Podziękowania

Warszawa, 7 październi[k]a 1987

Urodziłam się jako pierwsze dziecko, i to nie chciane. Dzieciństwo przetrwałam dzięki opiece babci i prababci. Gdy przebywałam w ich domach, rozczytywałam się w "Rycerzu". W domu rodziców byłam źle traktowana. Często bita, wykonywałam najgorsze prace za przysłowiową kromkę chleba. W 17 roku życia, gdy miałam zaledwie małą maturę, wyszłam za mąż, bo uważałam, że przynajmniej nie będę bita i głodzona przez rodziców. Gdy odchodziłam z mężem od ołtarza, podeszła do nas 93-letnia ciocia mojej pani profesor od historii i wręczyła mi ryngraf z wizerunkiem Najświętszej Matki Bożej z Jezusem na ręku z napisem Pod Twoją obronę mówiąc: "Polecam cię, dziecko, tej Najświętszej Matce na całe życie".

Byłam młoda, mało na te słowa zważałam, ale ryngraf powiesiłam nas swoim łóżkiem. Wbrew nadziejom małżeństwo nasze nie ułożyło się dobrze. Mąż, nie powiadomiwszy mnie o tym, zwolnił się z pracy w dniu ślubu. W domu powstało piekło. W takiej sytuacji musiałam usiąść przy maszynie, by szyć czapki do sklepu, a równocześnie niańczyć swojego 4-letniego brata i 2-letnią siostrzyczkę. Po roku małżeństwa doszła do tego moja córeczka, po drugim synek, a później jeszcze dwóch synków bliźniaków.

Kiedy miałam 20 lat i czworo dzieci, mąż opuścił mnie, po prostu odszedł od nas. Nikt z rodziny nie chciał mnie wtedy znać. Wtedy zrozumiałam, że naprawdę jestem sama i pozostała mi tylko Matka Boska. Gdy jedna osoba z rodziny powiedziała mi: "Czy któreś z twoich dzieci nie mogłoby umrzeć?", przytuliłam wszystkie dzieci do siebie i głośno zawołałam: "Matko Najświętsza, nie dopuść do tego!". Wstąpiła wtedy we mnie jakaś otucha. Zapisałam czworo dzieci do żłóbka, a sama poszłam na państwową posadę.

Podczas mojej nieobecności, gdy byłam w pracy, mąż zabrał wszystkie meble z mieszkania. Pojechałam za mamą tracąc puste mieszkanie. W mieście, gdzie mieszkała moja rodzina, wynajęłam mieszkanie, ale po 6 miesiącach musiałam stamtąd wyjechać, bo przynosiłam wstyd rodzinie: taka młoda, tyle dzieci, a nie ma męża.

Wyjechałam do Warszawy. Jakimś cudem dostałam mieszkanie w akademiku dla siebie i dzieci, a także łóżka, koce i poduszki. Dzieci poszły do przedszkola, a później do szkoły, a ja rozpoczęłam swoją edukację, pracując równocześnie. Po kilku latach dostałam mieszkanie i pożyczkę. Tak żyliśmy aż do ukończenia szkół przez dzieci i mojej edukacji. Po maturach dzieci założyły rodziny, mają już swoje mieszkania.

Z perspektywy czasu widzę, że moje życie było jednym pasmem wytężonej pracy, ale nie mogę powiedzieć, że i modlitwy. Chodziłam z dziećmi do kościoła i prosiłam je, aby się modliły, a ja sama, zgorzekniała [zgorzkniała], stałam jak słup soli i wzdychałam: "Matko Najświętsza, Ty wszystko widzisz, ratuj w każdej godzinie". Nie mogłam się skupić, by odmówić jedno Zdrowaś, brakowało mi na to sił...

Prócz szczęścia małżeńskiego zdobyłam wszystko, czego człowiek pragnie: zdrowe dzieci, karierę zawodową, choć nie byłam zrzeszona, ale to wszystko było dziełem Matki Bożej; można to było osiągnąć tylko dzięki Jej opiece i nieskończonej dobroci.

