżeszowi, że jest JHWH (Wj 3,15), to znaczy: Ja jestem. Tak jest napisane w tekście hebrajskim, który nie używał samogłosek. Przez szacunek dla tego imienia Żydzi najczęściej go nie wymawiali, lecz zastępowali je słowem "Adonai" (Pan), nawet w tłumaczeniu greckim Biblii Septuaginta. Gdy w średniowieczu w hebrajskim tekście biblijnym pojawiły się samogłoski, pod święte słowo JHWH dano samogłoski również ze słowa "Adonai" (a, o, a), z czego powstała mieszana błędna forma "Jahowa" lub "Jehowa". Dopiero na początku XX w. przywrócono wymowę: "Jahwe". Pan Jezus nigdy nie poprawiał, gdy jego współcześni nazywali Boga "Pan" czy "Bóg", i sam posługiwał się tymi nazwami (por. Mt 27, 45: "Eli, Eli", Boże mój, Boże mój) lub nazywał Boga Ojcem. Posługiwał się najczęściej językiem aramejskim, a nie hebrajskim, i wcale nie zakazał, by każdy czcił Boga w swoim języku. Wyraz polski "Bóg" zdaje się wskazywać na bogactwo Boga i chyba bliski jest znaczeniu słowa "Jahwe": pełnia istnienia, życia. Zresztą Apostołowie uznając Jezusa Chrystusa za Boga, uczyli, że tylko w Jezusie jest nasze zbawienie, że "nie dano pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni" (Dz 4,12).
Świadkowie Jehowy chełpią się, że nie piją i nie palą, i tym również starają się przyciągać do swojej sekty. Ale przecież Kościół wciąż pracuje, [119]by jego wyznawcy żyli według Przykazań Bożych i nauki ewangelicznej, i miliony katolików zabiega rzetelnie o świętość. To, co jednak razi i niepokoi w sekcie jehowickiej, to ciągłe nastawianie członków przeciw wszelkim instytucjom ludzkim, nawet religijnym, w tym chrześcijańskim, które uważa się za dzieło Szatana ("religia jest przeciw Bogu", głosił Rutherford). Dlatego członkowie nie głosują, nie chcą służyć w wojsku, nawet nie włączają się w organizacje charytatywne. Kiedy w czasie I wojny światowej Stany Zjednoczone przystąpiły do wojny przeciw Niemcom i zarządziły powszechny pobór do wojska, Rutheford otwarcie głosił, że służba wojskowa jest niezgodna z sumieniem i dlatego nie wolno pod żadnym warunkiem do niej się zaciągać, za co został skazany na 20 lat więzienia (gdy wojna się skończyła, został zwolniony). Podczas II wojny światowej sekta została zakazana w wielu krajach, nawet w Australii i Nowej Zelandii. Gdyby w jakimś kraju świadkowie Jehowy zyskali większość, los tego kraju jest przypieczętowany: jest on zdany na łaskę i niełaskę ościennych wrogów.
Siłą sekty Świadków Jehowy jest obok fanatycznej gorliwości jej członków silna organizacja, połączona z dyscypliną niemal wojskową, oraz wykorzystywanie do propagandy nowoczesnych środków przekazu. Główna centrala znajduje się w Brooklynie, dzielnicy Nowego Jorku (USA). Tu wydaje się w milionowych nakładach Biblię, książki, broszury i czasopisma, zwłaszcza "Strażnicę" i "Przebudźcie się!". Sekta zorganizowana jest teokratycznie. Grupy podstawowe to "zbory". 20 zborów tworzy okręg, okręgi dzielą się na dystrykty, a te na strefy. Każdy członek musi brać udział trzy razy w tygodniu na zebraniach (w tzw. "salach królestwa"), by przygotować się do akcji w terenie (metodą pytań i odpowiedzi). Pionier regularny ma poświęcać na propagandę po domach 90 godzin miesięcznie, a pionier specjalny - 150 godzin, przy czym ma zdawać szczegółowe sprawozdania. Obowiązuje system ustawicznej kontroli. Od czasu do czasu urządza się zjazdy pokazowe.
Św. Maksymilian Kolbe przestrzegał wiernych przed sektami. W roku 1923 pisał w "Rycerzu": "Badacze Pisma Św[iętego] i inni sekciarze grubymi dolarami jednają sobie wyznawców". Rok wcześniej mówił, że sekty "nie ograniczają się do głoszenia fałszu słowem, ale też, i to bardzo obficie, zasypują nasze miasta i wioski najróżnorodniejszymi drukami... Różne «Strażnice», «Zwiastuny Ewangeliczne»... przechodzą z rąk do rąk i zatruwają serca wiernych". I zaraz dodał: "Cała ta robota jednak to tylko wstęp". Za nią idzie główny nieprzyjaciel Kościoła, mianowicie masoneria, która wykorzystuje sekty do walki "z supremacją Kościoła rzymskiego" (cytuje tu «Wolną Myśl»).
Jak zareagujemy wobec akcji Świadków Jehowy? "Bez złości i nienawiści, ale niemniej stanowczo i mocno! Nie będziemy wpuszczali sekciarzy do mieszkań, nie będziemy wszczynali dyskusji, bo ona i tak zwykle nie daje żadnego rezultatu. Fanatycznego sekciarza nikt nie przekona, dlatego trzeba go odsunąć, przypominając mu, że odgrywa rolę fałszywego proroka, który przychodzi w owczej skórze, a wewnątrz jest wilkiem drapieżnym (Mt 7,15)". Tak uczy bp Herbert Bednorz z Katowic zachęcając jednocześnie katolików, by pogłębiali znajomość Pisma Św[iętego], a wtedy przekonają się, "jak słabe, nieudolne i wykrętne jest sekciarskie tłumaczenie". A za każdego świadka Jehowy, którego spotkamy, zmówmy Zdrowaś Maryjo i akt strzelisty MI.
