Chrystusowego ducha nie gaście

Obok stojącego przy skrzyżowaniu ulic kościoła skupia się spora gromada ludzi w czasie, gdy wewnątrz w na poły pustej świątyni uobecnia się za nich, za świat Ofiara Chrystusa. Stoją, obserwują ruch uliczny, rozmawiają, w znudzeniu wyczekują końca ceremonii. Miłośników Jezusa napawa smutkiem ta plaga miast i wsi, bo "zaproszeni na Ofiarę i Ucztę Baranka" zapomnieli, kto ich i po co zaprasza, dlatego nawet nie doszli do stołu Słowa i Chleba. Coś im zostało z poczucia obowiązku, z miłości już nic, z wiary prawie nic. Zagubili "Osobę dramatu" - Chrystusa w akcie najwyższej ku nim miłości, chcą Go oszukać, że Mu cześć oddają, traktują Go obcesowo, byle tylko zdobyć fałszywy spokój, że są w porządku.

Ten pospolity obrazek jest chyba wyrazem większej skazy na polskim katolicyzmie: oddzielanie wiary i życia, praktyki i jej ducha, obrzędowości i samego Chrystusa. Zanika wrażliwość na Chrystusa, będąca przecież istotnym warunkiem bycia prawdziwym katolikiem. Nie napełniona w całości Chrystusem duchowa przestrzeń człowieka pomieści potem w sobie, jak w jednym worku, wszystkie ludzkie zdrożności i okropieństwa razem z resztkami wiary. Nieczułość świata, której pierwszą ofiarą pada Jezus, niezawodnie napełnia zaraz życie egoizmem - brutalnym aż po krew niewiniątek, pobudliwym aż po wszelkie nieporządki małżeńskie, zachłannym aż po cudzą krzywdę, drażliwym aż po cudze udręki i łzy, zapitym i złajdaczonym aż do zbydlęcenia.

By życie przeżyć wzniośle, wystarczy przeżywać je zwyczajnie, czyli w ramach swego choćby najskromniejszego powołania, ale za to z niezwyczajną sprężyną - z miłością Chrystusa. Jakże cudne jest wtedy życie, gdy każdą kroplą czasu można służyć tej urzekającej Miłości i Królestwu Jezusowego Serca. To jest najwyższa kultura człowieka, bo żadna inna nie jest zdolna przebić pułapu zbrukanej docze[200]sności i ponurego bezsensu życia. W naszym duchowym świecie jest tylko ta jedna wartość absolutna - Jezus Chrystus, jedyna nieskażona więź międzyludzka, jedyna droga do absolutnej wolności. Już od zaraz nasz kraj mógłby być promienny jak samo niebo, gdyby wszyscy Polacy odkryli w Chrystusie źródło swojej wolności, dobra i mocy, gdyby w Nim zatopili swoje serce!

Tak zrozumiany i przyjęty "Chrystus wybawia nas od wiecznej i doczesnej śmierci. Od zniszczenia, któremu podlega ciało poddane starości, od zniszczenia, któremu ulega dusza wydana na grzech, od zniszczenia, któremu ulega umysł ludzki poddany zwątpieniu, od zniszczenia, któremu podlegają dobre zamiary, szlachetne myśli, wzniosłe inicjatywy poddane wszelkiej deprawacji... Kto uwierzył w Chrystusa, jest wolny" (A. Kijowski). Dlatego umęczony świat czeka na nowe wylanie ducha Jezusowego - w słowach i czynach, na przejście współczesnego człowieka z zimnej wiary w Niego w Jego żarliwą miłość. Bo wiara nie ogrzana miłością jest bezskuteczna, po prostu martwa. Nabiera rumieńców życia, gdy zaczyna przechodzić w nieugaszoną tęsknotę za urokliwą Osobą Jezusa, wtapia się z radością w Jego miłość i pragnie nią przepoić swoje życie i śmierć, cierpienie i radość, każdy czyn i myśl.

Być katolikiem to nie dosyć zdobyć pewien nieziemski światopogląd i przyswoić sobie najwznioślejsze zasady moralne. To nade wszystko związać się z Chrystusem każdą władzą swej duszy, oddać Mu całkowicie swe serce i być temu oddaniu wiernym aż po upodobnienie się do Niego. Dopiero z tak uczuloną duszą można się brać za bary z życiem i stawiać skutecznie czoła naporowi zła czy ociężałości. Myśmy już w zaraniu życia zostali wszczepieni w Jezusa, ale to stanowi tylko wspaniały zaczątek. Raz weń włączeni, musimy się potem włączać nieustannie przez modlitwę i sakramenty, przez słowo Ewangelii i codzienny wysiłek pięknego życia. Zabójczą dla rozmiłowania się w Chrystusie rutynę wiary tylko tak można rozbijać.

Urok i szczęście wiary oraz jej twórcza moc tkwi w tym, co św. Paweł wyraził zwięźle: "Dla mnie żyć to Chrystus". Ale na to trzeba się kiedyś głęboko Chrystusem zauroczyć i związać się z Nim nieodwołalnie. Kto na pewnym stopniu swego duchowego rozwoju nie zdeklarował się jako miłośnik Jezusa, nie oddał się Jego Sercu, z dużym prawdopodobieństwem odstąpi od modelu Jego życia, a przez to je zmarnotrawi i przegra. Przekazany nam w godzinie najwyższej miłości testament Jezusa brzmi jasno: "Trwajcie w miłości mojej!". Czy odpowiedziałeś już kiedyś na to wezwanie zdecydowanie: "Jezu, pragnę trwać w najgorętszej miłości Twojej aż po zgon"? Dzięki Jezusowemu życiu, śmierci i zmartwychwstaniu dostaliśmy wspaniałe życie - przeżywajmy je wspaniale, czyli zawsze z Chrystusem!