Obce cywilizacje

Zagrożenia duchowe

Jak słusznie twierdzi wybitny polski historiozof, zmarły w roku 1949 prof. Feliks Koneczny, nikt nie może być cywilizowany na dwa sposoby. Cywilizacja to metoda ustroju życia zbiorowego, metoda wypracowana przez pokolenia. Jest ona wytworem zbiorowej duszy danego ludu. Cywilizacje, w odróżnieniu od kultur, które Koneczny traktuje jako odmiany wewnątrz cywilizacji, rozróżnia się w sprawach najbardziej zasadniczych. Na przykład taka różnica jak monogamia czy poligamia ma charakter cywilizacyjny. Nie można równocześnie praktykować obu tych metod organizacji życia rodzinnego - to by było nielogiczne.

Inną różnicą o charakterze cywilizacyjnym to stosowanie lub niestosowanie etyki w polityce. Są cywilizacje, w których etyka nie krępuje polityki, u nas natomiast jest obowiązkiem zawsze, również w stosunkach międzynarodowych. A skąd pochodzi prawo pisane? U nas z etyki. Jest to nieudolna próba zapisania tego, co uważamy za najsprawiedliwsze urządzenie spraw międzyludzkich, za moralne. Ale są cywilizacje, w których prawo nie wywodzi się z oceny moralnej, tylko z oceny skuteczności rozwiązania. W innych jest wyłącznie zapisem woli władcy. Z kolei w cywilizacjach sakralnych jest zapisem prawdy uważanej za objawioną, czyli "zakonem". Są cywilizacje, co akceptują nierówność jako wyraz zróżnicowanej przedsiębiorczości jednostek. Inne w imię równości, tłamszą inicjatywę, preferując bierność, rozdając owoce pracy aktywniejszych tym mniej aktywnym.

Jak więc można by równocześnie akceptować kilka rozwiązań? Nikt nie może być cywilizowany na dwa sposoby!

Skoro cywilizacje dotyczą tak wielkich i ważnych spraw, to nie są możliwe syntezy między nimi. Nie można ich łączyć. Gdy w jednej sprawie sięgniemy po zasady z jednej cywilizacji, a w innej z innej, co najwyżej powstaną mechaniczne mieszanki - zupełnie niespójne. Te się szybko rozlecą. Kultury wewnątrz jednej cywilizacji mogą z pożytkiem na siebie oddziaływać, wzbogacać się wzajemnie. Cywilizacje nie.

Każdy uważa swoją cywilizację za najlepszą, chce więc innych "cywilizować", chce ich zdobyć dla tych wartości, które sam wyznaje. Wynika więc z natury różnic cywilizacyjnych, że cywilizacje (nie kultury) muszą się zwalczać. Oczywiście, nie chodzi tu o wojnę zbrojną, ale o wojnę idei. Zresztą bywa i tak, że lud pokonany zbrojnie zdobywa najeźdźcę dla swojej cywilizacji. Zawsze jednak, gdy się cywilizacje spotkają, muszą ze sobą walczyć.

Walka ta jest konieczna. Lud, który przestanie walczyć o swoją cywilizację, ulegnie innej. Jeżeli z walki się zrezygnuje, jeżeli wprowadzi się "równouprawnienie" dla różnych cywilizacji, to zawsze zwycięży ta niższa, mniej wymagająca. To tak, jak w klubie. Póki rządzą [252]nim założyciele, jest dobrze, aktywnie, twórczo. Gdy w imię równości dopuści się wszystkich, zacznie się robić coraz weselej, elementy twórcze będą się wycofywać, a udział hołoty rosnąć, aż wreszcie zdominują klub kryminaliści i wkroczyć będą musiały organy porządkowe. Tak się dzieje, gdy ustalony porządek stawia się na równi z innymi obyczajami, toleruje się tych, którzy tego porządku zaakceptować nie chcą. Przy równouprawnieniu niższość górą. Trzeba więc bronić uznawanego porządku rzeczy.

My Polacy w zasadzie należymy do cywilizacji łacińskiej, chrześcijańskiej, zachodniej, czy jak tam ją nazwać. Charakteryzuje się ona tym, że domaga się stosowania etyki w życiu zbiorowym, tej samej etyki chrześcijańskiej w życiu publicznym i prywatnym, w rodzinie, w pracy, w organizacjach, w polityce. Oparta jest na rodzinie monogamicznej, na dozgonnie nierozerwalnym małżeństwie. Uznaje odrębność prawa publicznego i prywatnego. Wywodzi prawo z etyki. Akceptuje zapracowaną nierówność i widzi w niej dźwignię postępu. Ceni czas i zagospodarowuje go. Łączy przeszłość i przyszłość w odpowiedzialności poprzez pokolenia. Kształtuje świadomość narodową i patriotyzm.

Stale ścieramy się jednak z innymi cywilizacjami, z turańską i bizantyńską, napierającymi na nas z zewnątrz, oraz z cywilizacją żydowską funkcjonującą wewnątrz. (Funkcjonuje też wewnątrz jeden ludek koczowniczy o swoistej cywilizacji, Cyganie, ale oni mało do nas przenikają, ich wpływ więc jest niegroźny). Mamy więc wszelkie powody, aby być czujni i bronić naszej cywilizacji przed obcymi wpływami.

Mało tego. Jak podkreśla Koneczny, winniśmy zdobywać innych dla naszej cywilizacji. Jako naród wyjątkowo świadomy swej cywilizacji i grożących jej niebezpieczeństw winniśmy nieść sztandar cywilizacji łacińskiej w dzisiejszym świecie - świecie, który domaga się syntezy między cywilizacjami (ONZ), domaga się polityki bez etyki i domaga się równości.

My powinniśmy nieść wysoko hasła: Nie ma syntez - bronimy swej odrębności. Chcemy etyki totalnej - również w polityce międzypaństwowej! Równać wzwyż - czyli akceptować nierówność jako dźwignię postępu duchowego, intelektualnego i materialnego.