10 października 1982 w Rzymie

Czterdzieści cztery lata czekali katolicy w Polsce na dzień, kiedy z wyżyn Piotrowej stolicy usłyszeć mogli głos Chrystusowego Namiestnika, który władzą przez Boga mu nadaną orzekał przywilej ich Rodaka o oddawaniu mu czci publicznej na ołtarzach w Powszechnym Kościele. Ostatnia bowiem kanonizacja Polaka, św. Andrzeja Boboli, odbyła się w roku 1938.

Nadszedł wreszcie ów długo oczekiwany dzień, "który dał nam Pan". Alleluja!

Zaledwie świt rozjaśnił niebo Italii, kiedy z wielu okolicznych miasteczek ruszyły autokary polskich pielgrzymów w stronę stolicy na plac przed bazyliką Świętego Piotra. Trudności zakwaterowania sprawiły bowiem, że wielu musiało zamieszkać o sto i więcej kilometrów od wiecznego miasta. Wprawdzie rzymski Komitet Pielgrzymkowy pod przewodnictwem bpa Szczepana Wesołego i o. Błażeja Kruszyłowicza robił wszystko, aby te przeszkody przezwyciężyć, ale mimo to warunki dla pielgrzymów były naprawdę uciążliwe.

O godzinie siódmej rano już prawie wszyscy uczestnicy zapowiedzianej kanonizacji byli na miejscu, utrudzeni, niewyspani, ale radośni, pełni nadziei i zapału.

Wszyscy odczuwali niezwykłość nadchodzącej uroczystości, gdy pierwszy Namiestnik Chrystusa z Polski dokona aktu kanonizacji [264]swego Rodaka, co odważył się twierdzić: "Tylko miłość jest twórcza!" i w imię miłości ewangelicznej powziął postanowienie o przyjęciu dobrowolnej śmierci głodowej za współwięźnia. W życiu modlił się i marzył o męczeństwie - i wreszcie Papież w imieniu Boga miał orzec, że ta łaska została mu dana...

Zanim nadeszła godzina dziewiąta trzydzieści, kiedy to miał rozpocząć się obrzęd, śpiewano pieśni religijne w różnych językach. Po polsku śpiewały połączone chóry: akademicki z Krakowa i "Podlasie" z Siedlec.

Plac przed bazyliką powoli się wypełniał: olbrzymie ramiona kolumnady Berniniego obejmowały coraz większe tłumy. Samych miejsc dla siedzących było dwadzieścia sześć tysięcy. Ale pielgrzymów było chyba z osiem razy więcej... Słyszało się rozmaite języki, widać było białych, czarnych, żółtych, nawet czerwonoskórych.

Najpierw z wnętrza bazyliki wyszły szeregi ministrantów, którzy podczas rozdawania Komunii świętej mieli towarzyszyć przeszło dwustu kapłanom, spełniającym tę funkcję. Potem przybywali członkowie korpusu dyplomatycznego. Wśród nich dostrzegliśmy i oficjalną delegację Rządu polskiego. Setki biskupów z całego świata zajmowało wyznaczone dla nich sektory. Wśród zakonników czerniły się i szarzały habity współbraci przyszłego Męczennika było ich około tysiąca, z Polski zaś ponad setka, a poza tym Włosi, Amerykanie i Japończycy.

Kilkunastu kardynałów poprzedzało orszak papieski. Huczne oklaski zebranych tłumów rozbrzmiały na widok postaci Ojca Świętego: szedł głęboko skupiony, wewnętrznie naprężony i przyciśnięty ciężarem odpowiedzialności w tej historycznej chwili... Jan Paweł spoczął na tronie przy bramie bazyliki, obok niego stanęli koncelebransi: Kardynałowie Jan Józef Król z Filadelfii, Józef Hoffner z Kolonii, Franciszek Macharski z Krakowa, Ferdynand Józef Antonelli z Zakonu Braci Mniejszych; potem arcybiskup Peter Seiichi Shirayanagi z Tokio, biskup Jan Zaręba z Włocławka, o. Witalis Bommarco, generał franciszkanów, prałat Konrad Szweda, współwięzień z obozu, o. Jerzy Domański, dyrektor międzynarodowy Rycerstwa Niepokalanej. Nieobecnego arcybiskupa z Gniezna i z Warszawy, Józefa Glempa, zastąpił biskup Ignacy Jeż z Kołobrzegu-Koszalina. Asystentami Ojca Świętego byli dwaj kardynałowie diakoni - Bernardyn Gantin z Afryki i Władysław Rubin. Tak więc przy ołtarzu byli reprezentanci wszystkich kontynentów i wielu narodów.

