Proszę przyjąć serdeczne gratulacje z okazji złotego jubileuszu kapłaństwa i 55-ciu lat pracy misyjnej w Japonii. Nie wiem, czy jakiś inny misjonarz polski w świecie otrzymał podobną łaskę.
Tak, za wielką. łaskę poczytuję sobie, że tyle lat mogłem służyć Niepokalanej na misjach. A zdawało się, że i roku nie przeżyję w Japonii. Kiedy udałem się tam jako kleryk w r. 1930 wraz ze św. Maksymilianem, w czasie jego drugiej podróży misyjnej, wkrótce po przyjeździe zachorowałem poważnie i musiałem poddać się operacji. Stan był ciężki i przełożony otrzymał już pismo od o. Prowincjała w sprawie mego powrotu do Polski. Dziękuję Bogu przez Niepokalaną. za to, że wyzdrowiałem, że mogłem ukończyć studia teologiczne i otrzymać święcenia kapłańskie (29 IX 1935 w Tokio) i że jeszcze dziś mogę pracować jako misjonarz.
Zazdroszczę Ojcu Misjonarzowi, że przez sześć lat mógł żyć razem ze Świętym. Co najbardziej uderzało w o. Maksymilianie? Jak on przelał swój ideał w serce Ojca?
Byłem wciąż pod wrażeniem, że ten człowiek żyje Niepokalaną. Nie mogłem wprost wierzyć, że jest ktoś, kto aż tak Ją kocha. Urzekała mnie również jego serdeczność w stosunku do podwładnych. Nawet rodzice nie potrafią tak kochać swoich dzieci. Codziennie przynosił mi do szpitala Komunię św. Kiedy zobaczył mnie po operacji w stanie, zdawało mu się, beznadziejnym, zemdlał. Lekarze mówili wtedy: "To musi być jego brat rodzony". W klimacie takiej miłości, widząc świętość o. Maksymiliana na co dzień, można było pokochać jego ideał i poświęcić się bez reszty Niepokalanej.
Jak daliście sobie radę bez św. Maksymiliana, kiedy w r. 1936 musiał powrócić do Polski? Przecież wkrótce zwaliły się na was różne trudności, zwłaszcza tajfun wojny.
Istotnie zdawało się, że nasza Misja upadnie. Przyszedł czas, że warunki stały się wprost nieznośne. W krytycznych chwilach krzepiły nas i podnosiły na duchu listy Założyciela. Pisał nam: "Zostawmy wszystkie troski Niepokalanej, bo to przecież Jej sprawa". To znów: "Kiedyś to ja starałem się walczyć z trudnościami, ale potem przekonałem się, że wszystkie obracają się tylko na większe dobro dla sprawy Niepokalanej". Niepokalana nie zawiodła. Przetrwaliśmy cało nawet najcięższy okres. Uważam to za cud.
Przypomnę znamienny fakt. W r. 1931 nie mogłem pojąć, dlaczego o. Maksymilian rezygnuje z terenu pod budowę Mugenzai no Sono Niepokalanowa, który mu zaofiarowali gratis wierni w dzielnicy Urakami, a kupuje na dalekim przedmieściu Hongochi zarośnięte zbocze góry Hikosan. Tłumaczył mi: Tamten teren jest za mały wobec naszych planów apostolskich, nadto wokół niego mieszkają katolicy, my zaś przyjechaliśmy do Japonii, by nawracać pogan. Br. Romualdowi, krytykującemu jego wybór, powiedział wprost: "Zobaczysz, że Niepokalana tu właśnie chce królować i tu najlepsze miejsce sobie obrała". Przekonaliśmy się o tym, gdy na Urakami spadła w r. 1945 bomba atomowa.
I w rozwoju powojennym widzi Ojciec Misjonarz łaskę Niepokalanej?
