Aby poznano i pokochano Maryję w Szwecji

Wywiad redaktora "Rycerza" z pisarką Ingrid Ydén-Sandgren.

- W roku 1979 Pani złożyła wyznanie wiary katolickiej w Asyżu. Jakie przyczyny wpłynęły na ten krok? Dlaczego w Asyżu?

- Mój ojciec był pastorem luterańskim i ja sama brałam bardzo czynny udział w Kościele szwedzkim.

Trzy rzeczy pociągnęły mnie do Kościoła katolickiego: święci, Maryja i Eucharystia.

Dawniej nie znałam Kościoła katolickiego i raczej się go bałam, będąc pod wpływem lektury powieści i historii naszych wojen. Nie spotkałam żadnego katolika, a po raz pierwszy wstąpiłam w progi świątyni katolickiej, mając 23 lata, i to przypadkowo, gdym bawiła w Ameryce. Nie zapomnę nigdy pierwszej dla mnie Mszy św., którą tam odprawiano. Chyba wtedy zaczęła się moja droga do Kościoła katolickiego. Torowało ją czytanie życiorysów świętych, zwłaszcza św. Teresy z Lisieux i św. Franciszka.

Bóg powiedział mi (w moim sercu), abym pisała dla Jego, a nie dla mojej, chwały. Kiedy zapytywałam, o czym mam pisać, przyszła mi myśl: "Pisz książki o świętych dla dzieci w Szwecji". Moją pierwszą książkę poświęciłam Maryi Dziewicy (Jungfrau Maria, 1971). Faktycznie napisałam ją wraz z moją czteroletnią córeczką, która zasypywała mnie pytaniami o Maryi. Druga moja książka była o św. Brygidzie Szwedzkiej (1973), a trzecia o św. Franciszku z Asyżu (1975). Następne dały poznać moim rodakom św. Joannę d’Arc (1977), św. Pawła od Krzyża (1981) i św. Maksymiliana (1982).

Szukając materiału źródłowego do tych książek, zetknęłam się z brygidkami w Rzymie i z franciszkanami w Asyżu. Ale przede wszystkim spotkałam Eucharystię. To wywołało we mnie nieustanne pragnienie, które mogło ugasić tylko przejście na katolicyzm. Coraz bardziej czułam się u siebie w Kościele katolickim; byłam bardzo szczęśliwa, ilekroć znalazłam się wśród ludzi, którzy kochali Maryję i uznawali świętych. Upłynęło jednak pięć lat, zanim poznałam, że to jest droga Boża i dla mnie. Raz w Rzymie usłyszałam jakiś głos wewnętrzny: Kościół katolicki jest twoją rzeczywistą Matką. Kościół szwedzki był twoją macochą: opuść go - z wdzięcznością - a rzuć się w ramiona twojej rzeczywistej Matki; do niej przecież należysz.

Niech mi Ojciec wybaczy, że odpowiadam w tak wielu słowach. Kiedy się nie ma czasu, to zawsze używa się wielu słów.

Dlaczego w Asyżu? Urzeczona postacią św. Franciszka, jeździłam tam często i prowadziłam tam grupy studenckie. Przemawiał do nas zawsze o. Maksymilian Mizzi, franciszkanin, z którym się zaprzyjaźniłam. Zaprosiłam go do Szwecji na premierę swej sztuki muzycznej o św. Franciszku. 3 sierpnia 1979 r. o. Mizzi przyjął mnie do Kościoła katolickiego w krypcie bazyliki asyskiej, tuż przy grobie św. Franciszka.

Z tej okazji podarował mi Pisma św. Mak[141]symiliana, trzy grube tomy w języku włoskim. Mogłabym jeszcze wskazać pobocze, gdzie odpoczywałam w czasie drogi powrotnej do domu i gdzie po raz pierwszy otworzyłam tę książkę. Było to jakby rozpoczęcie nowej podróży, która coraz bardziej prowadzi mnie do Maryi Niepokalanej, do życia Jej miłością.

- Jak się Pani czuje w Kościele katolickim? Jak przeżywa swoje nabożeństwo do Matki Bożej?

- Niech świadczą fakty. Mam 60 km do kościoła tam i z powrotem. Przynajmniej pół godziny muszę poświęcić na drogę, gdy dawniej wystarczyło mi pięć minut. Ale nigdy nie opuszczam Mszy niedzielnej. Staram się w niej zawsze uczestniczyć również w piątek, a czasem i w sobotę. Chciałabym być na Mszy św. każdego ranka i czynię to, ilekroć jestem w Lund, gdzie pracuję jeden tydzień w miesiącu.