Watykańska "schola cantorum" rozpoczęła śpiew na wejście: Majorem caritatem nemo habet, ut animam suam ponat quis pro amicis suis - "Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swe oddaje za przyjaciół swoich". Refren ten przeplata się ze słowami psalmu dwudziestego o świętym, który pozostał wiernym i ufnym wobec Pana.

Po Kyrie eleison kardynał prefekt Kongregacji dla spraw kanonizacyjnych wraz z postulatorem sprawy i radcą konsystorialnym prosi Ojca Świętego o dokonanie kanonizacji Błogosławionego. Jan Paweł podnosi się z tronu, klęka i obecni śpiewają Litanię do Wszystkich Świętych. Potem słyszymy głęboki głos Papieża, który po łacinie odczytuje formułę: "na chwałę Trójcy Świętej, dla wywyższenia wiary katolickiej... władzą Pana naszego Jezusa Chrystusa uznajemy i ogłaszamy błogosławionego Maksymiliana Marię świętym w Kościele Powszechnym...".

Ozwały się gromkie oklaski jak plac długi i szeroki, a nawet na sąsiednich ulicach tłumy wyrażały swoją radość i entuzjazm dla nowego Świętego Męczennika... A miliony katolików w całym świecie zebrane przy głośnikach i przed ekranami telewizorów dzieliły naszą radość i przeżycia. Program bowiem telewizji włoskiej był transmitowany do wszystkich prawie krajów...

Ojciec Święty zaintonował Gloria in excelsis Deo, a gregoriańską melodię podjęli uczestnicy obrzędów. Następnie po raz [265]pierwszy Najwyższy Kapłan w kolekcie wezwał pomocy i wstawiennictwa przed Bogiem "świętego Maksymiliana Marii, kapłana i męczennika". Setki tysięcy oczu zwracają się ku wielkiemu obrazowi zwisającemu na frontonie bazyliki, jakby dopiero teraz dostrzegły postać nowego świętego w czarnym franciszkańskim habicie na tle nieba pokrytego chmurami; u dołu zaś widniały dymy i pożary - na prawo, a bazylika niepokalanowska na lewo pod barwnym łukiem tęczy. Artyści Silvio Cansadori i Dina Bellotti pragnęli w ten sposób wyrazić treść życia i sens śmierci Świętego Męczennika z Oświęcimia.

Wyjątki z księgi Starego i Nowego Testamentu odczytane w czterech językach (po polsku, po łacinie, po włosku i po grecku - Ewangelia) nawiązywały do ofiary z siebie dla miłości bliźniego.

Tenże motyw rozwinął Ojciec Święty w wygłoszonej po włosku homilii, ilustrując go faktami z życia świętego Maksymiliana: "Ojciec Kolbe upomniał się w obozie o prawo do życia człowieka... potwierdził jedyne prawo Stwórcy do życia niewinnego człowieka... dał świadectwo Chrystusowi i miłości... On nie «umarł», ale oddał życie za brata. W tej śmierci tak straszliwej według ludzkiego mniemania, spełniła się ostateczna wielkość ludzkiego czynu i ludzkiego wyboru: sam poświęcił się na śmierć z miłości. Ta śmierć stanowi szczególnie autentyczne świadectwo Kościoła w świecie współczesnym...". Oto niektóre myśli przemówienia.

Jak beatyfikacja o. Maksymiliana podkreślała świętość jego życia i działalność apostolsko-maryjną, to kanonizacja wywyższyła jego postać umęczoną z miłości dla Chrystusowej Ewangelii.

Wyznanie wiary w odśpiewaniu Credo in unum Deum poprzedziła procesja z darami ofiarnymi: oprócz bowiem hostii i wina delegacje pielgrzymów składały kolejno Ojcu Świętemu: dwaj bracia zakonni zwyczajowe świece, krakowiacy - chleba bochen, Niemcy - baryłkę wina, Włosi klatkę z ptakami, urocze Japonki kwietną "ikebanę", Koreanki - kosz owoców, Zambijczycy, Ślązacy, Amerykanie przynieśli dary swego regionu. Jan Paweł II ojcowsko uśmiechnięty dziękuje każdej grupie paru słowami. Trzaskają aparaty fotograficzne, błyskają flesze, wszyscy podziwiają barwną procesję ofiarniczą. Upał zmniejszył się bardzo, gdyż chmury pokrywają niebo. Przybywają coraz liczniejsze tłumy, wypełniając szczelnie wolne dotychczas miejsca. Nawet tarasy watykańskich domów są wypełnione ludźmi, pojawiają się coraz liczniejsze transparenty z napisami...

