Młody Rycerz Niepokalanej (9)
Zbliżamy się do progu trzeciego tysiąclecia chrześcijaństwa. Zmusza nas to do spojrzenia wstecz na minione dwa tysiące lat, stworzonej pod przemożnym wpływem Kościoła Katolickiego, cywilizacji łacińskiej. Spojrzenie to napełnić może zgrozą największego nawet optymistę. Mimo burzliwego rozwoju w sferze techniki nasza cywilizacja umiera, a wraz z nią wali się w gruzy tysiącletni dorobek naszej narodowej, polskiej kultury.
Fundamentem każdego ludzkiego zrzeszenia (a dotyczy to szczególnie zrzeszeń tak rozległych, jak narody i cywilizacje) są wartości moralne zawarte w sercach jego uczestników. Zrzeszenie zaczyna się tam, gdzie poszczególne osoby przekreślając swój egoizm postanawiają służyć dobru wspólnemu. Tam, gdzie zaczynają dominować postawy egoistyczne, roszczeniowe i aspołeczne, zrzeszenie zaczyna ulegać rozkładowi.
Fundamentem naszej cywilizacji łacińskiej jest zbudowana na Dekalogu etyka katolicka. Tego, co się obecnie dzieje, nie można określić inaczej niż jako zmasowany, frontalny atak na cywilizację łacińską, a zwłaszcza na jej fundament - etykę katolicką.
NIE BĘDZIESZ MIAŁ CUDZYCH BOGÓW PRZEDE MNĄ. Nad obaleniem tego nakazu Bożego pracuje się w dwojaki sposób: z jednej strony dąży się do deprecjacji sacrum (tego co święte) - do przeobrażenia świątyń, które powinny być miejscem kultu Jedynego w Trójcy Przenajświętszej Boga, w sale zebrań, dyskusji i mitingów, a nawet w dyskoteki. Czyni się wszystko, aby Mszy świętej odebrać jej charakter ofiarny i przekształcić Ją w zwyczajną wieczerzę ("agapę"). Upowszechnia się obyczaj przyjmowania Komunii świętej w postawie stojącej, a jednocześnie wszelkie przejawy czci dla Najświętszego Sakramentu są wyszydzane jako rzekomy przejaw archaizmu, ciasnoty umysłowej i bigoterii. Człowiek jednak jest istotą religijną z samej swej natury, dlatego też po odebraniu mu poczucia świętości w jego duszy powstaje wielkie puste miejsce. Aby, pragnąc tę pustkę czymś wypełnić, nie zwrócił się przypadkiem z powrotem ku religii katolickiej, szerzy się modę na najrozmaitsze kulty zastępcze: kult pieniądza, kult ciała i młodości, kult siły i brutalności, kult nauki oraz cały szereg kultów orientalnych, które w sumie sprowadzają się do kultu jednostki ("guru"), ostatnio zaś, co jest najbardziej przerażające, także kult szatana.
CZCIJ OJCA SWEGO I MATKĘ SWOJĄ. W naszych czasach dochodzi do odwrócenia tego nakazu: to nie dziecko ma obowiązek czcić swoich rodziców, lecz odwrotnie - rodzice obowiązani są czcić swoje jedyne (bo wszak, jak się lansuje, więcej dzieci mieć nie wypada) dziecko, spełniać w lot wszelkie jego zachcianki, w niczym go nie ograniczać i nie karać hodując w ten sposób egocentryka, który w przyszłości nie będzie w stanie służyć komukolwiek i czemukolwiek poza swoim własnym, podniesionym do rangi sacrum egoizmem. W niektórych krajach (np. we Szwecji) ludziom, którzy nie przestrzegają tego typu "metod wychowawczych", odbiera się dzieci przemocą i kieruje je do państwowych domów dziecka. W ten sposób wyrastającej z Dekalogu katolickiej idei społeczeństwa jako organicznej wspólnoty bezinteresownych, ofiarnie służących publicznemu dobru osób przeciwstawia się jej zaprzeczenie-wizję społeczeństwa, jako mechanicznego zbiorowiska odseparowanych od siebie, zasklepionych w swoim egoiźmie jednostek.
Wiąże się z tym kolejny problem. Jak pisze o. Jacek Woroniecki w swym dziele Katolicka [255]etyka wychowawcza (t. II/2 str. 122): "Z miłości i czci dla rodziców i rodziny wyrasta miłość do społeczeństwa, w którym się wyrosło, zwana miłością ojczyzny lub patriotyzmem. Obie te nazwy świadczą, że idzie tu poniekąd o przedłużenie i rozszerzenie tego, co każdy jest winien swemu ojcu".