Gdy wstaję rano, pierwsze spojrzenie kieruję na wizerunek Matki Najświętszej na ryngrafie, który pomimo różnych losów i przeprowadzek, gdy nie miałam co wziąć do ręki, zabierałam zawsze ze sobą.

Teraz dopiero zrozumiałam, co znaczyły życzenia tej starszej pani przy moim ślubie, jakiej potężnej mocy zostałam wtedy powierzona pod opiekę. Maryja nikogo nie zawodzi.

Dziś, już rencistka, mimo nieuleczalnej choroby mam jeszcze tyle sił, że radzę sobie sama, a nawet pomagam dzieciom. Każdą chwilę zawierzam Matce Najświętszej i polecam Jej opiece dzieci i wnuki.

Dzięki Bogu za dar wiary, dzięki Matce Bożej za opiekę. Mam tylko niepokój, czy wystarczy, choćby z głębi złożone, publiczne podziękowanie za tyle łask. Czy można zawsze brać, tak mało za to dając? Lecz cóż mogę więcej uczynić, ja - marny pył?

Z. J.

Biłgoraj, 25 kwietnia 1988

Znalazłam się w bardzo przykrej sytuacji, bo mąż odszedł do innej, a córka popadła w złe towarzystwo (alkoholików i narkomanów). Byłam bliska rozpaczy, bo nikogo z rodziny nie obchodziły nasze sprawy. Wtedy mama: która zamieszkała u nas, przyniosła od sąsiadki kilka numerów "Rycerza". Po ich przeczytaniu wstąpiła we mnie nadzieja. Pomyślałam sobie: Nie jestem sama, jest Bóg i Jego Matka nad nami. Zwróciłam się do Niepokalanej o ratunek dla córki. Zamawiałam Msze św., pielgrzymowałam do Niepokalanowa i do Lichenia, a pieszo do Częstochowy, pokutowałam, modliłam się, błagałam Niepokalaną i św. O. Maksymiliana, opiekuna rodzin.

I zostałam wysłuchana. Córka nie dała się wcią[63]gnąć w bagno, porzuciła złe towarzystwo, poszła do spowiedzi, ostatnio wyszła za mąż za wierzącego chłopaka. Wesele odbyło się bez kropli alkoholu. Żyją w zgodzie i miłości chrześcijańskiej.

Dziękujemy za otrzymane łaski i mamy nadzieję, że doznamy pomocy Niepokalanej i św. Maksymiliana w naszych obecnych potrzebach.

Marianna Litwin

Skawina, 4 maja 1988

Niepokalanej oraz św. Maksymilianowi składam najgorętsze podziękowanie za nieoczekiwane i szybkie połączenie się rozbitego małżeństwa.

Irena Kucińska

Warszawa, 20 czerwca 1988

W 1987 r. syn mój wziął ślub cywilny z dziewczyną niewierzącą, nawet nie ochrzczoną. Dziewczyna była tak negatywnie nastawiona do Kościoła, że nawet nie chciała przekroczyć progu świątyni, żeby ją zwiedzić jako zabytek sztuki.

Modliłam się do Najświętszej Panienki i do św. Maksymil[i]ana Kolbego w ich intencji oraz zamawiałam za nich Msze św. Niedawno gościliśmy w domu kopię cudownego obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Postanowiłam czuwać i modlić się w nocy, dopóki mnie sen nie zmoże. Kiedy zostałam już sama, zaczęłam płakać i błagać tę najlepszą z Matek, aby moje dziecko nie żyło w grzechu, a synowa uwierzyła, że jest Bóg. Po paru godzinach, kiedy już słów mi zabrakło, tylko płakałam i patrzyłam na oblicze Matki Przenajświętszej w blasku migających świec, spłynął na mnie pokój i pewność, że zostanę wysłuchana.

