Jak Ks. Arc. Cieplak powrócił do Polski

(Własne jego opowiadanie dziennikarzowi warszawskiemu).

- Tu na polskiej ziemi, serdecznie witam dziennikarza polskiego - mówi Arcybiskup Cieplak. - Powracam z kraju, gdzie jedynemi pismami są "Izwiestja", w których niema prawdy i "Prawda", w której niema "izwiestji".

Dalej ks. Arcybiskup oświadcza z żalem, iż notatki ze swego procesu, jakie porobił, skonfiskowali bolszewicy.

Chce pan wiedzieć w jakich okolicznościach wracam do Polski, którą po raz ostatni oglądałem w roku 1914? Otóż, jak widzę, prasa czerwona podała smutny przebieg procesu w Moskwie, obrazujący zmaganie się Kościoła katolickiego z zaborczością komunizmu. Oddzielenie Kościoła od państwa nie przeszkadzało bolszewikom do wtrącania się na każdym kroku do spraw Kościoła katolickiego, których broniłem.

Po raz pierwszy zostałem zaaresztowany w roku 1920. Do mieszkania mego w Petersburgu, na Fontance, zgłosili się dwaj czekiści wraz z komendantem domu, w którym mieszkałem. Zaproponowali, żebym się udał rzekomo dlatego, aby się rozmówić telefonicznie z p. Cziczerinem, z którym podówczas faktycznie prowadziłem ożywioną korespondencję. Jak się okazało był to podstęp. Odwieziono mnie samochodem do więzienia przy ul. Szpalernej, skąd zwolniony zostałem dopiero po dwóch tygodniach, dzięki interwencji i poświęceniu się moich parafjan.

Po raz drugi zostałem zaaresztowany w roku 1921, podczas gdy znajdowałem się na dworcu kolejowym, chcąc pożegnać repatrjantów, udających się do kraju. Zwolniony zostałem po dwóch dniach przez sędziego śledczego.

A wreszcie zostałem wezwany na rozprawę sądową do Moskwy. W dniu 4 marca 1923 tłumy niezliczone wiernych odprowadziły mnie, ś. p. ks. prałata Budkiewicza i 13 księży na dworzec Mikołajewski. 10 marca zostaliśmy w Moskwie zaaresztowani i osadzeni najpierw w więzieniu Wierchownago Suda (Sądu Najwyższego), a po 3 dniach w Butyrkach. Po wyroku, ks. prałata Budkiewicza stracono, zaś nas wszystkich przewieziono do t. zw. domu poprawczego w Sokolnikach, pod Moskwą. Następnie przeniesiony zostałem do więzie­nia G. P. U., znacznie gorszego, jeśli chodzi o warunki, aniżeli Butyrki, gdzie aż do chwili wyzwolenia pozostawałem.

- W jakich warunkach Ekscelencjo - przerywam z niecierpliwością nastąpił powrót do Ojczyzny?

- Była to dla mnie niespodzianka - odpowiada ks. Arcybiskup. We środę ubiegłą (9 kwietnia) kazano mi wyjść z celi bez słowa wyjaśnień. Autem pod eskortą dwóch czekistów udałem się na dworzec kolejowy. Tu znowu pod znaczną eskortą umieszczono mnie w przedziale "wagonu pociągu, udającego się w kierunku Siebieża. Przygotowałem się na śmierć. Sądziłem bowiem, iż wiozą mnie na stracenie. Tymczasem przybyliśmy nad granicę łotewską. Na stacji Rudka Pogrannaja eskortujący mnie czekiści wręczyli przepustkę.

Znalazłem się na granicy łotewskiej. Byłem wolny, uratowany. Nikt nie wiedział, gdzie jestem. Nie wiedziało poselstwo polskie ani w Moskwie ani w Łotwie, Byłem wolny na ziemi łotewskiej, lecz bolszewicy nie dali mi możności zabrania rzeczy i pieniędzy. W Łotwie miałem przyjaciół i uczniów swoich, postanowiłem zatem udać się do Rygi. Poznał mię poczciwy, zacny kolejarz, Brize, który mi pożyczył pieniędzy na bilet do Rygi. tu byłem u siebie. Dowiedział się o moim przybyciu poseł Ładoś. Zjawili się korespondenci pism, posłowie do parlamentu łotewskiego.

Z Rygi odjechałem w sobotę rano, żegnany serdecznie. Na dworcu w imieniu p. prezydenta Łotwy Czakste pożegnał mię jego adjutant. Ze stacji granicznej Zemgale wysłałem do p. prezydenta telegram, w którym podziękowałem za gościnność.

A potem...

Przyjęcie gorące i serdeczne, jakiego doznałem na ziemi polskiej, żenuje mię, lecz jednocześnie rad jestem. Wielka idea przywiązania do wiary nas łączy. Po tylu latach, od roku 1914, ponownie jestem na polskiej ziemi. Pierwszy raz widzę Ją wolną. Kochałem Ją zawsze.

Gorące marzenia ziściły się. Radość wielka wypełnia mą duszę.

Nie umiem panu powiedzieć, jakie wrażenie sprawiła na mnie napozór drobna rzecz, napis pierwszy w języku polskim, jaki w wagonie przeczytałem: "nie wychylać się podczas biegu pociągu".

Przew. Kat.


Niepodobieństwem jest, aby grzesznik jaki zbawił się inaczej, jak za Twoją, o błogosławiona Dziewico, łaską i pomocą (Św. Ignacy męcz.).