Niepokalana w poezji Słowackiego

Młody Rycerz Niepokalanej (10)

Gdy z perspektywy stuleci patrzymy na twórczość genialnego mistrza słowa - Juliusza Słowackiego, podziwiamy nie tylko piękno jego poezji, urzekającej dziś tak samo jak półtora wieku temu, ale i jego życie, ściśle zharmonizowane z twórczością. Nic też dziwnego, że będąc głęboko wierzącym, starał się Słowacki wniknąć w tajemnice Boże, nie zadowalając się powierzchowną religijnością, a w swoich wielkich dziełach składał niejednokrotnie hołd Niepokalanej. W postaci Matki Najświętszej widział wcielenie najistotniejszego piękna i starał się to zakląć w kunsztowne słowa.

Oto jak Matka Boża jawi się poecie w Królu-Duchu:

Ukazał się wid... Piękność... Córka Słowa, Pani któregoś z ludów na Północy,
Jaką judejscy widzieli prorocy...

Słońce lecące trzymała nad czołem,
A miesiąc srebrny pod nogami gniotła;
Szła nad lasami i leciała dołem
Nad chaty jako komeciana miotła;
Tęcze Ją ciągłym oskrzydlały kołem,
W słońcu girlandy niby z kwiatów plotła
[289]I na powietrze rzucała niedbale
Perły - jaśminy i maki - korale.

Błękit się cały zdawał uśmiechniony,
Pełny języków złotych niby fala.
Jak atłas, który bierze różne tony
I drżąc swe hafty gwiaździste zapala
Tak niebo za Nią od północnej strony
Gwiazdy swoimi łyskające z dala,
Różnym się dało gwiazdom pozłacanym
Ukazać... w ogniu, od zorzy rumianym.

Z wdziękiem przedstawił Słowacki Najświętszą Maryję Pannę w szopce betlejemskiej:

Przyleciały wróbelki
Do Panny Zbawicielki
Cantantes...

Przyleciały łańcuchy
Łabędzi, srebrne puchy
Mutantes...

Puchu wzięła troszeczkę,
Zrobiła poduszeczkę
Dzieciątku...

Potem Go położyła
I sianem Go nakryła
W żłobiątku.

Niepokalana jest jednak nie tylko Pięknem, które przykuwa swym czarem - Ona jest niezawodną drogą do nieba. Poeta stwierdza to wyraźnie:

... moja piękna Przenajświętsza,
Bez Ciebie nigdy sam nie zmartwychwstanę
W ten świat, który się podług blasków spiętrza.
Ty, przez jutrzenki widziana różane,
W miesiąców złote utopiona wnętrza,
Ciągle mię wznosisz do się, różo złota,
Zawsze widziana w przededniach żywota!

Najpełniej wszakże występuje w poezji Słowackiego kult Matki Bożej jako Królowej Polski. Poeta rozumiał, że Polacy to naprawdę "słudzy Maryi", i przypomniał, jak to nawet w chwilach najcięższych, w latach beznadziejnej walki Konfederatów Barskich o wyzwolenie z obcego ucisku, naród nasz pokładał ufność - w niebie:

Nigdy z królami nie będziem w aliansach,
Nigdy przed mocą nie ugniemy szyi;
Bo u Chrystusa my na ordynansach
Słudzy Maryi!

Gdy zaś nie tylko konfederaci, ale i cała bezbronna polska ludność ginęła w strasznej rzezi hajdamackiej, przypominającej okropnością chyba tylko bestialstwa niemieckie z ostatniej wojny - wówczas cierpiała i "królowa konających" - Matka Boża:

Królestwo moje, rzekła Matka czarna,
Wyniszczone jest mieczem i płomieniem;
Ptaszęta małe, gdy lecą po ziarna,
Znajdują pola siane kul nasieniem.
Ja jestem matka ludzi gospodarna,
Zbieram, co sieją... i nad pokoleniem
Umarłych - moje wysłałam anioły,
Męczennikami napełniać stodoły.
Przyjdzie godzina, że ich dzieci dzieci
Nad plonem tego czasu wzniosą lament;
Lecz teraz wszystko jak liść z drzewa leci,
Kościołów krew nie broni i sakrament;
Kagańcem swoim śmierć kościana świeci,
A przed nią czarne dusze lecą w zamęt;
I nad tym wszystkim stoję - ja, królowa,
I patrzę ze skał moich... z Poczajowa.

Przychodzą matki w śmiertelnej koszuli
I przed ołtarzem moim klęczą krwawe;
Ta krzyczy: Wczoraj syn mój legł od kuli,
O, wskrześ go, wskrześ go! - druga woła: Ave!
Płód mój nożami z żywota wypruli,
Poskarż się za mnie! - trzecia mi na ławę
Rzuciła parę niedoszłego płodu,
Prosząc: Nakarm je, bo umarły z głodu...

