Błędna akomodacja

Młody Rycerz Niepokalanej (10)

Wykładając higienę tropikalną na ATK, spostrzegłam z niepokojem, że coraz powszechniejsze staje się w Polsce zainteresowanie religiami Wschodu, które do nas docierają raczej z Zachodu - z Francji, RFN, USA, Anglii - a mniej z Azji. Praktyki i kulty oparte na tych religiach wnoszą do nas wschodnia-zachodni okultyzm z kastowo-rasistowskim światopoglądem, który zaszczepia się w świadomości Polaków na kursach jogi, doskonalenia umysłu, ćwiczeń psychotronicznych itp.

Wielu naszych wiernych (nie wyłączając duchownych) spodziewa się, że np. jogą można pogłębić życie duchowe. Nie zdają oni sobie sprawy, że joga jest techniką kontemplacji samego siebie oraz eksploatacji energii ciała, zwłaszcza systemu nerwowego i gruczołów wydzielania dokrewnego, w celu osiągnięcia transu i przeżywania samoubóstwiających euforii, zwanych samorealizacją, samozbawieniem czy samouświęceniem. Większość entuzjastów wschodnich kultów nie orientuje się, że np. rdzenny hinduizm czy buddyzm nie uznaje Boga jako Stwórcy i Prawodawcy. Stąd brak jest tam przykazań, a istnieją tylko rady dawane przez poszczególnych mistrzów, dotyczące wprowadzania się w trans oraz techniki osiągania błogostanu i euforii. Nie ma tam mowy o służbie Bogu, życiu dla Jego chwały i osiąganiu autentycznej świętości, która polega na doskonałości moralnej i wynika z pełnienia woli Bożej wyrażonej w przykazaniach i przykładzie życia Jezusa Chrystusa. Wiemy, że poza Jezusem nie ma innego imienia, w którym człowiek mógłby znaleźć zbawienie, bo tylko On jest dla wszystkich ludzi jedyną Drogą, Prawdą i Życiem. Uznawanie więc Buddy, Kriszny, Mahariszich jako równych Jezusowi Chrystusowi jest urąganiem Jemu i bluźnierstwem, a więc grzechem przeciwko pierwszemu i drugiemu przykazaniu Bożemu.

Oprócz tego religie wschodnie mają niewłaściwe podejście do człowieka. Indyjska wiara w reinkarnację, odrzucająca prawdę o istnieniu kary wiecznej, prowadzi do swawoli i jest ciężka w swych skutkach. W systemie kastowym, wynikającym z tej wiary, i w księdze Manu, uważanej za "świętą", znajduje swoje uzasadnienie rasizm, dyskryminacja niższych kast, a w księdze Dharmasiastra i nauce o karmie ma swe podstawy fatalizm; kult demonów i Yajurveda są natchnieniem dla satanistów i okultystów; księga Kama-sutra i praktyka nierządu sakralnego inspirują erotyzm we wszelkiej postaci nie wyłączając jego homoseksualnych form; idea nirwany prowadzi do nihilizmu, a bramińskie prawo "nadczłowieka" oraz metody tajemnego usuwania niewygodnych osób są szkołą dla terrorystów i źródłem różnych form bezprawia. Wśród tylu błędnych poglądów w Indiach tylko nieliczni potrafili odnaleźć prawdę, która tam dotarła przez Izraelitów, a potem przez chrześcijan.

Niestety, polscy religioznawcy (podobnie jak śp. ks. prof. Tokarz, którego wykładów słuchałam na KUL-u przed wyjazdem do Indii) znają przeważnie opracowany w ostatnim stuleciu pod wpływem kultury europejskiej hinduizm gnostycki zwany neohinduizmem czy neowedantą, w którym przemilczane są wyżej wymienione negatywy etyczne i różne zabobonne poglądy, dlatego mało kto podejmuje działanie w kierunku zapobiegania przed zagrożeniami, jakie niosą wschodnie religie. To chyba spowodowało, że młodzież ożywiona szlachetnym zapałem niesienia pomocy ludziom z Trzeciego Świata często bezkrytycznie przyjmuje wszelkie informacje o tamtej rzeczywistości i niejednokrotnie naśladuje tamtejsze praktyki.

W Polsce nie mówi się o tym, że w Indiach jest szereg organizacji, nie zawsze indyjskiego pochodzenia, które stawiają sobie za cel rozkład tradycyjnej duchowości chrześcijańskiej, zwłaszcza katolickiej. Do nich należy Misja Ramakriszny, Bellur Math, Wielka Loża Dalekiego Wschodu, Różokrzyżowcy, Arya Samadź, Związek Lwów, Szare Wilki oraz różnego rodzaju antykatolickie partie polityczne. Wszystkie organizacje antykatolickie, które nie są ateistyczne, pod pięknymi hasłami braterstwa, ekumenii, wymiany, międzywyznaniowego dialogu itp., zachęcają do korzystania z kultury Wschodu jako drogi do duchowego rozwoju, [288]stosując akomodację wschodnich praktyk religijnych do mentalności słuchaczy. Przy każdej sposobności rozpowszechniają one pochwałę, a nawet zachwyt dla wschodnich wyznań, z jednoczesnym wykazywaniem braków i niedoskonałości Kościoła. Już utarło się bezpodstawne przeświadczenie, że np. mistyka indyjska jest głębsza od naszej, że tamci ludzie są lepsi niż katolicy itp. Jakże przykro jest słuchać takich opinii, gdy się wie, że jest to fałszem; gdy z własnego doświadczenia ma się świadomość, jak wiele jest nieszczęśliwych ludzi, będących ofiarami krzywdzących ich zasad etycznych, jakie wypływają z błędnych doktryn religijnych, o których wyżej wspomniałam. Tego typu mistyka, głębia i doskonałość tamtejszych liderów są po prostu fikcją literacką, opracowaną w XIX i XX w.

Jeszcze bardziej przykre jest to, że błędy doktrynalne i sympatię do wschodnich wyznań wplata się w tekst modlitw spontanicznych nawet podczas Mszy św., czego nikt nie prostuje, a treść zapada w świadomość uczestników danego nabożeństwa. Niestety, gorliwość, zapał i dobra wola charyzmatyków, neokatechumenów i innych zwolenników spontaniczności nie wystarczy do nieomylnego nauczania prawd wiary. Do tego potrzebna jest nie tylko znajomość treści Pisma Świętego, lecz przede wszystkim znajomość jego interpretacji, jaką przekazuje katolicka tradycja od czasów apostolskich aż po dzień dzisiejszy. Bez tej orientacji łatwo można popaść w indyferentyzm religijny, który dziś staje się coraz powszechniejszy wśród niedokształconych katolików interesujących się obcymi religiami.

Indyferenci przeinaczają depozyt wiary, jak gdyby zapomnieli o tym, co Jezus powiedział, że ani jedna literka nie może być zmieniona w tym, co Bóg objawił, a kto by opuścił choćby najmniejsze Jego polecenie i tak by innych nauczał, ten będzie najmniejszy w Jego Królestwie. Przecież Jezus nikomu nie radził uczyć się czegokolwiek z innych religii, lecz nakazał Apostołom iść na cały świat głosić Jego Ewangelię i chrzcić wszystkie narody, ucząc je zachowywać wszystko, co On im przekazał. Skąd więc wzięła się praktyka, przyjmowana nawet przez niektórych katolików, by szukać Bożej nauki czy sposobu oddawania czci Bogu w innych religiach? Przecież to wyraźnie się sprzeciwia misyjnemu nakazowi Chrystusa.