Nie pytajcie, dlaczego rodzą, ale dlaczego zabijają!

Krucjata modlitwy w obronie poczętych dzieci

Po wieczornej Mszy św. wybrałam się na zapowiedziany wcześniej film Niemy krzyk. Było to na początku marca, w ostatnim dniu Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w naszej parafii. Film jest szokujący. Do dziś na wspomnienie okrucieństwa i bezduszności, z którymi się wówczas zetknęłam, ogarnia mnie przerażenie. Nie mogłam uwierzyć, że istnieją na świecie kobiety, które pozwalają rozrywać swe nie narodzone dziecko na kawałki i wyrzucać do kosza. Zastanawiające, czy brak im wiedzy o rozwoju człowieka, czy raczej serca?

Jestem matką trojga dzieci, na które od pierwszych tygodni aż do narodzin (z krótkimi przerwami) oczekiwałam na oddziale patologii w jednej z warszawskich klinik. Ponieważ mieszkamy w miasteczku odległym od stolicy o 150 km, męża widywałam w tym czasie tylko podczas niedzielnych wizyt. Sytuacja ta nie była w moim pojęciu niczym niezwykłym, obok leżały panie, chore jak ja na cukrzycę, które postępowały tak samo.

Ludziom, którzy się dziwili, że biorąc insulinę zdecydowałam się na dziecko, choć w każdej chwili mogłam umrzeć, cierpliwie wyjaśniałam: przy pierwszej ciąży - że mój synek był oczekiwany przez pięć lat, przy drugiej - że zawsze marzyłam o córeczce, przy trzeciej... - zabrakło mi uzasadnienia. A był to najpiękniejszy okres w moim życiu - rozumne i świadome oczekiwanie na nowe macierzyństwo. Nigdy przedtem nie miałam aż tak silnego przekonania, że naprawdę dojrzałam do bycia matką.

Na początku był niepokój, czy mój organizm to wytrzyma. Ale na szczęście znaleźli się ludzie, którzy podtrzymali mnie na duchu. Dzięki nim - mojej animatorce z Ruchu "Światło-Życie" i księdzu moderatorowi - zaufałam Bogu, ze spokojem zostawiłam dzieci z mężem i pojechałam do kliniki. Mąż też bardzo się cieszył z tego dziecka. Jest jedynakiem i chciał mieć kilkoro dzieci, aby nie cierpiały z powodu samotności, jak kiedyś on.

Dużo się modliłam. Często, gdy nie mogłam spać w nocy, chwytałam za różaniec. I choć tak bardzo bałam się tej ciąży, miesiące mijały prawie bez komplikacji. Oglądając swojego malucha na ekranie ultrasonografu już go kochałam. Gdy miałam mieć pobierane do badania wody płodowe, zobaczyłam na ekranie niepokój w jego zachowaniu - bał się razem ze mną.

Przeżyliśmy wspólnie trudne miesiące - zastrzyki trzy razy dziennie, ostra dieta i masę bolesnych badań. Nauczyły mnie one dyscypliny wewnętrznej i stawiania sobie wymagań. Teraz z radością patrzę na mojego synka, stawiającego z dnia na dzień coraz sprawniej pierwsze kroczki i dziękuję Bogu za niego i za to, że mogę być z siebie dumna.

I żałuję tylko jednego - że byłam za łagodna względem tych, którzy dziwili się, że chcę urodzić to trzecie dziecko. Bo czy należało im tłumaczyć, że mam dobrego męża, ładne mieszkanie i że dwójka starszych jest taka udana? Nie! Niech raczej tłumaczą się ci, którzy bez zastanowienia zabijają swe nienarodzone dzieci, nie dają im szansy, by mogły żyć. I jeszcze nasuwa mi się jedna myśl: jeżeli wymaga się od kobiety tłumaczenia, dlaczego chce urodzić jeszcze jedno dziecko, to czy nie jest to postawienie sprawy na głowie? Nie pytajcie, dlaczego rodzą, pytajcie, dlaczego zabijają!

Od dnia, w którym obejrzałam Niemy krzyk postanowiłam odmawiać codziennie cząstkę różańca za kobiety, które tak łatwo zgadzają się na zabicie własnego dziecka, aby Maryja, która też była Matką, dodała im odwagi, by nie korzystały z tej haniebnej dla naszego chrześcijańskiego narodu ustawy [180]i umiały pokochać swe nie narodzone jeszcze dzieci.

Chciałabym napisać jeszcze więcej, ale mój maleńki synek przybiegł z radosnym uśmiechem i wyciągnął do mnie rączki. Tym gestem przypomniał mi, że przede wszystkim jestem matką.


Intencja Krucjaty Modlitwy na czerwiec:

Aby matki pragnące dziecka przeżyły radość z jego narodzenia.

[s. 180]