Obecnie jesteśmy świadkami gigantycznej kampanii mającej na celu wykorzenienie uczuć patriotycznych. Więź narodową przedstawia się jako przeżytek nie harmonizujący z duchem nowej epoki - epoki zaniku wszelkich podziałów i ustalenia powszechnego, ujednoliconego, globalnego porządku. Organiczny porządek oparty na jedności w różnorodności ma zostać zastąpiony przez mechaniczny model jedności w jednostajności. W ten sposób chrześcijańska wizja Europy i Świata jako społeczności wolnych i suwerennych wspólnot narodowych zostaje przekreślona, a na jej miejsce pragnie się wprowadzić zatomizowaną społeczność światową.
NIE ZABIJAJ. Ten najbardziej podstawowy nakaz Dekalogu jest w naszych czasach nieustannie łamany. Trwa nieprzerwana rzeź najbardziej niewinnych i bezbronnych istot ludzkich - dzieci nienarodzonych. Jest to wielka hańba naszej epoki, tym większa, że te potworne zbrodnie dokonywane są w majestacie prawa. Pierwsza ustawa zezwalająca na zabijanie niewinnych istot ludzkich została wprowadzona w Rosji bolszewickiej w roku 1917, natychmiast po zwycięstwie rewolucji październikowej, jako rzekomy wyraz "wyzwolenia proletariatu". Następna została narzucona Japonii w roku 1945, po pokonaniu jej przez Stany Zjednoczone. Obecnie tego rodzaju ludobójcze prawo narzucone zostało całej niemal Europie (poza Irlandią i Maltą), prawie całej Azji, a nawet części krajów arabskich; trwa walka o narzucenie go Afryce i Ameryce Łacińskieji. W naszym kraju ta haniebna, antypolska ustawa została wprowadzona w 1956 roku przez ekipę przygotowującą "październik". Od tej pory jej tragicznym owocem stało się unicestwienie milionów istnień ludzkich, dużo więcej niż utracił nasz naród w obu wojnach światowych.
Próbuje się już wprowadzić ustawy dopuszczające możliwość eutanazji; rozważa się projekty "planowanej śmierci" dla osób nieużytecznych produkcyjnie, starców i nieprzystosowanych. Powstaje rynek przeszczepów, w tym przeszczepów pobieranych od specjalnie w tym celu sprzedawanych dzieci. Nieludzki charakter tych zamysłów, przewyższających swą zbrodniczością to co wytworzył hitleryzm, usiłuje się maskować frazesami o ludzkiej wolności i rzekomo wynikającym z niej prawie do zadawania sobie i innym śmierci, zapominając o tym, że prawo do szafowania śmiercią ma tylko Ten, który jest dawcą życia - Bóg.
NIE CUDZOŁÓŻ. Ten nakaz Dekalogu jest przedmiotem szczególnie zajadłego ataku. Mamy do czynienia z wielką ofensywą zaplanowanej i odgórnie wprowadzanej w życie demoralizacji. W sytuacji powszechnego kryzysu znajduje się papier i środki na drukowanie w gigantycznych nakładach demoralizujących pseudopodręczników i pism pornograficznych. Wyszydza się skromność i wstydliwość jako rzekomy przejaw zacofania, przedstawiając jednocześnie wyuzdanie i rozwiązłość jako jedyną postawę godną "człowieka nowoczesnego". Ośmiesza się wierność małżeńską lansując zamiast niej związki luźne albo wręcz zwyczajny promiskuityzm. Odnosi się wrażenie, jak gdyby upowszechnianie rozkładu moralnego stało się jednym z podstawowych zadań prasy, radia, telewizji i kinematografii.
Nietrudno się domyślić, dlaczego tak się dzieje. Z wypowiedzi księży wynika, że grzechy nieczystości są najczęstszą przyczyną odstępowania od praktyk religijnych. Powszecherotyzacja (zwłaszcza młodzieży) prowadzi do oderwania mas od Kościoła i od religii katolickiej. Druga natomiast przyczyna, dla której szerzy się demoralizację, polega na tym, że demoralizacja ta prowadzi do rozkładu wszelkich więzi społecznych, a szczególnie więzi rodzinnej. Musimy pamiętać o tym, że wizja świata, [256]którą się obecnie na naszych oczach realizuje, zakłada całkowitą atomizację. Ideałem jest tu zupełnie odseparowana, egoistyczna jednostka używająca życia i w niczym nie próbująca ograniczać swych pragnień, nawet tych najbardziej zwyrodniałych i zdegenerowanych. W takim świecie nie ma miejsca na żadną wspólnotę, nawet tak małą, jak rodzina. Tylko taki człowiek może stać się w pełni bezwolnym obiektem manipulacji, którego oderwano uprzednio od Kościoła, którego pozbawiono wiary w Boga i w słuszność przestrzegania Jego nakazów, któremu odebrano poczucie świętości, poczucie wstydu, poczucie miłości i czci dla swoich rodziców i dla swojej ojczyzny.
