Świętość

Człowiek z natury dąży do wydoskonalenia się nie tylko fizycznego i umysłowego, ale także moralnego; toteż w historii ludzkości spotykamy wszędzie ludzi, uważanych za coś wyższego nie tylko ponad zwykły tłum, ale także ponad uczonych, ludzi zwanych "świętymi".

Po upadku jednak pierwszego rodzica, zaćmiony umysł nie mógł znaleźć jasnej drogi do duchowego wydoskonalenia, ani też osłabiona wola nie miała dość sił, by nią kroczyć aż do heroizmu; stąd pojęcia świętości niejasne lub fałszywe.

Już chińscy filozofowie wyróżniają ludzi "żyjących na wzór duchów" i stawiają ich ponad mędrców. Świętość ta, polegająca na dokładnym wypełnianiu praw boskich, tj. doskonałości i prawdy, miała charakter czysto naturalny.

Lepiej wyobrażali sobie świętość Grecy; chociaż bowiem cnotę uważali za coś naturalnego, to jednak świętość była dla nich zbliżeniem do bóstwa, a Platon w dialogu "Euthyphron" dowodzi, iż świętość dlatego właśnie jest miłą bóstwu, że jest świętością. Nawet zmysłowy Epikur pisał księgi: O świętości i pobożności względem bogów.

Wręcz przeciwne pojęcie świętości wyrobiło się u buddystów. Wedle nich cały wszechświat jest zły, a bogowie - to nieszczęśliwi, którzy podobnie jak ludzie dążą do "wyzwolenia". Mnich buddyjski opuszcza koło rodzinne i minie, by zniszczyć swą naturę i zabić w niej zarodki przyszłych istnień, wyniszczyć się w ekstazie i dojść do nirwany (nicości).

Mahometanie Boga wzywają i do niego dążą. Marabut (mnich) ich ćwiczy się w postach, czuwaniach i wstrzemięźliwości na miejscu samotnym, by dojść do wizji i zachwytów i tak przestawać z Bogiem. Gdy do tego dojdzie (oczywiście nie ma tu mowy o nadnaturalnym zachwyceniu), otrzymuje nazwę "uali", tj. przyjaciel Boga, a po śmierci współwyznawcy wzywają jego wstawiennictwa przed Bogiem i Prorokiem. Wstawiennictwo to ma się okazywać przez cuda. Cudem zaś nazywają mahometanie każde zdarzenie, które nie jest zwykłe, codzienne i oczekiwane, a o krytyce to i mowy nie ma.

W Starym Zakonie pojęcie świętości ściśle już się łączy z pojęciem Boga. Tak np. czytamy w Księdze Kapłańskiej (20,26): "Będziecie mi świętymi, bo świętym jestem Ja, Pan, i odłączyłem was od innych ludów, abyście byli moi", a w czwartej Księdze Królewskiej (4,9) "Widzę, że to jest mąż Boży, święty". - Lecz i tu świętość nie jest doskonała.

Dopiero Chrystus Pan przyszedłszy na świat wskazał ludzkości przykładem i słowem drogę do prawdziwej świętości. Istotą jej - miłość Boga aż do heroizmu. Oznaką - wypełnianie Bożej Woli, zawartej zwłaszcza w Przykazaniach Bożych, Kościoła Bożego w obowiązkach stanu. Środkiem - ciągłe czuwanie nad sobą, by wady poznać i wykorzenić, a cnoty wszczepiać, pielęgnować, rozwijać aż do niepowszednich stopni - modlitwa, którą dusza zdobywa nadprzyrodzone Boże łaski, niezbędne do postępu duchowego. U wszystkich świętych zajmuje ona pierwszorzędne miejsce. Najważniejsze jej stopnie - to modlitwa ustna, rozmyślanie i kontemplacja. W tej ostatniej porywa Pan Bóg nieraz duszę do siebie bliżej i wtedy, olśniona nadziemskim światłem i rozpłomieniona miłością, wpada w zachwycenie, nie mające nic wspólnego z naturalnymi zachwytami. Nie jest to jednak konieczne ani potrzebne do świętości.

Papież Benedykt XIV pisze: "Ażeby kanonizować sługę Bożego, wystarcza mieć dowody, że on uprawiał wzniosłe i bohaterskie cnoty, do których nadarzała mu się sposobność odpowiednio do warunków i stanu jego osoby" (De beat[ificatione] et can[onisatione]" III, 21). Stąd też, jak mówi H[enryk] Joly: "Kościół zaliczył w poczet świętych nie tylko mnichów obok książąt i księżnych, królów i królowych, cesarzy i cesarzowych, ale także kupców, nauczycieli, ogrodników, rolników, pasterzy i pasterki, adwokatów i doktorów, skarbników i urzędników, żebraków i służących, rzemieślników, szewców, cieśli i kowali!"

Fałszywe jest też ogólne przekonanie, że święci nie byli podobni do nas. I oni odczuwali pokusy, i oni upadali i powstawali, i ich nieraz przygniatał smutek, osłabienie paraliżowało zniechęcenie. Lecz pomni na słowa Zbawiciela "Beze Mnie nic uczynić nie możecie" [J 15,5] i na owe św. Pawła "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia" [Flp 4,13] - nie ufali sobie, lecz całą ufność w Bogu pokładając, upokarzali się po upadkach, szczerze żałowali, duszę z brudów w Sakramencie Pokuty zmywali, a potem z większym jeszcze zapałem przykładali rękę do dzieła. I tak upadki służyły im za szczeble do coraz wyższej doskonałości i stawały się coraz lżejsze.

Gdy św. Scholastyka spytała swego brata św. Benedykta, czego potrzeba, by dojść do świętości, otrzymała odpowiedź: "Trzeba chcieć".