Miłosierdzie Niepokalanej

Znanym i głośnym był swego czasu profesor Cesar Parrini, który w roku 1884 umarł we Florencji. Piastował on wysoki urząd w tamtejszej loży masońskiej, pisywał do masońskich gazet bluźniercze artykuły przeciwko Bogu i Kościołowi, a dwa lata przed śmiercią zrobił następujący testament:

"Zdrowy na duszy i na ciele oznajmiam dzisiaj, trzynastego marca 1882 r., moją ostatnią wolę.

"Żądam stanowczo aby, gdy śmiertelnie zachoruję, żadnego kapłana jakiegokolwiekby on był wyznania lub obrządku, nie wpuszczono do mego mieszkania."

"Żądam stanowczo, aby, gdy umrę, żadne zgromadzenie zakonne, żadne bractwo, żaden ksiądz i t. d. mego trupa nie ruszył; na mary złożą moje zwłoki i towarzyszyć mi będą do grobu moi bracia, przyjaciele i znajomi,"

W tym samym testamencie przeznaczył sporą sumę na cele masońskie, a wykonawcą testamentu mianował również lożę wolnomularską. O Bogu i duszy nic nie chciał wiedzieć.

Osiemnastego lipca 1884 r. został Parrini ciężko ranny w pojedynku. Zaniesiono go prawie już umierającego do domu i tu odezwał się do czuwającego przy nim lekarza: "Gdyby memu życiu groziło naprawdę niebezpieczeństwo, daj mi o tem znać, gdyż mam jeszcze ważne sprawy do załatwienia." Po dwóch dniach zawiadomił go lekarz, że niema żadnej nadziei, że umrzeć musi. Chory który całe życie żył bez Boga, zwrócił się wówczas do pewnej pani, odwiedzającej go w chorobie ze słowami: Zawołaj mi natychmiast księdza; chcę mieć księdza przy śmierci". Zawołano księdza. Parrini przed świadkami odwołał wszystkie swoje błędy i bluźnierstwa, starał się naprawić zgorszenie, wyspowiadał się i przyjął święte Sakramenta, a gdy go ktoś z obecnych zapytał jak po takim życiu z żalem teraz do Boga się garnie, odpowiedział na to: "Przyjacielu! inaczej człowiek patrzy na wszystko, gdy żyje - a inaczej w godzinę śmierci". Tak pobożnie wzbudzał dalej akty miłości, wiary, nadziei i żalu, że obecni przy jego łożu nie mogli się oprzeć wzruszeniu. Ze słowami Jezus i Marja i z krzyżem na piersiach zakończył też niebawem swe życie ku wielkiej pociesze wiernych, a ku zgorszeniu wolnomularzy. O jego śmierci pytali się ludzie, jak się to stało, że łaska Boża to serce zwyciężyła i dopiero wówczas dowiedziano się, że zmarły był człowiekiem bardzo miłosiernym, który, gdzie tylko mógł, wspierał ubogich nędzarzy; że codziennie, mimo swej niewiary, modlił się za dusze w czyścu cierpiące i odmawiał za nie Psalm: Z głębokości wołałem do Ciebie, Panie! i że miał, choć Bogu bluźnił, nabożeństwo do Matki Najśw.

Po jego śmierci znaleziono w stoliku obrazek Niepokalanej Dziewicy. Miłosierdzie dla biednych litość dla dusz czyścowych i nabożeństwo do Najświętszej Panienki uprosiło mu w godzinę śmierci nawrócenie po życiu złem i bezbożnem.

"Posł. Św. Rodziny".

O! szczęśliwy, kto w walkach, jakie staczać musi z piekłem wzywa Jej przenajświętszego Imienia.

Św Alfons Liguori