Nasza radość
Przeczytałam w "Rycerzu" artykuł: A co ty na to? Bardzo mnie zaciekawił. Ostatnie zdanie zachęciło mnie do chwycenia za pióro. Nasza historia jest podobna. A w kraju jest zapewne wiele takich rodzin i rodzice różnie przeżywają taką sytuację.
Mamy kilkoro dzieci, w tym jednego syna. Wychowaliśmy je w wierze, nie tylko ucząc pacierza i katechizmu, lecz przede wszystkim spełniając wiernie obowiązki dobrego chrześcijanina.
Syn po pierwszej Komunii św. został ministrantem. Służbę tę pełnił gorliwie. Gdy był już w szkole średniej, obok chłopięcych gier i zabaw, które organizował, uczył najmłodszych ministrantów służenia do Mszy św. A gdy powstała grupa młodzieżowa "Krąg Biblijny", brał czynny udział w spotkaniach. Czytali Pismo św., rozważali jego treść, śpiewali pieśni. Te wspólne wysiłki jednoczyły grupę w miłości Chrystusowej. Młodzi uczyli się wzajemnego rozumienia i pomagania sobie. Na oazie syn zaprzyjaźnił się z kolegą, który wywarł na niego bardzo dodatni wpływ, a jestem przekonana, że i on również skorzystał wiele z tej przyjaźni.
Po roku syn oznajmił nam, że pragnie poświęcić się na służbę Bogu. Nie było to dla nas zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się tego; na to wskazywało jego dotychczasowe zachowanie się. Oczywiście zgodziliśmy się chętnie i całym sercem ofiarowaliśmy go Bogu.
Obecnie złożył już profesję w zakonie św. Franciszka i jest na pierwszym roku wyższego seminarium duchownego. Po roku, w ślad za naszym synem, poszło kilku innych chłopców z jego grupy (jeden nawet do tego samego zakonu).
Jesteśmy bardzo szczęśliwi i każdego dnia dziękujemy Bogu, że wybiera sobie młodzieńców z naszej parafii. Modlimy się też, aby wytrwali dobrze spełnili swój obowiązek. Wiemy, jak bardzo są nam potrzebni ofiarni i gorliwi kapłani.
Rodzicom trudno czasem pogodzić się z faktem, że syn lub córka decyduje się na służbę Bogu. Nie powinni jednak im zabraniać, jeśli ich miejsce jest tam rzeczywiście. Mogą bowiem wyrządzić tym wielką krzywdę swemu dziecku. A szczęście dziecka powinno być ich szczęściem. Bogu zaś trzeba być wdzięcznym, gdy tak wyróżni naszą rodzinę.
J. G.
Zabierzesz ją sobie później
W domu było nas czworo, dwóch braci, siostra i ja najmłodsza. Rodzice byli początkowo biedni, ale bardzo pracowici. Pracą rąk dorobili się i stali się dość zamożni (gospodarstwo 20 ha). Byli sprawiedliwi i pobożni, szczególnie mama. Ona nauczyła nas kochać Boga i Maryję.
Od dzieciństwa należałam do Rycerstwa Niepokalanej. Gdy miałam 15 lat, rodzice wysłali mnie po raz pierwszy do Częstochowy. Odtąd corocznie, 15 sierpnia, jeździłam z pielgrzymką do Częstochowy, a 2 lipca szłam pieszo do Krasnobrodu. Gdy miałam 27 lat, wyszłam za mąż. Skończyły się wtedy pielgrzymki. Mąż był wierzący i religijny, ale bardzo nerwowy, ja zaś swoje żale dusiłam w sobie. Ciężko było nam żyć, ale ratowaliśmy się modlitwą.
Za rok przyszła na świat córeczka. Tu zaczyna się historia, którą chcę opowiedzieć. Daliśmy jej imię Teresa, a ja przy chrzcie ofiarowałam dziecko Bogu.
Po dziewięciu miesiącach dziecko ciężko zachorowało. Zawieźliśmy je do Lublina. Dyrektor nie chciał przyjąć do szpitala. Skrzyczał nas okropnie, że mu przywozimy konające dziecko. Trzymając dziecko na rękach, rozpaczliwie płakałam. Nagle spostrzegłam, że dziecko całe we krwi. Pękł wrzód. Nie ma na co czekać. Zostawiłam męża z dzieckiem i szybko pobiegłam do katedry. Wchodząc do świątyni natknęłam się na żebrzącą babcię. Całuję ją w głowę [96][i] proszę: Babciu, módlcie się o zdrowie dziecka. - Pieniędzy nie miałam. Upadłam na kolana przed Matką Boską Lubelską i prosiłam: Matko Boska Częstochowska, wróć mi dziecko! Nie zabieraj go, proszę Cię! A jeśli chcesz i taka jest wola Boża, zabierzesz ją sobie, gdy będzie większa. Do 20 lat niech będzie moja, a potem Twoja. I na ołtarzu złożyłam jedyną rzecz, jaką miałam smoczek.
Pierwszą odpowiedzią było to, że dziecko zostało przyjęte do szpitala. Po sześciu tygodniach - ku zdziwieniu lekarzy - zabrałam je całkiem zdrowe do domu.
Córeczka rosła. Była bardzo pobożna. Lubiła słuchać o Bogu i Matce Najświętszej. Latem stroiła kwiatami kapliczki Matki Bożej. Skończyła szkołę podstawową, potem średnią. Wtedy postanowiła, że wstąpi do zakonu. W lipcu (16) została przyjęta do Sióstr Boskiego Mistrza w Częstochowie. Stało się. Do 20 lat była moją, teraz jest u Matki Bożej Częstochowskiej. Pracuje w zakrystii już sześć lat.
Ojcowie paulini są zadowoleni i zawsze mówią mi, że mam dobrze wychowane dzieci.
Syn 4 grudnia ubiegłego roku otrzymał sutannę, druga córka pracuje w Lublinie. Najmłodszy (12 lat) obiecuje, że pójdzie drogą brata.
Rodzice
Młodzieńcze
"Człowiek jest piękny, gdy jest w pełni człowiekiem" (chodzi o nieprzemijające piękno duchowe). Dobrymi ludźmi są święci: Franciszek z Asyżu, Antoni Padewski, Maksymilian Kolbe... Najlepszą wychowawczynią świętych jest Niepokalana Matka Jezusa. Gdy Jej pozwolisz, i ciebie ukształtuje według najlepszego wzoru.
Jeśli masz poważne zamiary i pragniesz zostać kapłanem lub bratem zakonnym, zwróć się pod jeden z następujących adresów:
Kuria Prowincjalna | OO. Franciszkanów | ul. Zakroczymska 1 | 00-225 WARSZAWA (dla kandydatów z Polski północnej)
Klasztor | OO. Franciszkanów | Niepokalanów | 96-515 Teresin k. Soch.
Kuria Prowincjalna | OO. Franciszkanów | pl. Wiosny Ludów 5 | 31-004 KRAKÓW (dla kandydatów z Polski południowej)
[s. 96]
