Polskiego ducha nie gaście

Gdybym się urodził na zachód od Polski, zdradziłbym może moje chrześcijaństwo (chyba protestanckie) na rzecz hitleryzmu. Gdybym się urodził na wschód od Polski, upodliłbym może moją wiarę (chyba prawosławną) na rzecz bolszewizmu. Z łaski Boga urodziłem się na świętej ziemi polskiej, nad którą stało już w zenicie niczym nie zachmurzone Słońce naszego ducha, Jezus Chrystus, podany mi przez ręce Maryi, strojnej w częstochowskie sukienki i korony. Do kolebki świeciło mi przesiane przez liście gruszy słońce, a w nocy blask lampki przed obrazem Częstochowskiej. W szeleszczącej polskiej mowie nawiedzały mnie pieszczotliwe imiona Ojca i Syna, i Ducha Świętego, budziły Godzinki, imię Jezusa Chrystusa zwiastowało wchodzących gości. Gdy zacząłem się wsłuchiwać w rozmowy starszych, doszła mnie przez nie świadomość bolesnej teraźniejszości polskich losów, w szkole zaś ich takaż sama przeszłość. Cudowny stop, gorący stop uczuć wiary i narodowej wspólnoty formował we mnie Polaka - katolika, tworzył trudne szczęście bycia nim i zatroskaną wizję o wierność temu ideałowi dla wciąż męczącej się Ojczyzny.

Nie odmawiam nikomu prawa do polskości tylko dlatego, że mu się ona zespoliła z innym niż katolicyzm wyznaniem. Jestem pełen szacunku dla każdego po polsku bijącego serca. Nie przestanę jednak Bogu dziękować za to, [253]że kruche losy mej ziemi znalazły fundament w tej samej skale, na której Jezus osadził swój Kościół. To nie fanatyzm cieszyć się, że imię Polaka do tej skały przylgnęło i że z nią jest związana nasza tożsamość, że ta skała tworzy naszą niezwyciężoną redutę i ciągłą nadzieję przebicia się przez zwały trudności. To nie samochwalstwo czy beztroska euforia, to wielki obowiązek.

Polska rodziła się jako naród i podmiot polityczny dziejów w organicznym związku z Kościołem, przetrwała też w oparciu o ten Kościół, który ma świadomość bycia najczystszą formą chrześcijaństwa, a więc najbezpieczniejszą formą bycia narodu. Do tego samego wniosku doszły drogą przemyśleń wielkie umysły naszego narodu, jak choćby wybitny filolog Tadeusz Zieliński, który w liście do H. Żakowskiej pisał: "Cieszę się, że moje dzieło Ciebie interesuje, jego wynik mogę zreasumować w następujących trzech tezach: 1/ religia jest najwyższym objawem ducha człowieczego, 2/ chrześcijaństwo jest szczytem dążeń religijnych ludzkości, 3/ wyznanie rzymsko-katolickie jest jedynym prawdziwym chrześcijaństwem. Do wyniku tego, uważaj - wyniku, a nie założenia dochodzę badając dzieje ludzkości od czasów antycznych, tzn. pogańskich, przez chrześcijaństwo pierwotne aż do papieża Grzegorza Wielkiego".

Nie chodzi o wyprowadzanie wiary z polskości, ale wspaniałej polskości z wiary katolicyzmu, skoro ten stop zdał przez tysiąc lat egzamin na piątkę. Taka jest też tożsamość prawie całości narodu i nie wolno jej rozmywać na rzecz inaczej wierzących czy niewierzących lub chować wstydliwie w prywatne życie, jak nas do tego namawiają ci drudzy. Stop polskości i katolicyzmu to "historyczny konkordat Kościoła Katolickiego z narodem polskim" (list Episkopatu z roku 1949). To nie jest hasło, to jest fakt wypracowany przez wieki, który nas broni przed zwyrodnieniami - z prawa i z lewa - a zawiera w sobie taki potencjał miłości, że starczy jej zawsze i dla ludzi o odmiennych religijnych poglądach. Właśnie zamach na rozbicie tego stopu stwarza bardzo tragiczne "okresy błędów i wypaczeń", bo dławi tego wypróbowanego ducha, który jest pierwszą potrzebą naszych trudnych dziejów.

Przysłużyć się dziś najlepiej krajowi to nade wszystko samemu wrastać mocno w opokę Kościoła - aż po znamiona świętości i takiego ducha rozpalać wokół siebie. "Nieujarzmiona dusza polska, w której jest więcej wichru niż opoki" (A. Godziemba), oraz wystawiona szczególnie na działanie wichrów dziejowych ziemia polska muszą chłonąć w siebie jak najwięcej nieprzemijalności i solidarności, nieskazitelności i prężności Piotrowej Opoki, by los nasz uczynić normalnym i spokojnym, a ducha niezłomnym i wzniosłym. Szanse na taką dolę złożone są w sercu każdego Polaka, któremu już Mickiewicz wskazywał ducha pawdziwej polskości:

"Ten z nas owocnie dla kraju pracuje,
Kto - służąc jemu - własną zbawia duszę,
Kto się podnosi, ten Polskę ratuje,
A kto się zniża, mnoży jej katusze".

Osobiście można się zbawić wszędzie, nawet tam, gdzie błędnie, ale z przekonaniem ulokowało się swoją wiarę i dopasowało do niej swoje piękne życie. Gorzej jest na takim podłożu zbawić naród, bo nieznaczne w prywatnym życiu pomyłki w skali narodu urastają do dziejowych zagrożeń (np. cezaropapizm). Zdrowy duch narodu musi być wolny od światopoglądowych pomyłek. A zdrowy duch od czasu Męki i Zmartwychwstania Jezusa może być tylko jeden - ten ochrzczony, pielęgnowany i zabezpieczony mocą Skały Piotrowej. Takim jest w swej masie duch naszego narodu, musimy więc wciąż mobilizować wszystkie siły, by go obronić przed rozkładowymi atakami niewiary i laicyzmu, rozwiązłości i brutalnego egoizmu.

"Wielki naród... musi nosić wysoko sztandar swej wiary. Musi go nosić tym wyżej w chwilach, w których władze jego państwa nie noszą go dość wysoko, i musi go dzierżyć tym mocniej, im wyraźniejsze są dążności do wytrącenia mu go z ręki" (Roman Dmowski). Pisane przed laty słowa są dziś zdwojonym nakazem chwili, są wspólnym apelem racji stanu i zbawczej misji Kościoła: Ducha polskiego nie gaście!