Gdy chodzi o nabożeństwo do Maryi, to żywiłam je w sercu, zanim stałam się katoliczką, a nawet odmawiałam różaniec i trzymałam w swym pokoju wizerunek Matki Najświętszej, który wzięłam też do szpitala, gdy miałam rodzić Magdalenę (ona teraz jest również katoliczką). Najwięcej dał mi poznać i pokochać Maryję św. Maksymilian swą nadzwyczajną miłością i bezgranicznym zaufaniem do Niej. I ja żyję przez cały dzień różańcem. Odmawiam go tak jak on, za przyjaciół, gdy mnie proszą o modlitwę.

Staram się udzielać swojej parafii. Kościół katolicki w Szwecji jest biednym Kościołem złożonym głównie z imigrantów (ma około 100 tysięcy wiernych). Pragnęłam coś dla nich zrobić, ale trudno było ich znaleźć i skontaktować się z nimi. Kiedy weszłam do Parafii św. Franciszka w Jönköping, poprosiłam proboszcza, bym mogła zorganizować z dziećmi grupę teatralną. Gdy mi powiedziały swoje imiona, zobaczyłam, że znajduję się wśród Kroatów, Niemców, Hiszpanów i Francuzów. A więc Bóg wysłuchał moich modlitw. Nasza pierwsza sztuka sceniczna była o św. Franciszku i wilku.

- Pani, jak widzę, jest pod urokiem św. Maksymiliana Kolbego. Co Panią w nim uderza? Jak go innym ukazuje?

- Zainteresowałam się św. Maksymilianem, bo jestem dziennikarką, a on również był dziennikarzem. Jakże on jest nowoczesny, śmiały, jak umie wykorzystać nowoczesne środki przekazu do upowszechnienia Dobrej Nowiny! Podziwiam jego otwartość dla każdego narodu i jego wrażliwość na wszystkie wymogi świata współczesnego!

Imponuje i pociąga heroizm jego miłości, który wyrażał na tysiączne sposoby jeszcze przed szczytowym i niejako symbolicznym epizodem śmierci, podjętej dobrowolnie dla ocalenia drugiego. Miał wszystkie cnoty, które chciałabym i ja mieć: posłuszeństwo, cierpliwość, wytrwałość i ponad wszystko miłość Boga. Jego życie daje nam nadzieję, pokazuje, że nawet trudności służą naszemu dobru.

Najbardziej mnie uderza obecność Maryi w jego życiu i jego poświęcenie się Maryi, dlatego swojej książce o nim dałam tytuł Wszystko dla Niepokalanej. I ja sobie przyswajam jego zasadę: żyć, pracować, kochać, a nawet umrzeć dla Maryi Niepokalanej, by w ten sposób zbawić jak najwięcej dusz! Te słowa mówią mi, jakim winien być chrześcijanin.

Miałam już wiele przemówień o o. Kolbem w parafiach luterańskich i szkołach. Książka o nim idzie dobrze, nabywają ją - luteranie!

- Zdaje się, że Pani wstąpiła do Rycerstwa Niepokalanej (MI)? Jak Pani pojmuje swe zadanie w tym ruchu?

- Tak, zostałam przyjęta do MI 22 kwietnia 1982 r. w Casa Kolbe w Rzymie.

Kiedy wróciłam do domu, uczyniłam trzy postanowienia: 1) zacząć wydawać pismo "Jungfrau Maria", aby poznano i pokochano Maryję w Szwecji; 2) postarać się, aby w parafii obchodzono wszystkie święta maryjne - z czytaniami, śpiewem, procesjami itd.; 3) zapraszać parafian, aby stawali się członkami MI poświęcając się Niepokalanej i aby co roku odnawiali to poświęcenie.

Nad podziw duża grupa włączyła się do Rycerstwa. 8 września 1982 r. pierwsi członkowie w parafii Jonkoping uczynili wspólnie akt poświęcenia się Niepokalanej według formuły Założyciela. Nazajutrz pisałam do Niepokalanowa: " Wczoraj w wyschłą ziemię szwedzką zostały rzucone pierwsze ziarna tego ruchu, dla którego spalał się o. Kolbe i któremu teraz, za jego natchnieniem, ja się oddaję bez reszty. Myślę, że wy, żyjąc w kraju katolickim, nie możecie sobie nawet wyobrazić, ile trzeba odwagi, aby wystąpić z orędziem Maryi nawet w parafii katolickiej. Ale Ona nas wyprzedza i wskazuje co robić".