Koncelebransi zbliżają się do ołtarza i rozpoczynają liturgię eucharystyczną.

Wspólny łaciński śpiew Ojcze nasz rozbrzmiewa ogromnym echem po placu, a potem uczta Pańska: Ojciec Święty udziela Komunii świętej wybranym osobom. Są między nimi współbracia Świętego z Niepokalanowa, jest Franciszek Gajowniczek, jest Matka Teresa z Kalkuty, apostołka hinduskich biedaków i wiele, wiele dziesiątków wiernych. Paruset kapłanów komunikuje na placu. Tymczasem rozlegają się pieśni eucharystyczne. Pewnie ze dwadzieścia tysięcy obecnych przyjęło Ciało Pańskie, a w ich liczbie olbrzymia większość polskich pielgrzymów.

Po Mszy świętej Jan Paweł II spotyka się z niektórymi uczestnikami przy tak zwanej ceremonii baciamano (ucałowanie ręki). Zwyczajowa modlitwa Anioł Pański i okolicznościowe przemówienie Ojca Świętego wyraża serdeczną prośbę do zebranych o modlitwę w intencji Polski, w której znowu spiętrzyły się trudności.

Wieczorem dowiedzieliśmy się z radia watykańskiego, że podobną w treści prośbę skierował ks. Prymas Polski do pielgrzymów w Niepokalanowie. W duszy Polaków lęgnie się troska o losy Ojczyzny, ale ufają, że przez pośrednictwo Matki Bożej Królowej Polski i Jej wiernego Rycerza świętego Maksymiliana Bóg ześle zmiłowanie. Z serc wyrywa się szczera modlitwa Boże, coś [266]Polskę przez tak liczne wieki, otaczał blaskiem potęgi i chwały...

Wezwanie księdza Prymasa i w naszych sercach odbiło się żywym echem: "Módlmy się dzisiaj szczególnie gorąco, przeżywając gorycz ostatnich dni, ale pamiętajmy, że wszelka gorycz nieść powinna z sobą nadzieję, chociaż rozumiemy naszą rzeczywistość. Wiedzmy, że wszystko to, co jest sprawiedliwe i dobre, nie może zniknąć. Struktury mogą przemijać, ale idea dobra, sprawiedliwości i walki o słuszne sprawy nie może zaginąć".

Niezapomniany dzień 10 października zaznaczył się w Rzymie jeszcze jednym szczególnym wydarzeniem: wspólnym nabożeństwem Polaków i Niemców na grobie świętego Piotra w bazylice wieczorem.

Święty Męczennik z Oświęcimia stał się jakby patronem pojednania i przebaczenia pomiędzy dwoma od wieków skłóconymi narodami, rozdzielonymi nienawiścią i wzajemnymi krzywdami.

W swoich homiliach dwaj koncelebransi: Kardynał Franciszek Macharski i Kardynał Józef Hoffner wyrazili żywą nadzieję, że za przyczyną Maryi Matki Boga i świętego Maksymiliana Bóg wysłucha wspólnej modlitwy Polaków i Niemców i ześle sprawiedliwość i pokój, i przemieni serca ludzi, co mają władzę na ziemi, obróciwszy ich ku dobru. A ta wspólnie koncelebrowana Msza święta stanie się pierwszym owocem kanonizacji Świętego Męczennika z Oświęcimia i Patrona trudnego wieku...

Kiedy późnym wieczorem przechodziłem obok opustoszałej bazyliki przez wielki plac Św. Piotra próbowałem uprzytomnić sobie i odgadywać, jakie będą następstwa faktu dokonanego na tych miejscach, nad kopułą na wysokim niebie zabłysła wśród chmur gwiazda... Może ideał nowego Patrona rozjaśni poplątane ścieżki życiowe jednostek i całych społeczeństw?

Rzym, 11 października 1982