Ojciec Święty i młodzież

Młody Rycerz Niepokalanej (7-8)

Wywiad bpa Józefa Michalika dla przedstawiciela Młodzieży Katolickiej

M.K.: Do młodzieży należeć będzie przyszłość Europy i świata. Nasz Papież wyraźnie w swojej pracy duszpasterskiej od początku pontyfikatu stawia na młodzież. Czy ksiądz Biskup mógłby podzielić się kilkoma wrażeniami z tego kontaktu Ojca Świętego z młodzieżą?

Bp Michalik: Ten kontakt można by rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Taki wizualny, na zdjęciach, w różnych sytuacjach. To, że Papież nie boi się młodzieży, nie boi się ich drastycznych pytań, kontaktów osobistych i z tego czerpie siły, niejako oddycha tym rytmem, to widać i w Polsce w czasie spotkań z młodzieżą. Jest ważną też rzeczą jego kontakt duchowy. On żyje problematyką młodzieży, rozumie ją, jest ciekawy jej życia, chce sobie koniecznie zabezpieczyć kanały informacji od niej idące. To jest nawiązanie tego dialogu wewnętrznego, w którym on ciągle trwa. Szereg przykładów można by mnożyć, chociażby jego liczne inicjatywy, jak zorganizowanie Międzynarodowego Centrum Młodzieżowego w Rzymie, prowadzonego przez samą młodzież, w ramach watykańskich instytucji. Młodzież je wywalczyła za wyraźnym poparciem Papieża. Trzeba było wyraźnej, osobistej, notabene kilkakrotnej interwencji Papieża, żeby mogli uzyskać to własne miejsce przy via Pfeiffer 26.

M.K.: Jedną z nowych papieskich inicjatyw jest Międzynarodowy Dzień Młodzieży, obchodzony każdego roku w Niedzielę Palmową. Pierwszy zorganizowano w 1984 roku. Czy może ksiądz Biskup powiedzieć o początkach tej inicjatywy?

Biskup Michalik: Inicjatorem był sam Ojciec Święty. Chciał się spotkać z młodzieżą w Roku Świętym i idea została przyjęta od razu z radością przez młodzież, zwłaszcza przy Centrum Św. Wawrzyńca w Rzymie. Młodzież była zachwycona, a Rada do Spraw Świeckich także, chociaż zdawała sobie sprawę z ogromu pracy. Był to rok ciężkiej pracy i przygotowań, żeby przyjąć tę młodzież. Wielu było przerażonych, co teraz będzie, na co to i po co to. Niektórzy, w imię troski o Kościół, twierdzili, że nastąpi kompromitacja Kościoła, bo nikomu od czasu wojny nie udało się zgromadzić dużej liczby młodzieży, która by mogła wypełnić Plac Św. Piotra. Natomiast Ojciec Święty nie zniechęcał się tymi głosami i słuchał, rozmawiał, wypytywał, był bezpośrednio poinformowany, i dzięki temu organizacyjne rzeczy szły coraz dalej. W efekcie sama młodzież z ruchów młodzieżowych zapełniła Plac Św. Piotra, który nie mógł już nawet wszystkich pomieścić. Trwało to trzy dni, a potem Niedziela Palmowa. Młodzież dopisała w nadzwyczajny sposób.

M.K.: To było w Roku Odkupienia?

Bp Michalik: Tak, to był Rok Odkupienia. Poszliśmy po idei podejmowania tematów najmniej popularnych, na przykład, żeby młodzieży dać okazję do przeżycia rekolekcji w postaci tradycyjnej, tam już prawie zapomnianej. Chcieliśmy przypomnieć stare zasady, na przykład problem nawrócenia, spowiedzi: Zachód przeżywa kryzys na tym punkcie. Na ten temat mówiła do młodzieży Matka Teresa i inni założyciele ruchów młodzieżowych. Wystarczy powiedzieć, że było ponad trzystu spowiedników w Bazylice Św. Pawła, którzy spowiadali przez parę godzin i nie zdążyli wyspowiadać młodzieży. (Fotografie z młodzieżą [216]stojącą w kolejkach do konfesjonałów obiegały wtedy magazyny!). To poruszyło opinię i nawet premier Craxi chciał koniecznie być razem na Placu, bo oto tyle młodzieży, a on szef rządu, wprawdzie socjalista, niewierzący, antyklerykał... miałby być nieobecny?! Młodzież wierząca, pochodząca z różnych krajów, dała wtedy wspaniałe świadectwo wiary Rzymowi i światu. Tak, to rzecz niebywała, jak młodzież słucha tego Papieża.

M.K.: Dlaczego ta młodzież przyjeżdża tak licznie do tego Papieża?

