Z drogi na misyjne żniwo

W mieście wielkiego Cudotwórcy

Z czcią witałem miejsce oglądane dotąd przeze mnie na ilustracjach - świątynię, klejnot sztuki, gdzie spoczywa ciało św. Antoniego. Po wiele razy już w życiu wzywałem jego pomocy a nigdy mej ufności nie zawiódł.

Wnet zazgrzytały hamulce - pociąg stanął na stacji. Należało spiesznie bagaż umieścić w dworcowej przechowalni, bo trudno było transportować wszystko do klasztoru. Padwa - starorzymski gród, w dawnych wiekach sławą swego uniwersytetu ściągała w swe mury Polaków. Stąd również wędrowali na północ głośni artyści, by za Alpami ukazać wdzięk sztuki Odrodzenia. Nie pomijali także stolicy dawnej Polski - Krakowa. Giovanni Maria padewski, sławny architekt i rzeźbiarz w krakowskich sukiennicach zlał w zgodny akord piękno gotyku i renesansu i służył swym talentem polskim mecenasom sztuki w XVI wieku.

Miasto o wąskich krętych ulicach niczym wileńskie zaułki, ciasne, ponieważ niegdyś, jak prawie każde miasto włoskie, było warownią, murem skrępowaną; ale jest czyste i schludne. Tramwaj biegł nieraz tak wąską ulicą, że przy wymijaniu przechodzący musieli przystawać i przylegać do kamienic, by uniknąć wypadku.

Bazylika św. Antoniego. Padwa.

Bazylika św. Antoniego w Padwie

Domy dość wyniosłe, w południowych godzinach robiły wrażenie więzienia obostrzonego Kaplica Najśw. Sakramentu, Padwaciemnicą, gdyż okna, zaopatrzone są wszędzie w drewniane żaluzje. Przez większą część dnia zasłaniają one okna, chroniąc mieszkanie przed słonecznym skwarem, ale odejmują pogodne piękno bijące z nowszych kamienic patrzących na szeroki świat otwartymi oknami. Ulice, prócz jezdni, posiadają trotuary kryte sklepionymi podcieniami.

Wkrótce wjeżdżamy w uliczkę "II Santo". Za chwilę jesteśmy już u celu. Wysiadamy. Na szerokim placu rozległa pełna majestatu bazylika,. Ale śpieszymy, ponieważ blisko godzina 13-ta, a chcę jeszcze u grobu Świętego odprawić Mszę św. Dotarliśmy do furty. W wirydarzu grupka

 

Wyżej: Kaplica Najśw. Sakramentu
w bazylice św. Antoniego

 

Niżej: Kazanie św. Antoniego do ryb

Kazanie do ryb św. Antoniego, Obraz

braci - sami Włosi. Migami, jako językiem międzynarodowym dogadaliśmy się o co nam chodzi. Wnet napotkaliśmy O. Przełożonego. Po krótkim przywitaniu idę odprawić Mszę św.

Jakież wrażenie targało sercem przy Najśw. Ofierze na grobie św. Cudotwórcy! Ustąpiło zmęczenie z dalekich podróży, dziwna otucha i pokrzepienie udzieliło się duszy i ciału. Przy św. Antonim nie odczuło się obczyzny - jego serce tak bratnie! Rozpalał je także płomień misyjnego powołania. Jako kandydat w zakonie kanoników regularnych posłyszał, że franciszkanie świeżo złożyli Jezusowi daninę krwi męczenników, swych pierwszych misjonarzy w Maroko. Więc idzie do furty franciszkańskiej, by i on mógł otrzymać habit i iść męczeńskim szlakiem misyjnym. A skoro Opatrzność dała mu za teren pracy nie upragnione Maroko, lecz Włochy, stał się posłuszny Bogu i porywającymi kazaniami zmieniał ugory ludzkich serc w pulchną, żyzną glebę na siew Boży.

Przy Mszy św. poleciłem św. Antoniemu wielu, wielu z Ojczyzny, moją podróż i zadania misyjne, pełen ufności w wysłuchanie. Po Mszy św. obiad w stylu włoskim. Po obiedzie "siesta" czyli spoczynek dobrze zasłużony trudami podróży. Po tym zwiedzanie bazyliki.

Bazylika wyrosła z ofiarności bogatego i pobożnego mieszczaństwa wieków średnich. Ambicją, owych pokoleń było dźwignąć możliwie najwspanialsze świątynie. Taki był duch epoki w ówczesnej Europie. Tu zaś chodziło jeszcze o coś więcej, bo miała to być świątynia dla Obywatela miasta, który rychło kanonizowany, dał Padwie sławę we Włoszech i w całym świecie. Toteż znać nadzwyczajny wysiłek artystyczny i finansowy.