Trzy miesiące później odbył się ślub kościelny mojego syna i jednocześnie chrzest mojego wnuczka. I chociaż nie dane nam było uczestniczyć w tych tak ważnych wydarzeniach i cieszyć się wspólnie z synem, dzięki Ci, Boże, za ten ślub i chrzest dziecka.

Nadal proszę Niepokalaną o odwagę i siły, żebym chociaż jeszcze raz w życiu mogła iść z pielgrzymką do Częstochowy (mam chore nogi) w intencji synowej, a wtedy na pewno ona się zmieni, a dziecko będzie wychowywane w duchu miłości do Bogu i ludzi.

H. P.

Jadowniki Mokre, 9 lipca 1988

Pragnę gorąco podziękować Najśw. Pannie Maryi za łaskę uleczenia syna, który uległ wypadkowi i mimo ciężkich, grożących śmiercią obrażeń, powrócił do zdrowia.

Syn jechał na motorze do sąsiedniej wioski. W niewyjaśnionych okolicznościach nastąpił wypadek. Znaleziono go nieprzytomnego obok rozbitego motoru. Ze szpitala w Dąbrowie Tarnowskiej przewieziono go do Krakowa. Wysiłki lekarzy nie przynosiły wyników, przytomność nie powracała, gasła coraz bardziej nadzieja uratowania. Gdy po tygodniu przyjechałam do szpitala, lekarz powiedział mi, bym pożegnała syna, który nie odzyskał przytomności, a do tego dostał zapalenia płuc; życie jego liczono na godziny.

Zrozpaczona, pojechałam na grób Siostry Faustyny Kowalskiej, by za jej przyczyną prosić Pana Jezusa Miłosiernego o ratunek. Od siostry zakonnej otrzymałam medalik Matki Bożej Niepokalanej i obrazek z relikwiami S. B. Siostry Faustyny. Wróciwszy do szpitala zawiesiłam synowi medalik na szyi. Przewidywana śmierć nie nastąpiła. Lekarz jednak twierdził, że nawet, gdyby syn z tego wyszedł, będzie kaleką, mowy nie odzyska. Zwróciłam się wtedy z gorącą prośbą do Matki Najświętszej i obiecałam, że jeśli syn odzyska mowę, ogłoszę w "Rycerzu" podziękowanie za tę łaskę. Upłynęło od tej chwili dwa tygodnie czekania i modlitwy. W czasie kolejnych odwiedzin syn, po pięciu tygodniach, odzyskał przytomność, poznał mnie i wypowiedział pierwsze słowo: "mamo". Powoli odzyskał pełną sprawność umysłową, mowę, władzę w rękach i nogach.

W bieżącym roku wybieram się z nim na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy, by podziękować Matce Najświętszej za odzyskanie zdrowia i prosić o dalszą opiekę.

Natalia Mądrzyk

I., 9 sierpnia 1988

Gdy oznajmiłam mężowi, że jestem matką szóstego dziecka, kazał mi je usunąć tłumacząc, że są ciężkie czasy powojenne. "Jak to - rzekłam - zabić własne dziecko? Nigdy tego nie zrobię. Urodzę. Będzie ochrzczone, a wtedy, gdy będziesz śmiał, weźmiesz siekierę i zamordujesz; będzie mniejszy grzech".

Był wściekły. Pluł mi w oczy, wyzywał od najgorszych przez cały czas oczekiwania na poród. Zawierzyłam wszystko Niepokalanej. Powiedziałam Jej: "Tobie, Matuchno, oddaję to dziecię". Gdy się zaczęły bóle porodowe, sama poszłam wśród ulewnej nocy przez las do izby porodowej, modląc się: "Matuchno, dopomóż; Aniele Stróżu, doprowadź". Obłocona, doszłam szczęśliwie. Wnet urodziłam piękną dziewczynkę.