[142]

Opiekę nad tą grupą zostawiłam o. Wojciechowi Selidze, który sam należy do MI, a sama służę sprawie Niepokalanej przede wszystkim piórem. Takie jest moje powołanie. Ostatnio wydałam książkę o Matce Bożej Częstochowskiej (1984), a teraz przygotowuję książkę o Różańcu. Redaguję też kwartalnik "Jungfrau Maria" ("Dziewica Maryja"). Mam oto pod ręką numer 3 z ubiegłego roku. Na wstępie widnieje proroctwo Matki Najświętszej: "Błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia" (Łk 1,48). W artykule wstępnym przypominam słowa św. Maksymiliana: "Kiedyż to będzie, o Niepokalana, że staniesz się Królową wszystkich i każdej duszy z osobna?... Kiedyż wszystkie dusze na całej kuli ziemskiej poznają miłość Twego serca i odwdzięczą Ci się gorącą miłością". I artykuły służą jednemu celowi: dać lepiej poznać i pokochać Najśw. Maryję Pannę w Szwecji.

- Czy ideał św. Maksymiliana: zdobyć świat dla Chrystusa przez Niepokalaną - jest wciąż na czasie?

- Jak najbardziej. Zdaje mi się, że wchodzimy w okres, kiedy coraz bardziej będzie się doceniać Maryję. Przywódcy kościelni luterańscy mówią: nasza teologia była zbytnio przesiąknięta pierwiastkiem męskim, teraz czujemy potrzebę, aby korzystać z lekcji Maryi. Objawienia w Medjugorje wywołały potężny ruch nawróceń i odnowiły wiarę w dziesiątkach tysięcy ludzi. To tylko część tego, co można zauważyć.

Znamienne jest to, co się dzieje w Szwecji. Bardzo bliskie wielu Szwedom stały się poprzez transporty z żywnością i odzieżą i poprzez telewizję - Polska, Kościół w Polsce i Madonna z Częstochowy. Kościół w Polsce robi wrażenie na Kościele szwedzkim, który jest bardzo słaby, gdy chodzi o wiarę, zbyt związany z państwem i zbyt podzielony, zwłaszcza co do święceń kobiet. Również wielu Szwedom imponuje czystość i moc ducha św. Maksymiliana oraz dynamizm, z jakim podejmuje on walkę o wiarę.

W ostatnich dziesiątkach lat przesuwa się przez nasz kraj fala zainteresowania się Maryją. Dotąd wielka tradycja maryjna była widoczna u nas tylko w sztuce (np. tysiące dawnych figur drewnianych w muzeach i po kościołach) i literaturze (mamy wspaniałe zbiory wierszy poświęconych Maryi przez naszych wielkich poetów). Teraz zaczyna się odradzać pobożność maryjna. Kościół szwedzki dodał do święta Zwiastowania nowy dzień poświęcony Maryi: czwarta niedziela Adwentu. W naszym nowym śpiewniku mamy cztery nowe hymny maryjne, w tym nowoczesne tłumaczenie antyfony Salve Regina, które bardzo polubiono. Na okładce "Jungfrau Maria" widnieje podobizna nowej figury Maryi z pewnego ewangelickiego kościoła, do którego wniesiono ją procesyjnie. Artysta mówi mi: "Ze wszystkich stron otrzymuję zamówienia na takie figury, tak że pracuję dniem i nocą".

Ruch "wysokiego Kościoła" zorganizował, w sierpniu 1983 r., specjalną konferencję na temat Maryi. Wygłoszono w ciągu czterech dni 17 odczytów! Mnie proszono, abym powiedziała o objawieniach maryjnych. W tym samym czasie miały być cztery inne referaty. Myślałam, że na mój odczyt przyjdzie z 10 osób. Tymczasem zjawiło się tak wielu, że trzeba było przenieść się z pokoju szkolnego do dużego holu. Wzięłam świecę i ruszyłam naprzód, śpiewając ów nowy hymn Salve Regina. Wszyscy poszli za mną, inni jeszcze doszli i hol się zapełnił. Tylko Maryja może uczynić taki cud! Miałam trochę medalików Niepokalanej i kiedy na końcu powiedziałam o tym, wszyscy pospieszyli, aby je otrzymać.

- W czym możemy Pani pomóc w Jej apostolacie?

- Proszę o modlitwę za mnie, za moją rodzinę i za "Jungfrau Maria". Modlitwą najwięcej mi pomożecie.

Grafika do art. Aby poznano...

[Fot. 1, s. 140: Ingrid Ydén-Sandgren.]

Grafika do art. Aby poznano...

[Fot. 2, s. 142] Sztandar Niepokalanej w parafii Jönköping.