We mgłach srebrzystych, gdy stepem przechodzę,
Spotykam jakieś jęczące gromady;
Ludzie okropni bez rąk są jak wodze
Tym, co na rękach pełzają jak gady;
[290]Inni... umarli zostają na drodze
I są zabójcom strasznym jako ślady;
Inni bez twarzy wzdychają z rozpaczą,
Bez ust się modlą i bez oczu płaczą.

O siostro moja! morem ja owiana
I czarna dymem smętnego jałowcu,
Do mego Dziecka krwawego i Pana
Każę się często nieść... i na grobowcu
Siedząc, mam dziatek umarłych kolana
Pełne - nie mówię, na jakim manowcu
Zbierałam kwiaty ludzkie nieszczęśliwe,
Lecz On je widzi u nóg-te nieżywe...

I taką ma twarz, jaką w Nazarecie,
Kiedy się żegnał ze mną, mówiąc:
Matko, Idę już umrzeć!...

Po latach obcego ucisku Polacy zerwali się po raz trzeci do walki o wolność i nad Warszawą rozpaliła się łuna Nocy Listopadowej roku 1830. Wtedy jak grzmot zabrzmiał Hymn Słowackiego:

Bogarodzico! Dziewico!
Słuchaj nas, Matko Boża!
To ojców naszych śpiew.
Wolności błyszczy zorza,
Wolności bije dzwon,
Wolności rośnie krzew.
Bogarodzico!
Wolnego ludu śpiew
Zanieś przed Boga tron.

Ten sam śpiew: Bogurodzica! Dziewica! rozbrzmiewał w roku 1410 na polach Grunwaldu. Z tą pieśnią na ustach miłujące wolność zastępy rycerstwa polskiego i litewskiego rozgromiły wówczas żelazną nawałę najazdu germańskiego. Po czterech wiekach naród rwał już narzucone sobie pęta:

Do broni, bracia! do broni!
Oto ludu zmartwychwstanie
Z ciemnej pognębienia toni,
Z popiołów Feniks nowy
Powstał lud - błogosław, Panie!
Niech grzmi pieśń jak w dzień godowy.
Bogarodzico! Dziewico!
Słuchaj nas, Matko Boża,
To ojców naszych śpiew.
Wolności błyszczy zorza,
Wolności bije dzwon
I wolnych płynie krew.
Bogarodzico!
Wolnego ludu krew
Zanieś przed Boga tron.

Tym razem zatriumfowała jednak przemoc, chociaż "wolnych krew" płynęła bardzo obficie. Powstanie zostało zdławione przez przeważające siły zaborcy i Słowacki, który w marcu 1831 r. wyjechał w misji rządowej do Paryża i Londynu, nie powrócił już do ukochanej Ojczyzny. Umarł z dala od stron rodzinnych - w Paryżu. Dopiero w roku 1927 powrócił do Polski - prochem. Nie doczekał uznania za życia odbiera hołdy po śmierci. Cała Polska - jak długa i szeroka - pochyliła się w pełnym czci pokłonie przed wielkością ducha poety. "Wolnego ludu krew" przeważyła szalę sprawiedliwości Bożej i na ten powrót poety Królowa Polski ziściła jego marzenia o wolnej Ojczyźnie. Wolność, do której tęsknił, o którą walczył w swych utworach, przyjęła go na swe łono. Spoczął na Wawelu obok królów polskich jako równy im duchem. Teraz już codziennie nad jego grobowiec - jak przypomnienie dawnej świetności Rzeczypospolitej, jak echo zwycięskiej pieśni znad pól grunwaldzkich - przedzierają się dźwięki hejnału z kościoła Najświętszej Maryi Panny, do której kierował swe myśli do ostatnich dni swego smutnego życia, sprowadzając Jej postać jako Pani Słowa na karty Króla-Ducha - ostatniego swego dzieła...

[1] Artykuł ten miał się ukazać w kwietniowym numerze "Rycerza Niepokalanej" w roku 1949 na setną rocznicę zgonu Słowackiego. Jednakże w szczytowym okresie stalinizmu tekst ten nie mógł podobać się cenzurze - artykuł został w całości skreślony. Kartki ze skreśleniami cenzora (czerwonym ołówkiem) zachowałem sobie jako osobliwe signum temporis... Artykuł ten "Rycerz" ogłasza dopiero teraz - w 180 rocznicę urodzin poety, która minęła 4 września [1989] r.

Grafika do art. Niepokalana w poezji Słowackiego

[Fot. s. 288: Juliusz Słowacki.]