Bazylika o założeniu trzynawowym dzielona filarami, które dają oparcie dla potężnych kopuł ustawionych tak na osi główniej jak i bocznej kościoła. W bocznej nawie znajduje się główny skarb: ciało św. Antoniego. W tej części bazyliki jarzy się mnóstwo różnobarwnych lamp. Nad grobem wysoko ustawiony ołtarz marmurowy, na którym stoi kosztowna statua Świętego. Lud rozmodlony wciąż się tu gromadzi a z wdzięcznością za wysłuchanie składa wota od złota i klejnotów do prostych drewnianych kul. Najwięcej wisi serc złotych i srebrnych - lecz nieporównanie więcej zdobywa św. Antoni tych żywych serc bijących wielką miłością i podzięką za łaski tu otrzymane. U stóp wielkiego Dobroczyńcy spędza chociaż chwilę każdy ze zwiedzających Włochy. Obchodzą grób jego wielcy i maluczcy, kładą rękę na zimnym marmurze i wyrażają mu swe prośby. Wraz z ludem posuwając się z wolna, dotknęliśmy dłonią grobu. Zdało mi się, że ten marmur ma ciepło życia. Bo ten, co w grobie spoczywa, przechadza się niejako po łez dolinie i koi udręki, goi rany i łzy ludzkie ociera. Krótkim a gorącym westchnieniem poleciłem św. Antoniemu wszystkich, którzy prosili o wspomnienie. przy świętych relikwiach.

Obecnie ozdabia świątynię polichromią słynny malarz Casanova, lecz do końca jeszcze daleko. Mimo 30-letniej pracy pokrył barwnym kobiercem zaledwie trzecią część kościoła. W pobliżu prezbiterium jest kilkanaście konfesjonałów, gdzie wielojęzyczna masa pielgrzymów może spowiadać się własną mową. Jest także konfesjonał z napisem: spowiada się po polsku.

Za ołtarzem głównym mieści się skarbiec, gdzie przechowują w złotych oprawach cenne relikwie: szczękę i język św. Antoniego. Język, który za życia niestrudzenie rozgłaszał chwałę Bożą, został cudownie nagrodzony, bo nie psuje się i nie niszczeje po tylu wiekach. W oszklonych gablotkach połyskują, kosztowne dary składane tu od dawnych czasów. Są to głównie przedmioty liturgiczne. Niektóre z nich pierwszorzędnej wartości artystycznej i zabytkowej.

W przedniej części kościoła znajdują się kaplice różnych narodowości, a wśród, nich i polska. Znajduje się w niej ołtarz św. Stanisława. Na ścianach zaś przedstawione są postacie świętych polskich. Ocalenie cudowne Polski przed bolszewickim zalewem ma tu swoją pamiątkę, bo staraniem O. Franciszka Pyznara, ówczesnego polskiego spowiednika, wmurowano tablicę z medalionem brązowym Piusa XI, na ten czas nuncjusza, w Warszawie i ks. Ignacego Skorupki, bohatera zwycięskiej walki pod Radzyminem.

Od zewnątrz w architekturze bazyliki zlały się pierwiastki sztuki romańskiej, bizantyjskiej i a-rabskiej. Facjata poważna z dużą rozetą, o znamiennej dla włoskich kościołów galerii w górnej części. Nad nawami rzędem ustawione są kopuły; prócz dzwonnicy, wzniesiono smukłe wieżyczki podobne do arabskich minaretów.

Od południowej strony przypiera do bazyliki duży klasztor o trzech dziedzińcach z krużgankami wspartymi na kolumnach, ściany krużganków wyłożone są płytami nagrobkowymi. Spotkać tu można także nazwiska polskie. To rodacy, zmarli na emigracji po rozbiorach; nie zdołali powrócić "z ziemi włoskiej do polskiej".

Po zwiedzeniu bazyliki, wyprowadził nas przewodnik, O. Ferdynand Bahniowski na miasto. Na mieście ruch uliczny wieczorną porą jest bardzo ożywiony. Uderza nas wszędzie świeży nastrój niedawnej wojny abisyńskiej. Co parę kroków na domach widnieje marsowe oblicze Mussoliniego z hełmem, to znów trupia głowa z mieczem w zębach i nieprzerwana litania napisów: Duce anoi! Me non frego! Na pytanie: Duce dla kogo Abisynia? Szła gładko odpowiedź: Dla nas! To znów rycerska sentencja: Lepiej żyć jeden dzień jak lew niż sto lat jak baran! Duch Mussoliniego zapalił w narodzie powszechną żądzę wojny i wolę zwycięstwa. Miasto ma mieszany charakter. Obok starych kamienic dźwigają się teraz nowe niebotyki oddzielone szerokimi ulicami.

Mrok już zapadał, gdy powróciliśmy do klasztoru na spoczynek. Rano odprawiłem Mszę św. znów u grobu św. Cudotwórcy. Potem pośpiesznie jeszcze zwiedzałem najważniejsze zabytki. Więc olbrzymi kościół św. Justyny z bogatymi mozaikami, dalej oratorium czyli szkołę św. Antoniego przy naszej bazylice, gdzie Tycjan i inni artyści włoscy pokryli ściany malowidłami przedstawiającymi sceny z życia św. Franciszka i św. Antoniego. Jeszcze chwilkę poświęciłem bibliotece klasztornej, starożytnym pergaminom, kodeksom wspaniale ilustrowanym i starym drukom. Tu w osobnej gablotce specjalnie Polakom pokazują duży pergamin. Na nim O. Franciszek Pyznar opisał "Cud nad Wisłą", gdy Polska odegrała tę krwawą lecz chlubną rolę daną jej przez Opatrzność przedmurza chrześcijaństwa.

Miałem jeszcze na sercu sprawę figurki św. Antoniego dla naszych w Japonii. Zacny Ojciec Wicerektor Osanna na moją wzmiankę zaraz zlecił figurkę zapakować i dał nam ją jako ofiarę. Tak mieliśmy na drogę nowego towarzysza. Istotnie doznaliśmy Jego opieki w dalszej drodze.