Niewątpliwie. Mając liczne powołania można było zakładać, oprócz Mugenzai no Sono, nowe klasztory, z których w r. 1969 powstała regularna prowincja franciszkańska, Prowincja Niepokalanej. Liczy ona dziś 12 domów z około 70 zakonnikami japońskimi, których wspiera 10 weteranów polskich. Nie wiem jednak, czy wypełniliśmy dobrze wolę Niepokalanej. Duszpasterstwo zwyczajne prowadzone przez klasztory rozproszyło nasze siły i chyba zahamowało rozwój Niepokalanowa japońskiego. Św. Maksymilian marzył o "Rycerzu" japońskim w nakładzie 5 milionów egzemplarzy i o rojących się po całej Japonii grupach niepokalanowian, którzy by uprawiali duszpasterstwo nadzwyczajne (rekolekcje, kolportaż prasy itp.). Niestety, Mugenzai no Sono nie wydaje dziś nawet tylu egzemplarzy swego pisma co przed wojną, choć ma nowoczesną drukarnię.
Myślę jednak, że Ojciec urzeczywistnia teraz inne marzenie Twórcy MI: Niepokalanów żeński, mając pieczę nad zgromadzeniem Sióstr Franciszkanek MI, które powołał do bytu zaraz po wojnie.
Zgromadzenie to powstało 8 grudnia 1949 r. liczy dziś ponad 130 sióstr profesek w 18 wspólnotach. Główny ośrodek jest w Konagai z blisko 60 siostrami i licznymi zakładami. To Misakae no Sono - Ogród Chwały Bożej, można powiedzieć Niepokalanów. Duch w nim jak w Niepokalanowie św. Maksymiliana a zabudowań może więcej niż w obecnym Niepokalanowie polskim. Tylko działalność jest odmienna.
Siostry w Konagai zajmują się niemal wyłącznie opieką nad dziećmi niepełnosprawnymi, których jest ponad 500. Działalność charytatywną prowadzą też inne domy.
Nie jest to zboczenie z linii, którą wytyczył Twórca MI, apostoł prasy. Głosił on, że pracując nad nawróceniem i uświęceniem dusz pod opieką Niepokalanej mamy się chwytać wszystkich środków godziwych, zwłaszcza tych, które są najbardziej skuteczne i najbardziej aktualne. Przekonaliśmy się, że w Japonii, gdzie jest tak mało nawróceń, tylko miłość heroiczna może otworzyć oczy i serca na "religię miłości", jak o. Maksymilian nazywał chrześcijaństwo. I taką właśnie miłość starają się okazać Siostry MI, wpatrzone w Męczennika miłości, czerpiące jak on siłę z Serca Niepokalanej. Coraz większy jest wpływ naszych zakonnic na społeczeństwo japońskie, które podziwia ich poświęcenie. Dodam, że 21 listopada rozpoczynają w Konagai nowicjat cztery Polki, by potem przeszczepić to zgromadzenie na teren ojczysty. I tu jest potrzebne świadectwo miłości.
Ale Ojciec Misjonarz nic nie mówi o sobie, choć przecież jak mało kto przyczynił się do uratowania i rozwoju Misji japońskiej.
Misja ta to dzieło Niepokalanej. Ona się nim opiekuje, Ona je prowadzi, a ja jestem tylko Jej nieudolnym narzędziem. Wdzięczny, że raczy się mną posługiwać, śpiewam teraz z Nią z okazji jubileuszu "Magnificat" i powtarzam Jej słowa: "Otom ja służebnica Pańska", jak napisałem na obrazku pamiątkowym.
Jakie wytyczne zostawi Ojciec Jubilat dla nas w Niepokalanowie i dla całego Rycerstwa Niepokalanej?
Te, które dal mi św. Maksymilian w liście z 11 XI 1936 r.; "Kochajmy Niepokalaną co dzień więcej i więcej. Tu nie ma i nie może być granicy. A Ona coraz bardziej oczyszczać będzie nasze serce z naturalizmu i przemieniać w siebie... To jest z woli Bożej istota całej świętości". Od tego zależy dalszy rozwój Niepokalanowa i MI w świecie.
Rozmawiał z Misjonarzem 26 X 1985 r. w Niepokalanowie o. Jerzy M. Domański