Gdy ukończyła szkołę średnią, po powrocie do domu poprosiła mnie: "Mamusiu, pozwól mi iść do klasztoru!". Łzy szczęścia zalały mi oczy. Wiedziałam, że to sprawa Maryi. Niech Jej za to będą dzięki! Córka złożyła już śluby wieczyste.

S. Ł.

[64]

BOGU W TRÓJCY ŚWIĘTEJ JEDYNEMU PRZEZ POŚREDNICTWO NIEPOKALANEJ I ŚW. MAKSYMILIANA DZIĘKUJĄ: za powrót do zdrowia i szczęśliwą operację - 1850 osób; za nawrócenie - 2364 osoby; za odzyskanie wiary - 250 osób; za powstanie z nałogów - 930 osób; za pojednanie rodzinne i sąsiedzkie - 345 osób; za szczęśliwe rozwiązanie - 284 osoby; za pomoc w nauce i zdanie egzaminów - 830 osób; za dobrą pracę - 84 osoby; za przydział mieszkania - 75 osób; za odnalezienie zguby - 66 osób; za opiekę Bożą i wysłuchanie innych próśb - 3458 osób.

POLECAJĄ NASZYM MODLITWOM SWE PROŚBY: o zdrowie - 6751 osób; o nawrócenie - 1846 osób; o odzyskanie wiary - 172 osoby; o powstanie z nałogów - 1824 osoby; o zgodę i miłość w rodzinie - 487 osób; o szczęśliwe rozwiązanie - 321 osób; o pomoc w nauce - 943 osoby; o dobrą pracę - 113 osób; o przydział mieszkania - 97 osób; o znalezienie zguby - 76 osób; o błogosławieństwo Boże i prośby w innych intencjach - 19 970 osób.


Intencja MI na luty

Abyśmy, wpatrzeni w Służebnicę Pańską, pod Jej matczyną opieką służyli wiernie Jezusowi Chrystusowi i Jego Kościołowi.

[s. 64]

Kalendarzyk MI na luty

2Święto Ofiarowania Pana Jezusa (Matki Bożej Gromnicznej)
8Popielec. Dziś śpieszymy do Kościoła na uroczystość pokutną posypania głów popiołem. Przez cały dzień zachowujemy post ścisły. Zaczynamy Wielki Post, okres pokuty, rozmyślania o Męce Pańskiej i przygotowania się (m.in. przez rekolekcje wielkopostne) do Wielkanocy. W piątki odprawiamy Drogę Krzyżową, a w niedzielę bierzemy udział w nabożeństwie Gorzkich Żali.
8-15Tydzień Modłów o Trzeźwość Narodu.
11Wspomnienie Najśw. Maryi Panny z Lourdes. Ponawiamy przyrzeczenie Niepokalanej, że zgodnie z Jej apelem lurdzkim będziemy pokutować i odmawiać Różaniec.

Niepokalana Królowa Afryki. Malował o. R. Marszałkowski [fot. 1].

[s. 64]

RYCERZ NIEPOKALANEJ
Nr 2 (392) 1989
Rok założenia 1922

[Spis treści]

Redaguje zespół - red. naczelny o. Jerzy Franciszek Domański. Adres redakcji i administracji: redakcja nie zwraca. Druk: Mała Poligrafia w Niepokalanowie, zam. 61/88-100.000/A-30. Za pozwoleniem Kurii Metropolitalnej Warszawskiej z dnia 10 I 1989 nr. 169/K/88. Indeks GP.II-441/799/83. Prenumerata - dobrowolna ofiara. ISSN 0208-8878 | Wydawnictwo Ojców Franciszkanów, Niepokalanów, 96-515 Teresin, konto PKO Sochaczew nr 75646-1775-136

[s. 64]

Grafika pod Kalendarzyk MI

[Fot. 1, s. 64] Niepokalana Królowa Afryki. Malował o. R. Marszałkowski.