Dbajmy o przybytki Pana

Zastanawiam się coraz częściej, skąd u nas Polaków tyle wprost zamiłowania do nieporządku, zaśmiecania miejsc publicznych. Świadczą o tym brudne ulice, place, korytarze, klatki schodowe, ba, nawet niektóre miejsca przeznaczone dla kultu Bożego. Nawet bytność w znanych miejscach Maryjnych, jak Częstochowa, Licheń, Niepokalanów, budzi nieraz u postronnego obserwatora niesmak, pątnicy bowiem wyszeptawszy Matce Bożej swoje prośby, powierzywszy Jej swoje sprawy, przed powrotem zostawiają na miejscach niedawnych pobożnych westchnień wszystko, co zbędne, niepotrzebne, wszelki brudny balast, którego nie godzi się wlec do domu. Identycznie rzecz miała się na spotkaniach z naszym Papieżem; żenująco wyglądał plac Zwycięstwa w Warszawie 2 czerwca 1979 r., gdy po Mszy odprawionej przez Jana Pawła II rozchodzący się do domu ludzie pozostawili sporo gazet, opakowań po żywności, butelek itd.

Zgodnie z wymogami naszej wiary budujemy kaplice, stawiamy krzyże przydrożne, wznosimy kościoły, wyposażamy je według naszych gustów i możliwości finansowych. Gdy jednak z czasem zostaną dotknięte przez tzw. ząb czasu, czyli rozmaite zewnętrzne czynniki, w tym warunki atmosferyczne, gdy nieraz żałośnie już wyglądają, nie bardzo spieszymy im z pomocą, nie dbamy o konserwację. Jakże pożałowania są godne opuszczone i zaniedbane kapliczki czy krzyże przydrożne, przy których bywa, że ocalała tylko jedna pionowa belka, poprzeczne bowiem ramię zmurszałe opadło na ziemię. Identycznie rzecz wygląda ze starymi świątyniami, zabudowaniami klasztornymi, którym nieliczni zakonnicy bez odpowiedniej ofiarności ludu Bożego nie są w stanie przywrócić minionej świetności.

Wiemy z Pisma Świętego, iż sam Jezusa dawał wyraz swej miłości i zainteresowania sprawą miejsc świętych. Charakterystyczne było wydarzenie, gdy ze świątyni jerozolimskiej wypędził przekupniów, mówiąc: "Z domu Ojca mego nie czyńcie targowiska". Uczniowie Jego wówczas przypomnieli sobie, że ich Nauczyciel dbał o chwałę Ojca, oddawaną w świątyni. Nasza wielka rodaczka sługa Boża Wanda Malczewska (†1896), znana wizjonerką, apostołka Eucharystii, miała wielokrotne spotkania z Chrystusem. Zbawiciel kilka razy skarżył się Wandzie, że czuje się osamotniony w pustych, mrocznych, czasami zaniedbanych kościołach, gdzie mało kto Go odwiedza w dni powszednie.

Nie jest tajemnicą, kto w największym stopniu przyczynia się do zaśmiecania miejsc świętych. Są to w pierwszym rzędzie dzieci z młodszych klas szkół podstawowych, nie zdające sobie często sprawy, że dopuszczają się rzeczy karygodnej. Rzucają opakowania po śniadaniach, lodach, bilety tramwajowe i wszystko, co wydaje się im zbędne. Najczęściej przedmiotem ich bezmyślności jest plac przykościelny, w szczególności gdy salki katechetyczne znajdują się tuż przy kościele. Co na to rodzice? Większość niewiele wie o tej niechlubnej działalności swoich pociech, w ogólności jednak mało kto zwraca swej córce lub synowi uwagę mówiąc: dbaj o czystość w kościele, na placu przykościelnym, bo tam króluje Chrystus. Szczególną jednak-plagę stanowią palacze papierosów. Ci, co z oburzenia dostaliby ataku serca, gdyby tak ktoś przyszedł do ich M-3 czy M-4 i gdzie popadnie rzucał niedopałki, opakowania po papierosach, zużyte zapałki, sami bezceremonialnie tymi właśnie śmieciami obrzucają nieraz przybytki Pana. Widać je wszędzie, również pod krzyżami. Można poddać w wątpliwość, czy któryś z tych niefrasobliwych osobników zadał sobie trud, by podnieść tam chociaż jedną zapałkę. Gdyby tak było, gdyby ten właśnie kłopot sobie zadał, zapewne więcej by nie śmiecił. Z drugiej strony tylko księża proboszczowie wiedzą, ileż kłopotu jest z pozyskaniem kogoś do pracy związanej ze sprzątaniem kościoła czy placu kościelnego. Praca taka bowiem jest pogardzana w tzw. opinii publicznej, a po wtóre nisko płatna. Jest więc nad czym pomyśleć.

Strzeżmy się przed zanieczyszczaniem miejsc świętych i przestrzegajmy przed tym innych, w szczególności młodzież!