Zagrożenia duchowe
Pojawiła się nowa fala filmów z zakresu fantastyki biologicznej. Widziałem niedawno dwa: Gwiezdny przybysz i Mucha. Filmy te zakładają, że oglądający coś tam słyszał o kodzie genetycznym, o molekularnym zapisie wszystkich cech w jądrach każdej komórki, w substancji zwanej DNA, a mającej strukturę podwójnej helikojdy. W filmach tych sugeruje się, że bądź nieznana nam jeszcze technika kosmitów, bądź też odkrycie jakiegoś geniusza pozwolą nam na odtworzenie człowieka z tego zapisu molekularnego.
Oto niewidzialny kosmita wciela się w postać mężczyzny wykorzystując zapis molekularny w jego włosach. Oto nasz geniusz przetwarza komputerowo dane o sobie i odtwarza siebie gdzie indziej. W pierwszym wypadku mamy człowieka z mądrością kosmity, w drugim człowieka z pomyłką w odczytaniu zapisu genetycznego, bo do danych zaplątała się mucha. I oto taki człowiek syntetyczny współżyje z dziewczyną, zapładnia ją i powstaje dylemat: - co się urodzi?
Nie piszę recenzji, więc nie mam skrupułów, że ujawniam pointę tych filmów. Chodzi mi o ich posłanie filozoficzne i o to, jakim jest ono zagrożeniem.
Po pierwsze: oba te filmy, jak i dziesiątki innych, bez zmrużenia oka sugerują, że najprostszym rozwiązaniem jest "przerwanie procesu", "zabieg", a więc zabicie dziecka w łonie matki.
Po drugie: filmy te podpowiadają, że przy odpowiedniej wiedzy można stworzyć człowieka, dać mu ciało, gdy się ma odpowiednią substancję chemiczną DNA, jako zapis projektu.
Po trzecie: filmy te lansują teorię o powstawaniu gatunków na drodze tzw. "równowagi punktowej". Pod tym mądrym sformułowaniem kryje się teoria o powstawaniu nowych gatunków poprzez wielkie skoki ewolucyjne, czyli poprzez zrodzenie "potworka rokującego nadzieję". Teoria ta, dawno odrzucona, ostatnio, ściśle od roku 1980, powraca do łask, gdy ewolucjoniści zmuszeni byli przyznać, że na drodze małych kroczków, mutacji i selekcji, nowych gatunków się nie osiągnie. A więc oswaja się opinię publiczną z tym, że na skutek błędów w odczytywaniu informacji genetycznej czy też w wyniku krzyżowania istot normalnie nie łączących się płciowo otrzymać można nową jakość, potwora lub super człowieka.
Wreszcie filmy te sugerują, że owoce inżynierii genetycznej, poprawiania natury, są już tuż, tuż.
Oczywiście nikt w filmy z konwencji science fiction (fantastyki naukowej) nie wierzy. Traktuje się je jako bajki, mniej lub bardziej miłe lub straszące, które po obejrzeniu należy zapomnieć, wracając do normalnego życia. Ale jednak coś zostaje. Zostaje przekonanie o wszechmocy człowieka, o wszechmocy nauki, o wszechmocy technologii. Brak tu miejsca dla Boga Stwórcy.
