To było zaledwie dziesięć lat temu... Aż trudno uwierzyć! Chwilami skłonni jesteśmy myśleć, że tamto nie było nigdy życiem, ale historią, o której wyczytało się z książek...
Do czego dążymy? Jaki nasz ideał?... Te i tym podobne myśli niewątpliwte budzą się w umysłach o dobrej woli.
Zaciekawienie ogólne wzbudzili dwaj bracia Kolbowie: Franciszek i Rajmund, gdy w 1907 r. przybyli do trzeciej klasy gimnazjum w małym seminarium franciszkańskim we Lwowie.
O wszystkie materialne potrzeby Braci bardzo się troszczył nasz dobry Ojciec. Troska ta przebijała się zwłaszcza w stosunku do cierpiących.
Ogólnie ocenia się O[jca] Kolbego według dzieł, jakich dokonał, stopnia gorliwości, jaką płonął i bezgranicznego zaufania do Niepokalanej, jakim się odznaczał...
Był tak prosty i pokorny, że "nabierał" otoczenie. Wielu spośród najbliższych współpracowników nie wiedziało do końca, jak wielkie w czasie studiów wykazał zdolności; jeden z jego dawnych profesorów nie zawahał się powiedzieć: "był to mój najzdolniejszy student, umysł wręcz genialny".
Módlmy się, by Niepokalana jak najprędzej... stała się Królową całego świata, bo tyle jeszcze pogan, tyle grzeszników biednych.
Że Ojca Kolbego będziemy wnet czcić na ołtarzach, o tym chyba nikt w Polsce nie wątpi. Ale byłoby rzeczą pożądaną, gdyby ten wielki Sługa Boży podniesiony został do chwały świętych z tą osobliwą aureolą, jaką daje, przecierpiane dla sprawy Bożej, męczeństwo.
Zapytałam kiedyś jednego z niepokalanowskich Braci wprost: Powiedz mi Bracie drogi, czy Ojciec Kolbe był świętym naprawdę?