Bp Michalik: Oni reagują spontanicznie, mówią po prostu: my chcemy go słuchać. Papież jest klarowny, stawia wymagania, ale nie ukrywa, nie owija prawdy w bawełnę, mówi jasno. Widać, że on zna tę problematykę jak nikt inny. Oni się nie boją wymagań, oni nie boją się prawdy, oni się boją tych nijakich "półsłów". To ciekawe, przecież Kościół posługuje się najprostszymi środkami. Stolica Apostolska nie zdobyła się nawet na telewizyjne tłumaczenia równolegle w czasie nabożeństw. Jeżeli Papież mówi w sześciu językach nawet tylko po dziesięć minut, to ostatnia grupa musi czekać godzinę nic nie rozumiejąc. A oni w ciszy, skupieniu słuchają, jakby ciągle im było mało tego i czekają na to ich słowo, na jedno czy drugie. Ten dialog między Papieżem a młodzieżą jest czymś fascynującym. Kiedyś pamiętam taką scenę: wyjeżdża Ojciec Święty i widzi jakąś grupę, więc woła do siebie sekretarza i prosi o dodatkowy tekst, bo trzeba tę grupę pozdrowić. Ks. Dziwisz podchodzi do mnie i mówi: "Słuchaj, potrzebne jest pozdrowienie po ukraińsku i po litewsku, bo są dwie grupy z tym transparentem". Zadzwoniłem z Placu Św. Jana do Radia Watykańskiego i mówię: "Za pięć minut Ojciec Święty musi mieć pozdrowienie po ukraińsku i po litewsku, bo jest młodzież stamtąd"... Imponujące jest to wyczucie Papieża - on jest z nimi, a oni o tym wiedzą. Przecież takie grupy nie zawsze zapowiadały się, a tu nagle Papież je zauważa, bo chciały być zauważone. Każdy chce być zauważony. I to jest ten głęboki humanizm Papieża, zakorzeniony w chrześcijańskiej wizji, która ma taką wielką siłę ekspresji.

M.K.: Jest to fenomen, że nasz Papież "z dalekiego kraju", a tak mocno trafia - do tej zachodniej młodzieży. Jest pierwszym tak wielkim autorytetem Kościoła dla młodzieży przynajmniej od dwudziestu lat. Autorytetów na Zachodzie w tym czasie było wiele, ale autorytetem młodzieżowym Kościoła, po raz pierwszy na taką skalę, jest dopiero nasz Papież. Jest z tym związany inny fenomen: Krzyż Roku Świętego ofiarowany przez Papieża dla młodzieży. Czy może ksiądz Biskup coś powiedzieć o tym Krzyżu?

Bp Michalik: Historia tego Krzyża jest żenująco prosta. Ojciec Święty sam zdecydował, tak jak sam ogłosił Dzień Młodzieży, nawet nie konsultując się z nikim, widząc zapotrzebowanie na obecność młodych w Kościele. To było zaskoczenie, nawet dla nas wszystkich, nawet dla samej młodzieży, która była bardzo związana z nim w tej idei. On wiedział, że trzeba, więc ogłosił. Podobnie było z Krzyżem Roku Świętego. Skończył się Rok Święty, pozostał ten prosty Krzyż, który był w centralnej adoracji, który był symbolem Roku Świętego i potem powstał problem, co z tym Krzyżem zrobić. Ojciec Święty powierzył młodzieży z Centrum Św. Wawrzyńca ten symbol wiary, na dowód zaufania i wdzięczności za te przeżycia i spotkania wiary. Papież za najważniejsze uważał spotkania z młodzieżą. Na Wielkanoc, kiedy przemawia do Korpusu Dyplomatycznego, na dzień św. Piotra i Pawła, kiedy mówi do Kurii Rzymskiej, zawsze ten moment wspomina, że to były najważniejsze spotkania - te z młodzieżą. I oddał im ten Krzyż. Ciekawy fenomen, że ta młodzi[e]ż umie uszanować to uczucie, zaufanie. Oni z kolei zdecydowali, że ten Krzyż nie może tylko zostać w Centrum, trzeba z tego zrobić drogę apostolską, środek oddziaływania. Poszli z tym Krzyżem po całym świecie.

[217]

Krzyż stał się punktem odniesienia, adoracji, ożywienia problemów najtrudniejszych. Krzyż utożsamia właściwie to wzięcie się za bary z cierpieniem, które prowadzi do śmierci i zmartwychwstania. Oni jeżdżą z tym Krzyżem do dzisiaj, mają już spore doświadczenie apostolskie. Chcą w ten sposób pokazać, że nie zawodzą zaufania. Było dużo pomysłów, co zrobić z tym Krzyżem. Sama młodzież się zastanawiała, konsultowała z Ojcem Świętym. Ojciec Święty nie chciał im niczego narzucać, mówiąc: "Jak sami zrobicie, każda forma będzie dobra". To ciekawe zjawisko. Myślę, że to jest siła tej młodzieży, która nie ma lęku przed trudnymi problemami i wszystkie je podejmuje.

M.K.: Ale i geniusz Papieża, który wskazuje te problemy.

Bp Michalik: Tak, on też nie unika trudnych pytań. Młodzież mówi: my go przychodzimy słuchać, bo on nie unika trudnych problemów, on nam mówi jasno. Oni czują też, że on ich szanuje i lubi, a z kolei on widzi, że oni go szukają, chcą słuchać. I tak rozwija się ta wzajemna relacja. Papież dla młodzieży zawsze ma czas. Nawet w programach bardzo ścisłych, w czasie podróży, już się służby watykańskie przyzwyczaiły do spóźnień z powodu młodzieży. Nawet do Polski jak ostatnio przyjeżdżał, wszystkie programy musiały być wyliczone co do minuty, natomiast zawsze po młodzieżowych spotkaniach zostawiano jakiś czas, bo mówiono: "Tu nigdy nie wiadomo, Papież zawsze z tą młodzieżą...".