Te i inne nakazy Dekalogu łamie się nieustannie. Wyczuwa się niemal namacalnie istnienie jakiegoś planu, którego wykonawcy operują hasłami postępu, tolerancji, humanizmu, praw człowieka, jego uszczęśliwienia, itd., a w rzeczywistości, sądząc po skutkach, zdążają do unieszczęśliwienia ludzi, do odebrania im pokoju Bożego, do zaprzęgnięcia ich w służbę zła.
Ten samobójczy, antyludzki i antychrześcijański prąd płynie do nas z Zachodu. Nasz naród ostał się zwycięsko w swej duchowej walce z komunizmem i sowietyzacją, ale teraz, gdy tamte zagrożenia odchodzą już do lamusa historii, ulega on coraz bardziej fali demoralizacji, która płynie do niego z Zachodu. Nasza katolicka dusza, której nie zdołał nam wydrzeć komunizm, ulega oto na naszych oczach rozkładowi w konfrontacji z serwowanym nam przez Zachód zachłannym, bezetycznym materializmem, hedonizmem, aspołecznym indywidualizmem, kultem pieniądza. Nasza rodzima katolicka kultura ulega rozmyciu przez zachodnią, antychrześcijańską subkulturę: satanistyczny hałas i jazgot raczej niż muzyka czy śpiew; niedbały, wulgarny, uproszczony i sprymitywizowany język; styl bycia nacechowany nieodpowiedzialnością i nastawieniem na poszukiwanie prymitywnej rozrywki; nie tyle sztuka, co pewne imitujące ją, oparte na brzydocie formy; film z wartką, zapierającą dech w piersiach akcją, ale nie wnoszący nic poza erotyzacją, kultem przemocy oraz kultem bogactwa i użycia. Oto "wartości", którymi karmi nas Zachód.
Nasz naród, jeżeli chce przetrwać, musi pozostać sobą. Nie może on pozwolić wydrzeć sobie swej katolickiej duszy. Chcąc ocalić naszą wewnętrzną niepodległość, musimy powrócić do samych fundamentów naszej narodowej i cywilizacyjnej tożsamości - do etyki katolickiej, do Dekalogu. Przeszło pięćdziesiąt lat temu dwadzieścia tysięcy zgromadzonych na Jasnej Górze studentów i studentek składało wobec Najświętszej Matki naszego Kościoła i Królowej naszego narodu ślubowanie, w którego Rocie czytamy między innymi: "Przyrzekamy i ślubujemy, że wiary naszej bronić i według niej rządzić się będziemy w życiu naszym osobistym, rodzinnym, społecznym, narodowym, państwowym". Tamto pokolenie dotrzymało swoich przyrzeczeń na polach bitew, w łagrach i kazamatach UB. Obecne pokolenie młodzieży studenckiej jest odpowiedzialne za dotrzymanie tych przyrzeczeń i ślubów nie mniej niż tamto pokolenie, które owe śluby składało; jest ono odpowiedzialne wobec swojej Ojczyzny i wobec Boga. Tylko działając w duchu tych ślubów możemy uratować nasz naród. Zaczynać należy przede wszystkim od siebie. Choćby zatem wszyscy naokoło mnie postępowali źle: cudzołożyli, kradli, zabijali, kłamali, pili - ja nie będę tego czynił, pozostanę sobą: człowiekiem uczciwym i moralnym, prawdziwym katolikiem i dobrym Polakiem. Następnie postaram się odszukać innych, myślących podobnie jak ja, zjednoczyć się z nimi i wspólnie rozpocząć walkę ze złem.
Czekamy na wszystkich Polaków, szczególnie zaś na kwiat naszego narodu - polskich studentów, którzy chcą kochać swoją Ojczyznę miłością gorącą, ale zarazem rozumną, którzy, jak to ostatnio napisał do nas ksiądz biskup Kazimierz Majdański, ordynariusz diecezji szczecińsko-kamieńskiej, "mogą i chcą ocalić Polskę".
Warszawa 18 III 1989 r.
