50 lat pod sztandarem Niepokalanej

Matka Boża w moim życiu (52)

Rok 1985 to mój uroczysty, złoty jubileusz należenia do Rycerstwa Niepokalanej. Tak bardzo pragnęłam doczekać tej chwili, aby podziękować Matce Bożej za wszystkie łaski.

W ciągu tych pięćdziesięciu lat moje życie podobne było do łodzi płynącej po błękitnej fali podczas wichury.

W roku 1935, kiedy byłam małą dziewczynką, zachorowała nasza mama. Pogotowie zabrało ją do kliniki w Warszawie. Gdy karetka odjeżdżała, wybuchnęłam wielkim płaczem, szukając pociechy przed obrazem Matki Bożej i św. Teresy od Dzieciątka Jezus w pokoju mamy. Modliłam się, jak umiałam, po dziecinnemu. Potem modliliśmy się wszyscy razem, cała rodzina, a było nas troje rodzeństwa. Mama długo leżała w szpitalu nieprzytomna z powodu wysokiej gorączki. Lekarze nie wróżyli nadziei na życie. Gdy po dziesięciu tygodniach opuszczała szpital lekarz powiedział:

- Miała pani szczęście; to, że pani żyje, zakrawa na cud. Uciekła pani grabarzowi spod łopaty. Mama w podzięce Panu Bogu za uzdrowienie zapisała całą rodzinę do Rycerstwa Niepokalanej. Wkrótce z Niepokalanowa nadeszły dyplomiki MI i Cudowne Medaliki. Była to dla nas wielka radość. Również od tej pory zaczął przychodzić do naszego domu "Rycerz Niepokalanej", który stał się cennym drogowskazem, jak należy żyć. On nauczył nas kochać Niepokalaną.

W dzieciństwie często chorowałam, a raz podczas kąpieli topiłam się na głębokiej wodzie. Nie byłam sama, więc powstał wielki krzyk. Przypadkowy przechodzień usłyszał wrzawę, skoczył do wody i jak dobry Samarytanin uratował mi życie.

Mijały lata. Wojenna zawierucha rozniosła naszą rodzinę. Tato poszedł na wojnę, pogorszyły się warunki bytowe, a gdy wkroczyli Niemcy, zaczęły się po wsiach łapanki, wywózki młodzieży na roboty do Rzeszy. Starszy brat był dwa razy pod kulami, ale żadna go nie trafiła. Również szczęśliwie wrócił z wojny tato. Nikt z naszej rodziny nie zginął, a przecież lała się krew i ludzie ginęli. Fakty te uznaliśmy za wielki dar Nieba i szczególną opiekę Matki Bożej.

Z biegiem czasu każde z nas założyło swoją rodzinę. Mój ślub odbył się w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 1949 r. W małżeństwie postanowiłam, że gdy doczekam się córki, dam jej na imię Teresa. Pierwszy był syn, druga córka. Moje marzenie się spełniło, więc otrzymała na chrzcie imię Teresa. To z wdzięczności dla ukochanej Świętej z lat dziecinnych, św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która wstawiła się do Matki Bożej, by dźwignąć mamę z choroby. Terenia skończyła szkołę medyczną i już trzynaście lat pracuje jako kwalifikowana pielęgniarka. Niesie pomoc chorym i cierpiącym. Poczytuję to za wielką łaskę Niepokalanej.

Opatrzność Boża doświadczyła mnie w życiu bardzo wiele. Przeżyłam niejedno rozdarcie serca, zwłaszcza gdy jedno dziecko mające trzy miesiące Pan Bóg zabrał do grona aniołków. Przeżycia i ciężka praca nadszarpnęły moje zdrowie. Jednak cierpienia i choroby, dzięki modlitwie, podnosiły mnie coraz bardziej ku górze, zbliżały do Boga. Wszystkie sprawy rodzinne oddawałam i oddaję w ręce Matki Najświętszej.

Dziękuję Ci, Maryjo, za miłość i wiarę, za wychowanie pięciorga dzieci, za dwie ciężkie, lecz szczęśliwie przebyte operacje w roku 1972 i 1976.

W naszej parafii budujemy kościół pod wezwaniem św. Maksymiliana. Służę pomocą, również chętnie pomagam w przygotowaniach do każdej uroczystości, choć do kościoła mam daleko. Każdy mój dzień przepełniony jest pracą i modlitwą. Myślą i sercem łączę się z tymi, którzy budują naszą świątynię, z Niepokalanowem, a o godzinie 21 czuwam przy Apelu Jasnogórskim.

Dziękuję Ci, Matko Najświętsza, że pozwoliłaś mi założyć w naszej parafii trzy róże Żywego Różańca. Są to róże historyczne: "Róża Tysiąclecia", "Róża Roku Świętego" i "Róża Odkupienia". Całym sercem oddaję się tej świętej sprawie, bo uważam ją za wielką łaskę dla mnie. O Niepokalana, niech będzie błogosławione Twe święte Imię, a chwała Twoja niech nie schodzi z ust moich! Dziękuję Ci, Boża Matko, za wszystkie łaski otrzymane w ciągu pięćdziesięciu lat rycerskiej służby pod Twoim sztandarem. W Twoje ręce składam moje uroczyste, jubileuszowe "Te Deum".


Jestem pełen uznania dla pracy i postawy mojej parafianki, P. H. Szymczak, która żyje na codzień duchem św. Ojca Maksymiliana. Cieszę się, że jest tym ewangelicznym zaczynem w naszej młodej parafii.

Ks. Kazimierz Kamiński, proboszcz | Bydgoszcz, dnia 23 lipca 1985 r.
[s. 150]